ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 20 lipca 2026

Jan Zbigniew Mikulski

20 LIPCA 1999 ROKU W LONDYNIE. ZMARŁ JAN ZBIGNIEW MIKULSKI – LOTNIK TRZECH KONTYNENTÓW
Znakomity  polski lotnik, wirtuozyjny pilot szybowców rodem z Druskiennik, którego dzieciństwo było związane m.in. z Grodnem.
DZIECIŃSTWO W CIENIU SKRZYDEŁ
Urodził się  16 lipca 1907 roku w Druskiennikach.  Jan Zbigniew Mikulski dorastał w Petersburgu i Gatczynie – nieopodal lotniska, co miało decydujący wpływ na jego fascynację lataniem. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Janek Mikulski z rodziną wrócił do kraju. Zamieszkał najpierw w Grodnie, a następnie – w Wilnie, gdzie też zdał maturę. Wkrótce nasz bohater rozpoczął naukę pilotażu w Aeroklubie Wileńskim, a do 1933 roku uzyskał kwalifikacje instruktora szybowcowego.
SZYBOWCOWY PIONIER
W latach 30. Mikulski dał się poznać jako wybitny instruktor i popularyzator szybownictwa. Prowadził Wołyńską Szkołę Szybowcową LOPP, organizował kursy, ustanawiał rekordy i szkolił kolejne pokolenia pilotów. Nie ograniczał się do teorii – sam uczestniczył w pokazach akrobacji i testach motoszybowców.
WOJENNE NIEBO
Gdy wybuchła II wojna światowa, Mikulski zgłosił się na ochotnika do 24. Eskadry Rozpoznawczej, latając na RWD-8. Przez Europę dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie służył w Polskich Siłach Powietrznych oraz RAF. Brał udział w lotach transportowych nad Azją i Afryką. Latał m.in. w Indiach, Birmie i Egipcie, pełniąc funkcje nawigatora i instruktora.
SZYBOWIEC W AZJI
Po wojnie Mikulski został zaproszony do Pakistanu, by wspomóc rozwój tamtejszego lotnictwa. Założył i kierował Centralną Szkołą Szybowcową RPAF, szkolił setki pilotów w Lahore, Chaklali i Dace. Był współtwórcą programu Shaheen Air Training Corps Cadets, a jego zasługi uhonorowano Tamgha-i-Basalat – najwyższym odznaczeniem wojskowym, nigdy wcześniej przyznanym cudzoziemcowi.
POWRÓT DO CYWILNEGO SZYBOWANIA
W 1964 roku osiadł w Londynie, gdzie do końca życia był aktywny w London Gliding Club. Pomagał też polskiej diasporze lotniczej – jako wiceprezes Sekcji Szybowcowej Stowarzyszenia Lotników Polskich. Wspierał rekordowy lot szybowcowy w 1948 roku, trwający ponad 15 godzin.
WIELOKROTNIE ODZNACZANY
Mikulski odznaczony był licznymi medalami: polskimi (Krzyż Zasługi, Medal Lotniczy), brytyjskimi, francuskimi, a także pakistańskimi (Tamgha-i-Basalat i Tamgha-e-Jamhuria).
Zmarł 20 lipca 1999 roku w Londynie.

Opr. Emilia Kuklewska, fot.: Wikipedia

Zażynki

https://www.facebook.com/share/v/1BsAec6pC3/

19 lipca 1943 roku we wsi Huta Stepańska pow. Kostopol

po zamordowaniu około 600 Polaków Ukraińcy z UPA spalili wieś, a duchowni prawosławni odprawili przed kościołem dziękczynne nabożeństwo za zwycięstwo nad Polakami, następnie Ukraińcy spalili drewniany kościół pw. Najświętszego Serca Jezusowego. [Foto]
Wspomina jeden z ocalałych Mieczysław Słojewski:
"Dwukrotnie zamierzałem popełnić samobójstwo ze strachu przed schwytaniem i męczarniami, jakich spodziewałem się od ukraińskich bandytów. Brałem mego synka Edzia i szliśmy nad rzeczkę [...] Zamierzałem razem z synkiem się utopić, aby skrócić czas poniewierki i straszliwego lęku. I kiedy brałem syna za rączkę, ten wtedy mówił z płaczem do mnie: tatusiu! wracamy do naszej kryjówki. Nie miałem odwagi skoczyć do wody”. 
Znajomy Ukrainiec ze Stawiszcza, Petro Bazyluk, przyszedł im z pomocą. W zamaskowanej kryjówce w jego stodole przetrwali obaj aż do wkroczenia Armii Czerwonej w styczniu 1944, a następnie wyjechali do Polski. Petro Bazyluk przechowywał jednocześnie swego krewnego, Ukraińca, również zagrożonego przez UPA. Nie zawahał się udzielić schronienia Słojewskim, mimo iż w czerwcu 1943 został omyłkowo postrzelony przez wartownika polskiej samoobrony z Borku, w wyniku czego stracił oko. Los Bazyluka zakończył się tragicznie: wiosną 1944 r. został zastrzelony przez żołnierzy sowieckich, którym nie chciał oddać ostatniej krowy (według innej wersji, podanej przez Władysława Kurkowskiego, zginął z rąk UPA w 1946 r.). „Zginął człowiek niezwykle prawy, uczciwy i szlachetny – pisze 
Antoni Kalus. – Gdyby w Polsce ustanowiono, na wzór państwa Izrael, medal »Sprawiedliwy wśród narodów świata« to Petro Bazyluk – Ukrainiec zasłużyłby na ten medal w pierwszej kolejności – za moralną odwagę obrony życia drugiego człowieka”.

Źródło fotografii:http://wolyn.freehost.pl/fotoold/huta_stepanska/3.html

/Marta i Boguś

WIDZISZ EFEKT MOJEJ PRACY!
WESPRZYJ MNIE KWOTĄ 5 ZŁ NA
https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu
DOCHÓD PRZEZNACZAM NA LECZENIE MOJEGO SERCA.

Wpłat można też dokonywać na numer konta 
42 1940 1076 5881 9071 0000 0000

BLIK NA NUMER 667 111 748 

ADMINISTRACJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ KOMENTARZY.

„WINNY NIESŁYCHANEJ I NIEWYBACZALNEJ ZBRODNI”



to kolejny kandydat to „panteonu bohaterów” narodowych Ukrainy. Przez 2 lata podległe mu oddziały przeprowadzały pogromy Żydów, jak Ukraina długa i szeroka, a on, „naczelny wódz”, nie ukarał nikogo. PETLURA.

ILUSTRACJA nr 1:

Oto żydowskie ofiary wojsk Symona Petlury, proklamowanego „bohaterem nacji ukraińskiej” pod rządami żydowskiego prezydenta.

Fotografia: Marta Hawryszko, Facebook.

ILUSTRACJA nr 2:

„Pamiątki” w Fastowie po „działalności” wojsk Symona Petlury, proklamowanego „bohaterem nacji ukraińskiej” pod rządami żydowskiego prezydenta.

Fotografia: Marta Hawryszko, Facebook.

Pod tym względem armia Petlury wydaje się być wzorem dla partyjnych bojówek OUN, tak zwanej UPA, która w 1947 roku została rozpędzona i przepędzona przez Grupę Operacyjną „Wisła”. Ukraiński nacjonalizm to nie tylko historia krwawych zbrodni, ale także historia zakłamywania tychże zbrodni.

ILUSTRACJA nr 3:

„Symon Petlura — Bohater Narodu” – głosi wpis na oficjalnej stronie Głównego Zarządu Wywiadu Ukrainy na Facebooku, upamiętniający setną rocznicę śmierci Symona Petlury.
Podobne, pełne uwielbienia hołdy pojawiły się na łamach innych ukraińskich instytucji państwowych.”

Zrzut ekranu i cytowany tekst: Marta Hawryszko, Facebook.

ILUSTRACJA nr 4:

„Jednak dziś prawie nikt nie wspomina o odpowiedzialności Petlury za pogromy antyżydowskie, podczas których dziesiątki tysięcy Żydów zostało zamordowanych, rannych, zgwałconych, przesiedlonych i ograbionych.”

Fotografia i cytowany tekst: Marta Hawryszko, Facebook.

ILUSTRACJA nr 5:

„Co gorsza, ukraińska mitologia nacjonalistyczna próbowała przedstawić Zeewa Żabotyńskiego jako kogoś, kto „usprawiedliwiał” Petlurę.”
Zrzut ekranu i cytowany tekst: Marta Hawryszko, Facebook.

ILUSTRACJA nr 6:

„W rzeczywistości Żabotyński odniósł się do tego bezpośrednio w liście opublikowanym w rosyjskojęzycznej paryskiej gazecie „Poslednie Novosti” 11 października 1927 roku:

„Petlura nie ukarał ich [pogromowców], chociaż był naczelnikiem rządu i armii, i chociaż trwało to ponad dwa lata. Filozofia historii nie ma z tym nic wspólnego: taki szef rządu, taki dowódca armii, jest winny niesłychanej i niewybaczalnej zbrodni z racji swojego urzędu – wobec narodu żydowskiego, wobec narodu ukraińskiego i wobec całej ludzkości”.

Państwo, które kanonizuje przywódców związanych z masową przemocą antyżydowską, a jednocześnie wymazuje ich ofiary, nie chroni historii, lecz nadużywa jej dla celów wojennych.”

Zrzut ekranu i cytowany tekst: Marta Hawryszko, Facebook.

ILUSTRACJA nr 7:

„ŻYDZI – WROGOWIE UKRAIŃSKIEGO ODRODZENIA”

Zełenski i Budanow też? Doczesne szczątki autora zacytowanego wyżej stwierdzenia, wodza OUN Jewhena Konowalca, są już przygotowywane do podróży – mają zostać pochowane z honorami państwowymi w „panteonie ukraińskich bohaterów” w Kijowie. Czy ktokolwiek jest zdziwiony tym cytatem wodza OUN? Nie powinien być, ponieważ Związek Faszystów Ukraińskich to jedna z organizacji, które pod przywództwem Konowalca zjednoczyły się w OUN...

„Zełenski stawia wszystko na jedną kartę: po ponownym pogrzebie Melnyka, nazistowskiego kolaboranta i przywódcy faszystowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, szczątki założyciela OUN Konowalca zostaną również pochowane z honorami państwowymi na Narodowym Cmentarzu Wojskowym. Rada Ministrów Ukrainy podjęła tę decyzję 15.07.2026 r.

Źródło ilustracji i cytowanego tekstu: Iwan Katchanovski, Facebook.

Zachowując w pamięci powyższe fakty, przejdźmy do lektury kolejnego meldunku nr 80 z cyklu KRONIKI WISŁY.

DOKUMENT ARCHIWALNY

IPN Rz 072/1, t. 113, k. 175. Maszynopis w języku polskim.

„Rzeszów, 20.07.1947 r.

Do Gabinetu Ministra Bezpieczeństwa Publicznego.

Meldunek sytuacyjny nr 80

za dzień 19.07.1947 r. […]

Akcja wojska:

zabito bandytów 5

ujęto bandytów 13

aresztowano podejrzanych 1.

Zdobyto.

RKM 4

granatów 11

karabinów 20

automatów 2

pistoletów 3

amunicji 500 sztuk

zboża 4 tony.

Zniszczono bunkrów 11.

Grupa 1 Dywizji WBW w rejonie (8866) znalazła 7 ładunków trotylu.

Na terenie 9 Dywizji Piechoty patrol MO w miejscowości Barchowce (1224) zabił 1 bandytę i zdobył 1 automat.

Zasadzka 4 pułku piechoty w rejonie Łazy (4034) zabiła 1 bandytę i zdobyła 1 kbk, 1 pistolet, i ujęła 1 podejrzanego, przy którym znaleziono szyfry i szkice.

Oddział 7 pułku piechoty w rejonie (6038 – 6238) znalazł 2 zabitych bandytów, przy których znaleziono 2 kbk, prawdopodobnie bandyci ranieni przez zasadzkę 7 pułku piechoty w dniu 10 bieżącego miesiąca. W tym samym rejonie znaleziono w bunkrze 1 RKM, 2 kbk, i 5 granatów.

Kompania 5 pułku piechoty w rejonie Szapiatyn (9288) ujęła 2 bandytów z sotni Szuma, i idąc za ich wskazówkami w rejonie lasu Chodowańce (8688) ujęła 11 bandytów z tej sotni. Ogółem ujęto 13 bandytów, zdobyto 3 RKM, 15 kbk, 1 automat, 1 pistolet, 6 granatów, 500 sztuk amunicji. Prócz tego wykryto 11 bunkrów, w nich 4 tony zboża. Straty własne 1 ranny żołnierz Wojska Polskiego.

[…]

Na zasadzkę 10 pułku piechoty w rejonie Futory (6446) natknęła się kompania zwiadu 7 Dywizji Piechoty i została ostrzelana, w wyniku czego podporucznik Żądło Franciszek z kompanii zwiadu został zabity i 1 szeregowiec ranny.

W dniu dzisiejszym odprawiono 5 transportów, w nich ludzi 1196.

[…]”

niedziela, 19 lipca 2026

19 lipca 1655 roku Szwecja wypowiedziala Polsce wojnę zwaną później "potopem szwedzkim".

 Pretekstem do tego konfliktu były pretensje króla Jana Kazimierza II do Korony szwedzkiej oraz namowa i obietnica  pomocy w uzyskaniu tronu polskiego dla króla szwedzkiego Karola X Gustawa złożona przez jednego z największych wówczas polskich magnatów i zdrajcę Polski Hieronima Radziejowskiego.
Feldmarszałek Arvid Wirtenberg von Debern (1606-1657) dysponujący 17 tys. żołnierzy i 72 działami 5 lipca1655 roku ruszył spod Szczecina w kierunku polskiej granicy. Będąc jeszcze na terytorium Pomorza Zachodniego,
wysłał do stojących pod Ujściem wojsk
polskich trębacza z żądaniem kapitulacji. Pod Siemczynem w pobliżu Czaplinka 21 lipca pierwsza armia szwedzka przekroczyła granicę polską a trzy dni później stanęła pod Ujściem.
Tak zaczęła się II wojna północna,która trwała 5 lat.

WIDZISZ EFEKT MOJEJ PRACY!
WESPRZYJ MNIE KWOTĄ 5 ZŁ NA
https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu
DOCHÓD PRZEZNACZAM NA LECZENIE MOJEGO SERCA.

Wpłat można też dokonywać na numer konta 
42 1940 1076 5881 9071 0000 0000

BLIK NA NUMER 667 111 748 

ADMINISTRACJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ KOMENTARZY.

Czy Polska i Ukraina są skazane na wrogość?


Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonseWs. więcej, od początku uważałem, że #Polska i #Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy "Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska", który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały #PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?
Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk, etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów. Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.
Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald #Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa. Zostają zatem #Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.
Po trzecie, Ukraina koniecznie chce wejść do #NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymira Żeleńskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej. Siergiej #Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził #Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy #UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!
Po czwarte, interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymira Żeleńskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.
I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław #Kaczyński i Przemysław #Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy, że nie nadają się na polityków rządzących Polską.
Adam Wielomski

Jego kolekcja roślin leczniczych należy do największych w Polsce. Może nawet i w Europie.

""Ta historia będzie brzmiała jak bajka, ale wydarzyła się naprawdę, w niewielkiej wsi Koryciny. Kto ma uszy, niechaj słucha, kto nie wierzy, niechaj jedzie, sprawdzi…
Oto gdzieś na końcu świata, z dala od miast i miasteczek, w malutkiej wiosce pośrodku pół i lasów, żył sobie mały chłopiec. Chłopiec ten bardzo lubił chodzić z babcią i zbierać zioła. Kiedy miał 12 lat, zapakował do dwóch lnianych woreczków wysuszone kłącza pięciornika i poszedł trzy kilometry do najbliższego przystanku autobusowego. Stamtąd jechał 20 kilometrów do miasteczka. Zioła sprzedał w Herbapolu. Za zarobione pieniądze kupił aparat fotograficzny Smiena i dwie książki. O ziołach. Po szkole poszedł do technikum rolniczego. Wystartował w krajowej olimpiadzie wiedzy rolniczej. I zabłysnął. Nikt nie wiedział o ziołach tyle co on. Wygrał indeks na wybraną uczelnię. Pojechał na studia. Do Warszawy. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Mógł zostać na uczelni, ale wrócił na wieś. Mógł zostać urzędnikiem w gminie, ale znów zbierał zioła. Ojciec prosił: „Synku, rzuć to. Ludzie się śmieją. Jako urzędnik będziesz żył jak pan”. Nie rzucił.
Mało tego. Zaczął zatrudniać do zbierania ludzi ze wsi. Potem otworzył własną przetwórnię. Potem gospodarstwo agroturystyczne. Hotel, karczmę, sklep z ziołami, ogród botaniczny. Daje zatrudnienie setkom osób. Jego kolekcja roślin leczniczych należy do największych w Polsce. Może nawet i w Europie. Codziennie odwiedzają go dziesiątki ludzi, może nawet setki, a w weekendy liczba odwiedzających sięga tysięcy. Naprawdę. Widziałem to.
Na zakończenie, po wszystkich tych inwestycjach, w swoim wielkim ogrodzie postawił kościół.
Jest środek tygodnia. Minęła dziewiąta rano. W karczmie wydawane jest śniadanie. Wszystkie stoły zajęte. Biorę kawę z mlekiem i wychodzę przed budynek. Właściciel podjeżdża rowerem.
- To z Panem jestem umówiony? – pyta Mirosław Angielczyk.
- O ten kościół chciałem zapytać – mówię. – Rozumiem, że powstała przetwórnia, gospodarstwo agroturystyczne, hotel, karczma, sklep zielarski. Ale kościół?
- Jak Pan zauważył, zarówno hotel, jak i karczma oraz sklep działają w drewnianych budynkach – odpowiada pan Mirosław. – Chcąc ocalić dawne budownictwo i tradycję, nie można zapominać o obrzędowości. Kiedy dowiedziałem się od zaprzyjaźnionego proboszcza z Grodziska, że jest stary drewniany kościół do przeniesienia, nie wahałem się nawet przez moment. To było spełnienie moich marzeń.
- Ale jest Pan przecież człowiekiem nauki – mówię. – Naprawdę wierzy Pan, że zioła poświęcone w kościele mają większą moc?
- Wejdźmy może do środka – mówi pan Mirosław. – To jest kościół Matki Boskiej Jagodnej. Czy Pan wie, że istnieje też takie święto? 2 lipca. Do tego święta nie jedzono jagód. Jeśli zbierano, to tylko na sprzedaż. Ale raczej nie robiły tego młode kobiety. Matka Boska Jagodna jest bowiem opiekunką matek i kobiet w ciąży. Kto chciał mieć zdrowe potomstwo – zbierał jagody dopiero po święcie. I ja nie rozważam, czy rzeczywiście dzień później moc jagód była większa, ja to po prostu chcę ocalić od zapomnienia. Zniknęły już stogi siana i snopki zbóż. Znikają furmanki i drewniane domy. Za czasów mojej młodości były powszechne. W każdym domu były też pęki suszonych ziół. Wianki święcone podczas Matki Boskiej Zielnej. Gałązki brzozy. Ziołami się kadziło. Zioła się piło. Stawiało na oknie podczas burzy z piorunami. Zioła wkładało się do trumny. Ja to wszystko pamiętam. I chciałbym o tym ludziom przypomnieć.
- Obraz Matki Boskiej skąd pochodzi? – pytam i pokazuję na obraz wiszący nad ołtarzem. Kobieta w jasnej sukni chodzi po łące i pochyla się nad Dzieckiem leżącym nago w trawie.
- Wnętrze kościoła uzupełnialiśmy sami – odpowiada pan Mirosław. – Obrazy malowali lokalni twórcy. Po obu stronach obrazu stoją drewniane rzeźby. To święty Franciszek i święty Izydor Oracz.
- A ta starodawna ikona? – pytam. – Skąd się wzięła w kościele?
- To bardzo ciekawa historia – odpowiada pan Mirek. – Jeden z okolicznych mieszkańców, kiedy dowiedział się, że przenosimy kościół z Grodziska, przyniósł tę ikonę i poprosił, aby ją tu powiesić. Tak jak przed laty. Bo przed laty ten kościół był cerkwią. I ta ikona w niej wisiała.
- Ktoś oddał Panu szesnastowieczną ikonę? – pytam.
- Nie mnie – mówi pan Mirosław. - Oddał ją temu miejscu. I dlatego tu jest".
Fragment książki Wojciecha Koronkiewicza pt. "Z Matką Boską na rowerze. Podróż do cudownych obrazów, ikon i świętych źródeł Podlasia""
za Paśny Buriat
Fot. Wojciech Koronkiewicz