"Odebranie Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu oznaczałoby, że prezydent Ukrainy do Polski nie przyjedzie już nigdy" 

.
"Dla Ukraińców walczących w tej chwili kluczową sprawą jest walka z Rosją i żołnierze UPA, którzy walczyli w latach już po Rzezi Wołyńskiej, dokonywali aktów sabotażu, wysadzali sowieckie mosty, zabijali sowieckich generałów - ci ludzie są dla ukraińskich sił specjalnych wzorami. To są bohaterowie, których oni chcą naśladować".
Czyli idąc tokiem rozumowania waszego szefa : Niemcy którzy dokonali Rzezi Woli...a później strzelali sowietów, broniąc Berlina...to "Bohaterowie" których Niemcy powinni naśladować 

Chryste Panie 

.
Ja wam zaraz przypomnę co znaczy słowo BOHATEROWIE na przykładzie 11 godzinnej Bitwy którą stoczyło ok. 100 bezbronnych Polaków, zabarykadowanych w plebani przylegającej do Kościoła, przeciw kilku sotniom zbrodniczych, wściekłych, zwyrodniałych banderowców z UPA 

Korma, gmina Kiwerce, powiat łucki.
Polskie Termopile.
"Około stu osób, ci którzy nie ulegli złudzeniu,
co do zamiarów ukraińskiej bandy, rzucili się do księżowskiej plebanii. Sporo ludzi przedostało się na strych plebanii, dalej nie było gdzie uciekać. Wszyscy kulili się w mrocznych kątach, chowali się za belkami stropów. Ktoś zanurzył się w ogromnym kufrze wypełnionym mąką. Kiedy już wszyscy znaleźli się na piętrze plebanii, zatrzaśnięto drzwi do klatki schodowej.
Zaczęto znosić kufry pod drzwi, po chwili drzwi zabarykadowano stosem skrzyń. Nikomu jeszcze nie przychodzi myśl o zorganizowaniu jakiejś obrony.
Teraz jedyną nadzieją są drzwi podparte skrzyniami. Na dole pozostało około 60 osób, słyszymy strzały, doskakują do okien czarne ukraińskie zbiry i wyciągają ludzi z kościoła i mordują pod murem kościelnym. Oto widzę, jak jeden z bandytów, może 18-letni chłopak, doskakuje do jednej z dziewcząt polskich, znęciła go jej ładna kolorowa bluzka, strzał w biodro, aby nie zabrudzić bluzki. Pod murem leży już sterta ciał, niektóre jeszcze drgają, tych bandyci dobijają kolbami.
Banderowcy pamiętają, że to nie wszyscy,
rozpoczynają poszukiwania, za chwilę wylatują szyby z okien plebanii. Tupot wielu nóg i łomotanie do okien i drzwi – Wychodzić ! Rozpaczliwa chwila i próba ratunku – milczymy. Bandyci zaczynają rąbać drzwi, kobiety podnoszą histeryczny lament, tak to chyba koniec. Nagle krzyczy stary Krupiński : Na co czekacie, aż wyrąbią drzwi i nas wybiją co do nogi ? Tchórze, brońcie się, mężczyźni psia mać ! Te słowa pomogły jak smagnięcie biczem, nikt do tej pory nie myślał o obronie. Tak, trzeba się bronić, jeśli nawet nie ocalimy
siebie, to przynajmniej zginie kilku banderowców !
I nagle zakotłowało się, rozbiegliśmy się po kątach w poszukiwaniu czegoś do obrony. Ktoś znalazł siekierę, inni wracają ze strychu z cegłami w ręku. Po drodze widzimy, że ksiądz Kowalski spowiada, stoi przed nim sznur kobiet łkających. Ten widok, nie wiedząc czemu, podsycił moją wściekłość. Po którymś uderzeniu ostrze banderowskiej siekiery ukazuje się po naszej stronie. . Dziura w drzwiach powiększyła się, a w niej lufa karabinu siejąca pociskami. Silne uderzenie siekierą z naszej strony i bandyta cofa broń. W tym czasie ludzie ze strychu znoszą cegły i inne ciężkie przedmioty. Inni rozbierają piece. Otwór w drzwiach jest już tak duży,
że można przez niego rzucać odłamkami cegieł, kafli itp.
Po chwili seria pocisków rozbija solidny zamek, w drzwiach pozostaje tylko jeszcze jedna zasuwa, drzwi nadal pozostają zamknięte. Ustawiony nieomal na wprost drzwi erkaem wali na oślep. Odbity tynk wznieca chmury dymu i pyłu, świszczą rykoszety. Nagle drętwieję z przerażenia, przez otwór w drzwiach wpada granat, syczy i kręci się wokół własnej osi, zwalnia i cisza, chyba niewypał. Ziółkowski błyskawicznie chwyta granat, wychylony w stronę otworu z rozmachem rzuca go w gardziel korytarza. Sekundy popłochu za drzwiami i potężna głucha detonacja. Krzyki i jęki rannych za drzwiami. Następuje dłuższa chwila, banderowcy naradzają się, nagle zza drzwi pada rozkaz: „Wychodźcie,
bo spalimy was żywcem”. Ukraińcy naprawdę próbują nas spalić . Znoszą słomę i układają ją pod drzwiami. Słoma oblana naftą wybucha jasnym płomieniem. Korytarz wypełnia się gryzącym dymem. Banderowcy cofają się i czekają, sytuacja staje się bardzo groźna. Dym wdziera się do środka plebanii, zaczynamy się krztusić – w całym budynku nie ma ani kropli wody. Otwór zakładamy blachą i tarasujemy skrzyniami. Chwilowo niebezpieczeństwo zażegnane, mija właśnie czwarta godzina oblężenia i znikąd nie nadchodzi ratunek. Banderowcy nie ustępują, zaczynają teraz szturmować okna. Rannych, których mamy coraz więcej, odciągamy pod ściany, przenosimy do innych pomieszczeń. Cała księżowska bielizna i pościel idzie na
bandaże. Było to przygotowanie ogniowe, teraz dobiega
do nas przeraźliwe „hurra”, banderowcy zaczynają atakować okna, przystawiają drabiny i wspinają się do góry – odpowiadamy cegłami. Błyskawiczny przechył nad parapetem i rzut cegłą w dół jak najsilniej, żeby bandyta, który oberwie był niezdolny do dalszej
walki. Rzeczywiście, co chwila dobiegają nas ryki i przekleństwa. Gdy jedni z bandytów atakują okna, inni czyhają na wychylających się obrońców. Po
chwili do środka wpadają dwa granaty, specjalizujemy się w ich odrzucaniu, to jedyna możliwość ratunku. Nie wszystkie granaty udaje się nam odrzucić, niektóre wybuchają na środku pomieszczenia plebanii, raniąc lub zabijając najbliżej stojących. Po takim wybuchu nic nie słyszę, widzę tylko otwierające się usta, żadnego głosu. Po godzinie takiego piekła następuje dłuższa przerwa. Teraz dopiero słychać jęki rannych i dzwonienie w uszach. Następuje następny atak do okien i zarzucanie nas granatami. Banderowcy mają ich pod dostatkiem, nie muszą oszczędzać, dochodzi godzina dwudziesta. Walczymy już osiem godzin, zaczynamy odczuwać brak cegieł. Wszystkie piece są już doszczętnie rozebrane, rzucamy ciężkimi przedmiotami, wszystkim tym, co się da przepchnąć przez otwory okienne na głowy bandytów. W przerwach między atakami Ukraińcy starają się nakłonić obrońców. „Poddajcie się, nic wam
nie zrobimy, tylko wypuścimy bebechy z waszego klechy”. Odpowiadamy przekleństwami i cegłami. Banderowcy przepuszczają nowy atak, sypie się
więcej granatów, ale część nie trafia w otwory okienne i eksploduje na zewnątrz. Przybywa rannych, Janek Krupiński zabity, Garczyński i Ziółkowski ciężko ranni.
Około godz. 22 już nie możemy jednocześnie bronić wszystkich okien. Połowa mężczyzn to zabici lub ranni, pozostali też już niezdolni do obrony, dzielnie walczą kobiety i dziewczęta. Nagle wpada granat,
toczy się, widzę rozdzierającą jasność – to wybuch granatu. O godz. 23 następuje zupełna cisza. Czekamy, mija półgodziny i nic się nie dzieje, co odważniejsi wychodzą, ale w ciemnościach nic nie widzą. Czy Ukraińcy faktycznie odeszli, czy tylko obmyślają nowy podstęp ??? Po tej tragicznej walce banderowcy istotnie odeszli, a pozostający przy życiu obrońcy rozbiegli się. Pozostała tylko kupa ciał pomordowanych pod murami kościoła". #UkraińskieZbrodnie
Na zdjęciu rodzina na grobie Mamy, która poległa podczas obrony plebanii w Kormach.
Źródło :
Wspomnienia Mieczysława Romanowskiego ze zbiorów Marzeny Kujot. Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej.
Przypominam o szkolnych OBOWIĄZKACH
- komentarz dla zasięgu
- RT każdej lekcji
I bardzo PROSZĘ o korzystanie z naszej szkolnej kawiarki bo pani od historii walczy o PRZEŻYCIE a nie wczasy na Majorce. A widzę, że dniu dzisiejszym wszyscy o tym zapomnieli.
buycoffee.to/kasjopea