Tona pelletu, czyli paliwa produkowanego z trocin, słomy czy plew, kosztuje dziś tyle, co 3 tony pszenicy konsumpcyjnej. Oznacza to, że surowiec będący efektem ciężkiej pracy rolnika jest wyceniany wielokrotnie niżej niż produkt powstający z odpadów.
Polskiego rolnika chyba nie da się już bardziej upokorzyć. Rolnik z Dolnego Śląska, Grzegorz Guzik, zwrócił uwagę na sytuację, która pokazuje skalę patologii rynku. Rolnik mówi wprost, że nie rozumie, jak w takich realiach ma prowadzić gospodarstwo i planować produkcję. Ten głos nie jest odosobniony. Właściciel składu opału w Przegini Duchownej potwierdza, że sytuacja na rynku pelletu jest najgorsza od co najmniej 10 lat. Klienci przyjeżdżają po opał z całej południowej Polski, a producenci ograniczyli produkcję do około 30 procent swoich możliwości.
Ceny pelletu osiągają poziomy, które jeszcze niedawno wydawały się nierealne. W Przegini Duchownej tona kosztuje około 2300 do 2400 zł, a w niektórych regionach kraju cena sięga już 3000 zł. Dla porównania we wrześniu ubiegłego roku pellet kosztował od 1300 do 1600 zł, a kilka miesięcy temu około 1600 do 1700 zł za tonę. W tym samym czasie ceny zbóż pozostają pod presją i nie pozwalają rolnikom na pokrycie rosnących kosztów produkcji.
Jeśli takie relacje cenowe utrzymają się dłużej, prowadzenie gospodarstw stanie się ekonomicznie nieopłacalne, a bezpieczeństwo żywnościowe państwa zostanie poważnie zagrożone. Już teraz na wsi mamy problem z obejmowaniem rodzinnych gospodarstw przez młodych ludzi, którzy nie chcą brnąć w niestabilny i mało perspektywiczną branżę, która kosztuje olbrzymie pokładu czasu i zdrowia.