Aleksander Miszalski miesiącami forsował Strefę Czystego Transportu w imię zielonej ideologii, lekceważąc mieszkańców Krakowa i ich sprzeciw. Nie było dialogu, nie było refleksji - była propaganda i upór. Aż do momentu, gdy pojawiło się realne zagrożenie referendum i utraty stołka.
Nagle nastąpiła „Wielka Korekta”. Nagle winny znalazł się gdzie indziej. Łukasz Frank został poświęcony, żeby ratować polityczny wizerunek przełożonego. Klasyczny mechanizm: najpierw narzuca się ludziom absurdalne decyzje, a gdy grunt pali się pod nogami, szuka się kozła ofiarnego.
To nie jest odwaga. To strach. To nie jest odpowiedzialność. To ucieczka. I mieszkańcy Krakowa dobrze wiedzą, kto przez cały ten czas próbował ich oszukać i zmusić do życia według ideologicznych eksperymentów. Teraz już za późno. Na rozmowy był czas. Teraz zbieramy podpisy, a następnie Miszalski idzie do odwołania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz