ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 9 marca 2026

Rzadko kiedy o tym człowieku ktokolwiek rozmawia, bo prawie nikt nie wie, że ktoś taki istniał, tak pisał i tak żył.

 Piotr Tomczyk - przewodnik po Łodzi i województwie łódzkim

https://fb.watch/FK-UM1u31O/

 

Był po II WŚ objęty ścisłą cenzurą, skutecznie wymazywany z pamięci, a książek tego autora przez pół wieku próżno było szukać w księgarniach, bibliotekach szkolnych czy rejonowych…
W okresie międzywojennym był fenomenem na skalę, nie tylko ogólnopolską, ale i światową – to jedyny (może oprócz naszego noblisty Henryka S., który miał swoje ‘rzeczy’ przetłumaczone na więcej języków, ale za to mniej sprzedanych ogółem egzemplarzy) polski pisarz, który realnie konkurował wtedy popularnością z takimi gigantami jak Rudyard Kipling czy Jack London. Ten pierwszy mi nigdy jakoś nie podchodził. Miejsce ostatecznego spoczynku tego drugiego natomiast bardzo chciałem zawsze zobaczyć i udało mi się tam być, a sam grób dużo prościej było znaleźć niż ten (z tego materiału) znajdujący się na cmentarzu parafialnym w Milanówku. Otóż prochy autora ‘Zewu Krwi’ czy ‘Martina Edena’ spoczywają pod sporym głazem, na niewielkim wzgórzu z widokiem na kalifornijską Dolinę Księżyca, jak London ją nazywał. Chodzi o słynną, znaną chyba wszystkim enologom, dolinę (Sonoma Valley) na północ od San Francisco…
Ale to nie o tym pisarzu, podróżniku, wagabundzie i awanturniku (ale i naukowcu, dziennikarzu i szpiegu) będzie dziś mowa. Jest wszakże jeszcze jedno między nimi podobieństwo. Hitler – jakże zalatujące celowym relatywizmem i romantyczne zgoła, bo powoli już nieśmieszne, staje się określenie ‘austriacki akwarelista’ – kazał palić książki Jacka Londona, a Stalin kazał niszczyć książki…no właśnie kogo? Zaraz wszystko będzie jasne. Ale najpierw jeszcze jeden wątek z tych moich puzzli z podróży, które tak często pięknie komponują się w całość…
Na postać ‘Krwawego Barona’ (Romana von Ungern-Sternberga) natknąłem się w czerwcu zeszłego roku podczas rozmowy z pewnym Estończykiem w hostelu, w Tallinie. Ja go zagadnąłem o dokładne miejsce internowania we wrześniu 1939 naszego okrętu podwodnego ‘ORP Orzeł’, a on wspomniał o starym Inflantczyku aka ‘wcieleniu Czyngis-chana’, który związany był z Rewlem (tak kiedyś nazywano Tallin). Rasmus, bo tak się mój rozmówca nazywał, przywoływał historie niesamowite i co najważniejsze; wspomniał też o Polaku, który jako jedyny znał ponoć tajemnice skarbu legendarnej Azjatyckiej Dywizji Konnej von Ungern-Sternberga. Nie pamiętał wszak imienia i nazwiska naszego rodaka. Szybko ustaliłem bohatera mojego dzisiejszego materiału. W obecnych czasach to nietrudne. Są internety. Ponoć ‘nietrudne czasy rzeźbią leniwych i głupich ludzi, intelektualnych słabeuszy i mentalnych popaprańców’. Wcale bym się nie zdziwił, ale zostawmy już te didaskalia i przeskoczmy do gwoździa programu. A nawet i do trumny, ale o tym za chwilę…
Chodzi oczywiście o Ferdynanda Antoniego Ossendowskiego, w którego relacjach Ungern (mroczna postać z krawędzi obłędu i geniuszu, całkiem jak Hannibal Lecter) jawi się jako ostatni rycerz stepu i buddyjskie bóstwo zemsty w jednym. Bóg wojny czy szaleniec? A może jedno i drugie…
Przeczytałem od tego czasu kilka powieści Ossendowskiego, z których ‘Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów’, a zwłaszcza ‘Lenin’ zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie. Niby przygoda w stylu starego dobrego Jacka Londona właśnie, podbita bezkompromisową – a nawet brutalną w opisach – dynamiką perypetii Indiany Jonesa, ale ileż tam jest faktografii, realiów, etnografii i mistycyzmu. To w odniesieniu do ‘ludzi, zwierząt i bogów’. Ktoś może powie, że Ossendowski sporo nawymyślał. Tak? Wolę już te historie niż codzienne ‘fakty’ medialne. No tak już mam. ‘I dobrze mi z tem, bez dwóch zdań’… 😉
Powieść ‘Lenin’ (z 1930) to już mocniejsza sprawa! Według mnie znakomita. Przeczytałem w mig. Ossendowski wywołał nią gigantyczny skandal i była to chyba jedna z najbardziej ‘hardkorowych’ pozycji tamtych lat – do tego stopnia, że w ZSRR na autora wydano zaoczny wyrok śmierci, a jego nazwisko próbowano wymazać z historii, rozkopano grób, przy którym nagrałem film i starano się upewnić czy na pewno nie żyje. Gdyby przypadkiem jeszcze żył, długo by to zapewne nie potrwało…
‘Lenin’ jest czymś na kształt beletryzowanej biografii i bezpośrednią demaskacją przywódcy rewolucji, a do tego napisany świetnym językiem. Ciosem w system. To nie była laurka. Antoni Ferdynand O. stworzył portret potwora, który z zimną krwią projektuje zagładę milionów. I za to Sowieci wydali na niego wyrok śmierci. Uciekał im przez 15 lat. Aż w końcu mu się udało…
Antoni Ferdynand Ossendowski to postać niezwykła. Pisał też książki dla dzieci i młodzieży. Pisał o polskim krajoznawstwie i działał nawet przez chwilę jako przewodnik turystyczny. Napisał bardzo dużo i w ogóle nie przeszkadza mi, że ‘Skamandryci’ uważali, że nie miał wystarczająco dobrego warsztatu i, że wręcz powinien zaprzestać i zrezygnować z pisania. ‘Tak się nie pisze’, wykrzykiwano. Tak się ponoć też nie gra. Zabawne jak to nieraz się potrafi porobić. Są bowiem nawet takie zespoły instrumentalno-wokalne, które dla niektórych ekspertów nie odznaczają się jakimś wybitnym warsztatem, a jednak i one potrafią mieć swoich fanów. No tak bywa, tak bywa…
Osobiście, jestem na pewno fanem książki ‘Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów’ i powieści o ‘Leninie’. Powiedzieć o tej pierwszej, że to literatura przygodowo-podróżnicza (nawet z dopiskiem, że ‘dla dorosłych’), to trochę jakby powiedzieć, że ‘Milczenie Owiec’ to poradnik dla osób zajmujących się strzyżeniem owych. No, a ‘Lenin’ Ossendowskiego to już naprawdę mocny…i tu użyłbym pięcioliterowego akronimu gdzie pierwszą literką byłoby ‘W’, a ostatnią ‘L’.
To tyle na razie przy piątku trzynastego, sprawdźcie Ossendowskiego…
PS ‘Rzadko kiedy o tym człowieku ktokolwiek rozmawia, bo prawie nikt nie wie, że ktoś taki istniał, tak pisał i tak żył’. Tak rozpocząłem ten wpis. To był eufemizm, bo tak naprawdę nie pamiętam, abym kiedykolwiek (z kimkolwiek) rozmawiał o tych postaciach. I tu należy się ukłon w stronę Pradziadka Krajoznawcy Juniora, który parę miesięcy temu przy naszej wspólnej rozmowie od razu podchwycił temat co skończyło się kolejną bardzo ciekawą wymianą opinii. Tym razem na temat Ossendowskiego, von Ungern-Sternberga i kilku innych tematów. Wspominam też o tym w tym materiale. Uważam, że to ważne. Coraz mniej takich Ludzi…

Rosica i 1528 Polaków spalonych żywcem przez esesmanów łotewskich i przez niemców w lutym 43 roku.

 https://x.com/i/status/2030905377231970690

Słowo z kalendarza historii. Dlaczego o tej zbrodni nie mówi się w Polsce? Rosica i 1528 Polaków spalonych żywcem przez esesmanów łotewskich i przez niemców w lutym 43 roku. Ale pamiętaj Jedyne co musisz wiedzieć, to żydowskie kłamstwo na temat jedwabnego.

Ukraińscy kolaboranci rabowali dokumenty (potrzebne do ucieczki na Zachód) naszym rodakom po czym mordowali Ich strzałem w potylicę...

 

Na przełomie lutego i marca 1944 na ulicach Lwowa dochodziło permanentnie do zbrodni na młodych Polaków. Ukraińscy kolaboranci rabowali dokumenty (potrzebne do ucieczki na Zachód) naszym rodakom po czym mordowali Ich strzałem w potylicę... 9 III 1944r. Dowództwo Obszaru Lwowskiego AK podjęło decyzję o rozpoczęciu Akcji "Nieszpory". Żołnierze KEDYWU-u odpalili 11 ukraińskich zbirów i sytuacja się uspokoiła. #UkraińskieZbrodnie