ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 6 sierpnia 2026

Oto pisemna spowiedź starej Ukrainki, przed swoją śmiercią. Gryzło ją sumienie, albo strach przed piekłem i napisała, co robiła razem z innymi Ukraińcami na Wołyniu.

 Fundacja "Wołyń Pamiętamy"




Przy okazji polecam książkę wydaną przez Fundację Wołyń Pamiętamy po ponad 90 latach od jej pierwodruku. Książka "Sprawa Ukraińska" Tadeusza Gluzińskiego, z której dowiecie się kto, kiedy i w jakim celu wymyślił Ukrainców. Poniżej link
Ja, Wdowiczenko Nadieżda Timofieiewna, urodzona na Wołyniu… Ja i moja rodzina prosimy was o wybaczenie, a to dlatego, że kiedy ludzie będą czytać ten mój list, to mnie już nie będzie. Moja przyjaciółka wypełni moje postanowienie.
Rodzice mieli nas pięcioro i my wszyscy byliśmy zawziętymi banderowcami: brat Stiepan, siostra Anna, ja siostry Olja i Nina. My wszyscy chodziliśmy i jeździliśmy nocami po wsiach z banderowcami, w dzień odsypialiśmy noce w chatach. Nam dawno polecenie uśmiercać tych, którzy dawali schronienie jeńcom rosyjskim, jak też i samych tych jeńców. Tym zajęciem zajmowali się mężczyźni, a my kobiety wybierałyśmy dla nas odzież zabitych i zarzynałyśmy ich krowy i świnie i wszystkie mięso poddawałyśmy przeróbce na kiszonki układając je w wielkich beczkach
Pewnego razu w ciągu jednej nocy we wsi Romanowo uduszono 84 ludzi. Starszych ludzi duszono, a małe dzieci chwytano za nóżki i uderzano ich główki o drzewa i tak uśmiercone rzucano na wóz. Żałowałyśmy swoich mężczyzn, że tak niebywale męczą się nocami, a nieprzespane noce odsypiają w dzień i w następną noc ruszają do następnej wsi. Byli ludzie, którzy przed nami ukrywali się. Jeśli mężczyźni ukryli się, to zabieraliśmy się za kobiety...
Wieś Wierchowkę oczyszczono w mężczyzn. Żona Kowalczuka Tilimona przez dłuższy czas nie chciała powiedzieć, gdzie on się ukrył. Nie chciała tego powiedzieć, ale jak je pogrożono, to musiała to ujawnić. Powiedziano jej: „Powiesz, gdzie jest twój mąż, to ciebie nie tkniemy”. I ona powiedziała, że ukrył się w stogu słomy. Wyciągnęli go z tego stogu, bito, bito, bito aż zabito. A dwoje dzieci, Stiopę i Olę, dobre to dzieci były, 14 i 12 lat... Młodszą rozerwali na dwie części, a ich matkę już nie trzeba było zabijać, serce jej pękło.
Do oddziałów brano młodych i zdrowych chłopaków żeby mogli mordować ludzi. Ze wsi Wierchowka dwaj bracia Liewczukiw – Nikołaj i Stiepan, nie chcieli mordować ludzi i uciekli do domu. Skazaliśmy ich na śmierć. Kiedy dojechaliśmy do ich domu, to ich ojciec mówi: „Bierzcie synów i ja idę”. Kalina, jego żona też mówi: „Bierzcie męża i ja idę”. Wyprowadzili ich ze 400 metrów i Nadia mówi: „Wypuście Kolę” a Kola mówi: „Nadia nie proś, banderowcy nikomu nie darują i ty łaski u nich nie wyżebrzesz”.
Kolę zabili, Nadię zabili, ojca zabili, a Stiepana żywego zabrali i dwa tygodnie prowadzili od chaty do chaty w samej bieliźnie - koszula i portki, bili go żelaznymi wyciorami żeby powiedział, gdzie jest jego rodzina, ale on był twardy w uporze i nic nie powiedział. W ostatni wieczór pobili jego mocno i on poprosił o doprowadzenie go do toalety. Jeden z bojców zaprowadził go do ubikacji. A była wtedy silna zamieć, a ubikacja była ze słomy. Stiepan rozerwał słomę i uciekł z naszych rąk. Nam wszelkie wiadomości z Wierchowki przekazywali zamieszkali tam Pietr Rimarczuk, Żabskij i Pucz.
...W Nowosiełkach, w okolicy Równego, mieszkała jedna komsomołka Motria. Zabraliśmy ją do Wierchowki, do starego Żabskiego i poczęliśmy żywcem wydobywać z niej jej serce. Stary Saliwon trzymał w jednaj ręce zegarek, a w drugiej jej serce, chcąc dowiedzieć się jak długo bije serce w jego ręce. I kiedy wkroczyli Rosjanie, to synowie jego zamierzali postawić my pomnik, jak mówili, za walkę o Ukrainę.
Szła Żydówka z dzieckiem, uciekła z getta. Zatrzymali ją, zabili ja i dziecko i zakopali w lesie. Jeden nasz banderowiec chodził do dziewcząt Polek. Rozkazano mu by je przyprowadził. A on powiedział, że zrzucił je do rzeki. Matka ich przybiegła, płacze i pyta mnie czy je widziałam. Mówię jej, że nie. Idziemy je poszukiwać na rzekę, ja i ich matka. Dano mam rozkaz: Żydów, Polaków, Rosjan-jeńców i wszystkich tych, którzy dają im schronienie – mordować bez żadnej litości.
Zamordowano rodzinę Siewierynów, a ich córka była zamężna i mieszkała w innej wsi. Przyjechała do Romanowa i nie zastała rodziców. Poczęła płakać i powyszukiwać ich rzeczy. Przyszli banderowcy, odzież zabrali, a córkę żywcem zaszyli w jeden tłumok z odzieżą zakopali w ziemi. I pozostało po niej dwoje maleńkich dzieci, bo gdyby przyjechały z nią i jej dzieci, to byłyby tak samo zaszyte w ten tłumok. Był w naszej wsi niejaki Kubliuk. Jego skierowali do Kotowa, w rejonie Kiwiercowa, na roboty. Przez tydzień tam pracował i odrąbali mu głowę, a córkę jego wziął chłopak z sąsiedztwa. Banderowcy nakazali mu zabić córkę Kubliuka, Sonię. Wasilij powiedział do Soni: „Pojedziemy do lasu po drzewo”. Pojechali. I przywiózł Wasilij Sonię martwą, a ludziom powiedział, że ją zabiło opadające drzewo.
Żył w naszej wsi Ojciec Timofiej. Był to stary dziad i on, jakby nie było, mówił, że jest prorokiem od Boga. Kiedy wkroczyli Niemcy, to im natychmiast doniesiono, że jest taki prorok we wsi. Niemcy bezzwłoczne przyjechali do starca, by wysłuchać od niego, co z nimi dalej będzie. A starzec im mówi: „Niczego wam nie powiem, bo mnie zabijecie”. Tłumacz obiecał, że go walet palcem nie tkną. Wtedy starzec im powiedział, że „ do Moskwy wy dojdziecie, ale stamtąd będziecie uciekać z całych sił”. Niemcy jego nie tknęli, ale gdy stary prorok powiedział banderowcom, że mordowaniem ludzi na Ukrainie oni niczego dobrego nie uczynią, to banderowcy przyszli i bili jego tak długo aż zmarł.
Teraz opiszę swoją rodzinę. Brat Stiepan był zawziętym banderowcem i ja nie byłam inna od niego. Chodziłam zawsze z banderowcami chociaż byłam już mężatką. Kiedy wkroczyli Rosjanie zaczęły się aresztowania i wywózki ludzi. Naszą rodzinę też to dotknęło. Olja jakoś dogadała się z Rosjanami i ją wypuścili, ale banderowcy przyszli i ją zamordowali. Pozostali w Rosji ojciec z matką i siostrą Niną. Matka była już starszą osobą. Nina kategorycznie odmówiła wykonywania pracy dla Rosji, kiedy kierownictwo zaproponowało jej pracę na stanowisku sekretarki. Wtedy Nina oświadczyła, że rosyjskiego pióra w swych rękach trzymać nie chce. Jeśli ty nie chcesz pracować, to podpisz, że będziesz wydawać nam banderowców i my wypuścimy cię do domu. Nina długo nie myślała i podpisała im ten dokument o współpracy i ją wypościli. Jeszce Nina nie dojechała do domu, a już w domu czekali na nią banderowcy. Urządzili zebranie dziewcząt i chłopaków i polecili takiemu zebraniu osądzić Ninę. Mówili: „Patrzcie kto podnosi na nas rękę, ze wszystkimi takimi będzie tak samo”. Do dzisiejszego dnia nie wiem, co z nią zrobiono.
Całe swe życie nosiłam ciężki kamień na sercu, ja przecież wierzyłam banderowcom. Mogłam zdradzić ukochanego człowieka, gdyby coś złego powiedział o banderowcach. I oni przeklęci niech będą wyklęci przez Boga i przez ludzi na wieki wieków. Ilu ludzi niewinnych zarąbali i teraz chcą oni by ich poczytywać za obrońców Ukrainy. A z kim oni walczyli? Walczyli ze swoimi sąsiadami przeklęci mordercy. Ileż to krwi na ich rekach? Ileż to pakunków z żywymi ludźmi zakopali w ziemi? Ludzi wywożono z Ukrainy i oni teraz nie chcą wracać do tej „banderowszczyzny”.
Ze łzami błagam was, ludzie, wybaczcie mi moje grzechy.
Źródło: Gazeta „Советская Луганщина” („Sowiecki Ługańsk”), styczeń 24, nr.1

Po wojnie w czasie ekshumacji nie stwierdzono u Dzieci ran postrzałowych, wszystkie zostały POGRZEBANE ŻYWCEM.

 

Jak minął dzień Herr Botschafter ??? Ale co ja miałam napisać 🤔. Aha...już wiem ! ⬇️ Żadnej LITOŚCI ❗️ Żadnego MIŁOSIERDZIA ❗️ 5 VIII 1944 r. zwykli Niemcy z 131 Dywizji Piechoty zaczęli przeczesywać okolice Jałowa i pobliskiego lasu Jałowskiego (obecnie : Suwalski Park Krajobrazowy) i zatrzymali wszystkich Polaków spotkanych w lesie. Następnego dnia, Matki, Żony i Dzieci zatrzymanych Polaków udały się do Niemców po prośbie aby uwolnić, niewinnych mężczyzn. Niemcy grzecznie wysłuchali próśb, następnie aresztowali wszystkie Kobiety z Dziećmi i po kilku godzinach popędzili do Dzierwan. Podprowadzono je pod las, kazano stanąć nad wykopanym wcześniej dołem i otworzono ogień z pistoletów maszynowych. Po wojnie w czasie ekshumacji nie stwierdzono u Dzieci ran postrzałowych, wszystkie zostały POGRZEBANE ŻYWCEM. W tym samym czasie w Kleszczówku, Wehrmacht przystąpił do egzekucji pozostałych nadal przy życiu mężczyzn. Pięciu Polaków zmuszono do wykopania dołu, następnie związano im ręce drutem i duszono paskami, po czym dobito strzałami z pistoletu. Niektórym z pozostałych mężczyzn przybito ręce do drewnianych ścian stodoły, następnie podpalono stodołę w której wszyscy spłonęli żywcem. Ogółem ci zwykli Niemcy z 131 Dywizji Piechoty zamordowali w Dzierwanach 13 osób w tym 8 dzieci, w Kleszczówku 14 mężczyzn i 3 nieletnich. Dowódca 131 Dywizji Piechoty gen. Friedrich Weber (na zdjęciu) w 1951 roku w mieście Deggendorf został dyrektorem Centrum Kształcenia Dorosłych, za zasługi dla RFN w 1959 roku został odznaczony Orderem Zasługi Republiki Federalnej Niemiec, następnie odznaczony Bawarskim Orderem Zasług, był szanowanym i zasłużonym obywatelem. Zmarł 2 września 1974 roku #NiemieckieZbrodnie buycoffee.to/kasjopea

W nocy z 4 na 5 sierpnia 1945 r. zgrupowanie oddziałów poakowskich przeprowadziło zakończoną sukcesem akcję rozbicia więzienia Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Kielcach.

 Muzeum Żołnierzy Wyklętych

Partyzantami dowodzili kpt. Antoni Heda (1916-2008) „Szary” oraz por. Stefan Bembiński (1917-1998) „Harnaś”.
Późną wiosną oraz na początku lata 1945 r. przez Kielecczyznę przeszła fala komunistycznych represji. W jej wyniku do więzienia w Kielcach trafiło wiele polskich patriotów. Przygotowania do akcji ich odbicia rozpoczęły się na początku lipca tegoż roku. Pomogło w tym gruntownie rozpoznanie terenu przeprowadzone przez por. Włodzimierza Dalewskiego „Szpagata”.
Komendant „Szary” po latach wspominał: Zarządziłem koncentrację żołnierzy na placówkach w powiatach. Powiadomieni zostali dowódcy kompanii, plutonów i grup. […] Dzień przed zamierzoną akcją upozorowaliśmy uderzenie na miasteczko Szydłowiec koło Radomia, odległe od Kielc o 50 km. Do rana trwała pozorowana próba opanowania miasteczka. W pobliskich lasach rozkładaliśmy miny, które kolejno wybuchały przez cały dzień. Do zadania tego wyznaczyłem „Niegolewskiego”. Tym sposobem zmusiliśmy wojskowy garnizon stacjonujący w Kielcach do opuszczenia miasta. Pociągnęli na obławę. Od samego rana wywożono ich na miejsce wybuchów i tam czesali lasy nikogo nie znajdując.
Do akcji rozbicia więzienia przystąpiło około 200 żołnierzy uzbrojonych w około 20 karabinów maszynowych, około 130 pistoletów maszynowych i 50 kbk, 3 piaty, granaty oraz znaczną ilość materiałów wybuchowych i amunicji.
Po opanowaniu kluczowych punktów w mieście i zablokowaniu siedzib instytucji represyjnych przeprowadzono udany atak na więzienie. Uwolniono 354 osadzonych. Był to spektakularny sukces.
Zważywszy na skalę trudności (atak w centrum miasta wojewódzkiego) partyzanci ponieśli minimalne straty. Zginął jeden uczestnik akcji. Po stronie komunistycznej w wyniku odniesionych ran w szpitalu zmarli jeden oficer Armii Czerwonej oraz jeden milicjant.
Rozbicie więzień w Kielcach oraz Radomiu (9 września 1945 r.) skutkowało dymisją kierownika kieleckiego WUBP mjr. Adama Korneckiego. Minister Bezpieczeństwa Publicznego Stanisław Radkiewicz odwołał go z dniem 1 października 1945 r.
Na zdjęciach:
Kpt. Antoni Heda „Szary” (od lewej). Źródło: AIPN.
Por. Stefan Bembiński „Harnaś”. Źródło: AIPN.
Dawne więzienie w Kielcach przy ul. Zamkowej 3. Źródło: Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956, red. naukowa T. Łabuszewski, Warszawa 2012.



Jarosław Kaczyński jest LATA ŚWIETLNE przed innymi politykami.

 https://x.com/HubnerrMax/status/2085347898640756818/video/1

Tylko on potrafi w 4 minuty przedstawić ANTYPOLSKĄ politykę Tuska i osadzić ją w geopolityczno-historycznym kontekście porównując linię Północ-Południe do osi Wschód-Zachód. "Realizują obcą, niemiecką agendę. Chodzi o zamykanie wielkich przedsiewzięć, które POZORNIE robią - elektrownia atomowa, CPK, linie kolejowe, porty, autostrady. Chodzi o LINIĘ PÓŁNOC, POŁUDNIE, która zmieniałyby strategiczną, geopolityczną i militarną budowę polityczną Europy na NASZĄ korzyść. Uderzałoby to w OŚ WSCHÓD-ZACHÓD, stąd różne wydarzenia, które miały prowadzić do hamowania Połnocy-Południa, co w niektórych wypadkach się udało. Mamy szereg innych wydarzeń, choćby metropolia ciągnąca sięod Wejherowa po Elbląg. To jest złamanie naszej struktury administracyjnej. Kto zna polską historię to wie, że takie próby podjęte już poprzez euroregiony za Kohla. Jeszcze wtedy, w 1991 roku, był plan szczególnej współpracy z Niemcami na zachodzie i Związkiem Sowieckim na wschodzie. To jest historia, ale ona dzisiaj wraca na różne sposoby. Został zatrzymany plan całkowitej przebudowy i centralizacji UE, ale mają inne pomysły związane z daleko idącym uzależnieniem ekonomicznym i wysysaniem z Polski i naszego regionu kapitału. To będzie zatrzymanie polskiego rozwoju. Dlatego musimy mieć NOWY rząd". Wyobrażacie sobie Tuska potrafiącego wygłosić tak szczegółowe i szkatułkowe przemówienie? To nawet nie jest przepaść. To różnica politycznych galaktyk.

Sotnia pod dowództwem Wołodymyra Szczygielskiego "Burłaka" (zdjęcie) zamordowała 39 Polaków.

 Historia Polski dzień po dniu

6 sierpnia 1944 roku w Baligrodzie w powiecie leskim w województwie podkarpackim miał miejsce atak bandy UPA. Była to tak zwana "krwawa niedziela".
Sotnia pod dowództwem Wołodymyra Szczygielskiego "Burłaka" (zdjęcie) zamordowała 39 Polaków.
Członkowie bandy posiadali mundury ukraińskiej policji współpracującej z okupantem niemieckim. Należy dodać, że w ostatnich tygodniach przed nadejściem Armii Czerwonej nastąpiła masowa dezercja policjantów ukraińskich, którzy zasilili szeregi UPA.
Inicjatorem mordu był prowidnyk OUN Wasyl Cebeniak „Bohdan”. To on wydał rozkaz zamordowania wszystkich polskich mieszkańców Baligrodu. Listę osób, na których śmierci szczególnie zależało ukraińskim bandytom sporządził Włodzimierz Kit „Prostrił”, „Ihor”. Pod wpływem informacji o banderowskich zbrodniach część Polaków uciekła z Baligrodu do Leska. Pozostali szukali porozumienia ze społecznością ukraińską. Proboszcz ks. Józef Miezin, adwokat dr Stanisław Śmietana i sędzia dr Stefan Schlarp udali się do przedstawiciela baligrodzkich Ukraińców aptekarza Mikołaja Osiadacza. Obiecał on, że miejscowi Ukraińcy nie zaatakują swoich sąsiadów. Zapewnienia te uśpiły czujność Polaków. Sytuacja zaczęła nabierać powagi, gdy 3 sierpnia 1944 roku został zamordowany przez Ukraińców Polak Jan Szpot. Warto wspomnieć, że Polaków ostrzegał ukraiński lekarz Włodzimierz Kuźmak, który twierdził, że nie warto wierzyć w te zapewnienia.
Atak na Baligród rozpoczął się o świcie. Miejscowość została otoczona. Jak się później okazało bandyci wcale nie kierowali się sporządzoną wcześniej listą. Ofiary typowano na podstawie dokumentów. Wpis "P" w dowodzie osobistym, oznaczający "Polak" był równoznaczny ze śmiercią. W ten sposób zginął jeden z Ukraińców, Roman Wolański, który posługując się dokumentami polskimi i ukraińskimi, które okazywał w zależności od sytuacji, omyłkowo wylegitymował się polskim dowodem osobistym.
Świadkiem mordu była nauczycielka Maria Makowska, która późnej w szkolnej gazetce tak o tym pisała: "Ciała pomordowanych rozrzucone były po całej miejscowości, a ich pogrzeb odbył się 8 sierpnia. Żeby ich pochować, doły, a nie groby kopały żony i dzieci. Gdyby nie zbliżający się odział żołnierzy Słowackich, bez wątpienia lista ofiar była by dużo większa".
WPŁACAJĄC DOBROWOLNIE 5 ZŁ NA
WSPIERASZ NIE TYLKO MOJĄ PRACĘ NAD STRONĄ, ALE TEŻ LECZENIE MOJEGO SERCA.
Wpłat można też dokonywać na numer konta
42 1940 1076 5881 9071 0000 0000
ADMINISTRACJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ KOMENTARZY.