NAJWIĘKSZY RAJD WSZECH CZASÓW
Noc z 27 na 28 marca 1942 roku. Francuskie Saint-Nazaire. Niemcy są pewni swego – ich suchy dok „Normandie” to jedyne miejsce na Atlantyku, gdzie może naprawiać się potężny pancernik Tirpitz. Jeśli dok przetrwa, Tirpitz będzie siał postrach w konwojach. Brytyjczycy wiedzą jedno: ten dok musi przestać istnieć. Nawet jeśli ceną będzie samobójcza szarża.
Pływająca bomba: HMS Campbeltown
Planiści Royal Navy wpadli na szalony pomysł. Wzięli stary, amerykański niszczyciel HMS Campbeltown i przerobili go tak, by z daleka przypominał niemiecki torpedowiec. Wycięli kominy, dodali pancerz na mostku, a w dziobie, pod pokładem, ukryli 4 tony materiałów wybuchowych z opóźnionym zapłonem.
To nie był już okręt wojenny. To był gigantyczny pocisk z załogą na pokładzie.
Rajd przez piekło
Pod osłoną nocy flotylla małych łodzi i niszczyciel-bomba wślizgnęły się do estuarium Loary. Niemcy szybko się zorientowali, że „niemieckie sygnały rozpoznawcze” to ściema. W stronę Brytyjczyków poleciało wszystko, co było pod ręką – od karabinów po ciężkie działa nabrzeżne.
Campbeltown, płonąc i przyjmując dziesiątki trafień, nie zwolnił ani na moment. O godzinie 1:34 z pełną prędkością, niemal 20 węzłów, wbił się centralnie w stalowe wrota doku. Uderzenie było tak silne, że dziób okrętu zaklinował się na dobre 10 metrów w głąb konstrukcji.
Komandosi na lądzie
Gdy okręt utknął, z jego pokładu i z małych motorówek wyskoczyli komandosi. Ich zadanie? Zniszczyć wszystko, co się da – przepompownie, mechanizmy doku, elektrownie. Przez kilka godzin Saint-Nazaire zamieniło się w strefę wojny. Wielu z nich nie miało drogi powrotu, bo ich łodzie ratunkowe zostały zatopione. Walczyli do ostatniego naboju, wiedząc, że ich misja i tak jest już sukcesem.
Niespodzianka z opóźnionym zapłonem
Rano 28 marca sytuacja wydawała się opanowana przez Niemców. Campbeltown tkwił wbity w bramę, a na jego pokład weszły grupy oficerów i techników. Śmiali się z Brytyjczyków, że „zmarnowali niszczyciel”, nie trafiając w nic istotnego.
O godzinie 10:35, gdy na pokładzie i wokół wraku znajdowały się setki ciekawskich Niemców, zapalniki chemiczne w końcu zadziałały. 4 tony trotylu eksplodowały z siłą, która zatrzęsła całym miastem. Siła wybuchu nie tylko zniszczyła wrota doku, ale wbiła wrak niszczyciela głęboko do środka, a wdzierająca się woda dopełniła dzieła zniszczenia.
Dlaczego to było genialne?
Operacja Chariot wyłączyła dok w Saint-Nazaire z użytku do 1947 roku. Tirpitz nigdy nie wypłynął na Atlantyk, bo nie miał gdzie się naprawić. Brytyjczycy za cenę jednego starego okrętu i ogromnej odwagi 600 ludzi, wygrali strategiczną bitwę o bezpieczeństwo konwojów.
Do dziś Operacja Chariot nazywana jest „Największym Rajdem Wszech Czasów”, a liczba przyznanych za nią Krzyży Wiktorii (najwyższe brytyjskie odznaczenie) świadczy o tym, jak bardzo ekstremalna była to misja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz