Pod Fordonem, na północ od Bydgoszczy, kilka tygodni wcześniej pojawili się niemieccy robotnicy z Arbeitsdienstu. Wykopali długie rowy, szerokie na około trzy metry i głębokie na dwa i pół.
10 października przyjechały tam pierwsze ciężarówki.
Wieziono ludzi z obozu w koszarach 15 Pułku Artylerii Lekkiej w Bydgoszczy. Swoje rzeczy musieli zostawić przy hangarze dawnego szybowiska. Potem prowadzono ich na wzgórze nad rowami.
Mordowali ich członkowie Selbstschutzu i esesmani z Einsatzkommando 16. Selbstschutz tworzyli miejscowi Niemcy, obywatele polscy. Jeszcze niedawno byli sąsiadami swoich ofiar.
Listę ofiar przygotowano wcześniej. Niemcy jeszcze przed wojną spisali nazwiska Polaków uznanych za niebezpiecznych w tak zwanej Sonderfahndungsbuch Polen. Wśród zamordowanych byli nauczyciele, księża, lekarze, prawnicy i urzędnicy, a także Żydzi z Bydgoszczy i okolic.
Egzekucje odbyły się 10, 12, 21 i 25 października oraz 1 i 11 listopada. 11 listopada zginął tu Leon Barciszewski, przedwojenny prezydent Bydgoszczy.
Według różnych szacunków zginęło od 1200 do 3000 osób. W 1947 roku podczas ekshumacji odnaleziono szczątki tylko 306 z nich. Większość ofiar do dziś nie ma nazwisk.
Skutki były ogromne. Zginęło około 48 procent nauczycieli bydgoskich szkół średnich, co trzeci ksiądz, około 15 procent nauczycieli szkół powszechnych i prawie 14 procent lekarzy i prawników.
Po wojnie znaleziono album bydgoskiego Selbstschutzu. Jedno ze zdjęć pokazuje nauczycieli prowadzonych na miejsce egzekucji.
Większość sprawców nigdy nie odpowiedziała za zbrodnię. Dowódca Selbstschutzu w Fordonie, Walther Gassmann, stanął przed zachodnioniemieckim sądem dopiero w 1968 roku, prawie 30 lat później.
Dolina Śmierci jest największą zbiorową mogiłą w Bydgoszczy.
(zdjęcie: Wikimedia Commons, Public Domain)
VaterlandPL
Bo historia to coś więcej niż daty