niedziela, 1 lutego 2026

S/S Kraków

Kalendarium...
1-2 Luty 1922

W okowach lodu, S/S Kraków 

Stolica Małopolski raczej nie kojarzy się z morzem. A powinna, bo właśnie w Krakowie działał jeden z pierwszych w niepodległej Polsce armatorów. Było to Towarzystwo Żeglugowe "Sarmacja, które w listopadzie 1919 r. założył Bogumił Nowotny, były oficer Cesarskiej i Królewskiej Marynarki Wojennej. Niecałe trzy miesiące później firma miała już swój pierwszy statek. Był to zbudowany w Danii niewielki drewniany masowiec Frederikshavn, który tuż po zakupie został przemianowany na Kraków. Nawotny zrobił dobry interes. Statek był nowy i mógł pływać przez długie lata. I pewnie by tak było, gdyby nie feralny rejs zimą 1922 r.

Był 28 stycznia, gdy Kraków wypłynął z portu w brytyjskim Hull do Szwecji. Stamtąd, po wyładowaniu ładunku węgla, miał płynąć do Gdańska. Po drodze musiał jednak przejść przez cieśninę Kattegat. To miejsce, i tak trudne do żeglugi, tamtej zimy było pokryte bryłami lodu. I Kraków w tym lodzie utknął w nocy z 1 na 2 lutego. Wtedy jeszcze udało się uniknąć niebezpieczeństwa dzięki temu, że tuż obok przepłynął większy masowiec, który rozbił połacie kry i wytyczył przejście. Kraków z tego skorzystał, ale nie na długo. Dzień później znów dostał się między piętrzące się bryły lodu. I tym razem utknął na dobre. Załoga nie miała radiostacji, więc musiała znów liczyć na to, że pomoc przyniesie przepływająca w pobliżu jednostka. Tak się jednak nie stało.

5 lutego stało się jasne, że statku nie da się uratować. Napierające bryły lodu najpierw spowodowały przechył, a potem zaczęły powoli miażdżyć drewniany kadłub Krakowa. Załoga nie liczyła na cud. Marynarze spuścili szalupy i uciekli. Nie mogli jednak płynąć do oddalonych o 10 mil wybrzeży Danii, bo morze było skute lodem. Ruszyli więc pieszo, na wszelki wypadek ciągnąc za sobą łodzie. Kraków zatonął dwa dni później po tym, jak przez coraz większe dziury w kadłubie do wnętrza wdarła się woda. Cała załoga, w sumie 14 osób, bezpiecznie dotarła do Danii. Do dziś nie wiadomo, dlaczego kapitan Krakowa zdecydował się na ryzykowne przejście przez Kattegat, choć było do przewidzenia, że mały drewniany statek nie ma szans w starciu z bryłami lodu

Statek „Kraków” zgniatany przez lód. Obraz malarza marynisty Adama Werki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz