ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 20 sierpnia 2026

Gdy ANC objął władzę w 1994 roku, odziedziczył najbardziej zaawansowaną gospodarkę na kontynencie afrykańskim.

https://x.com/FaraiMazhindu/status/2090330857760293075/video/1 

Tłumaczenie z języka angielski
Został przekazany im sieć portów głębinowych, wysoce złożony system kolejowy, który efektywnie przewoził towary z interioru na wybrzeże, zintegrowana krajowa sieć elektroenergetyczna, która produkowała jedną z najtańszych elektryczności na świecie, oraz profesjonalna, oparta na zasadach służba cywilna. Ten system posiadał podstawowe zasady inżynieryjne i administracyjne, które były konkurencyjne na skalę globalną. Historycznym zadaniem nowego rządu było proste: utrzymać istniejące standardy inżynieryjne, zwiększyć moce przerobowe, aby objąć czarną większość, i rozszerzyć produktywną bazę podatkową. Zamiast tego ANC przeprowadził 30-letni mistrzowski kurs w strukturalnym wandalizmie. Wprowadzili rozmieszczanie kadr, niekompetencję, korupcję i polityczną bezkarność, systematycznie zastępując kompetentnych inżynierów, audytorów finansowych i administratorów instytucjonalnych politycznie lojalnymi partyjnymi oszustami. Rezultaty nie są ideologiczne; są fizyczne. Budowa połączonej cywilizacji wymaga wieków akumulacji kapitału, planowania przestrzennego i zdyscyplinowanego utrzymania, ale jej zniszczenie zajmuje tylko kilka dekad celowego zaniedbania. Można zobaczyć gnicie w czasie rzeczywistym. Ostateczną tragedią jest to, że ruch wyzwoleńczy z powodzeniem odłączył swoje przetrwanie od materialnej rzeczywistości kraju. ANC nie „dekolonizował” RPA; po prostu zużył jego podstawowy kapitał. Udowodnili, że elita wyposażona tylko w slogany wyzwoleńcze i nienasycony apetyt na państwowe kontrakty może zlikwidować 300 lat zbudowanej infrastruktury w zaledwie trzy dekady, pozostawiając następnemu pokoleniu do spadku zepsute, nie do zarządzania zwłoki.

środa, 19 sierpnia 2026

Słynny Zbyszek Cybulski to bliski kuzyn słynnego Wojciecha Jaruzelskiego,

 

"z którym wspólnie bawili się w szczęśliwym dzieciństwie w Indian, policjantów i złodziei na terenach należących współcześnie do Ukrainy😊 Po wojnie nie wolno było się zdradzać, że pochodzi się z Kresów, w dodatku z ziemiańskiej, bogatej rodziny. Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich. - Moje pokolenie wyrastało w cieniu kariery Zbyszka Cybulskiego. Kino było wówczas najważniejszym medium, a w nim w Polsce Cybulski nie miał konkurencji - mówi prof. dr. hab. Stanisław Sławomir Nicieja. Narzucał modę, sposób mówienia, słownictwo. Niemal wszystkie dziewczyny w moim świdnickim liceum kochały się w nim, a chłopcy nosili czarne okulary - takie jak Cybulski w filmie "Popiół i diament", gdzie genialnie zagrał młodego AK-owca, Maćka Chełmickiego. Krzysztof Teodor Toeplitz napisał, że Polska zapełniła się wówczas "Cybulskimi" w ciemnych okularach. A sam Cybulski mówił w jednym z wywiadów, że gdy mijał na ulicy jakąś grupę przechodniów, usłyszał za plecami: "Zobacz, znów kolejny facet udaje Cybulskiego". Gdy zginął na dworcu we Wrocławiu 8 stycznia 1967 r., nie dożywszy czterdziestki, był u szczytu kariery. Po "Rękopisie znalezionym w Saragossie", szwedzkim filmie "Kochać", francuskim "Lalka", a zwłaszcza po "Popiele i diamencie" miał nazwisko światowe. Trafił do encyklopedii Britannica. A kilka lat temu słynny amerykański filmoznawca Richard Pen umieścił go w leksykonie aktorów wszech czasów, których trzeba znać. Gdy z przenośnego radyjka tranzystorowego w czasie przerwy międzylekcyjnej na korytarzu licealnym dotarła do nas wiadomość, że Zbyszek nie żyje, zmroziło nas. Moja świetna polonistka, lwowianka, Idalia Jarzynowa - przerwała lekcję. A Piotr Szczepanik w wielkim przeboju tego sezonu "Żółte kalendarze" śpiewał: "Żal nic tu nie pomoże Łzy twoje ani twój płacz Nic nie uciszy morza Nie zatrzyma biegu fal". Wiedziałem, że był z pochodzenia Kresowiakiem, że urodził się w 1927 r. gdzieś nad Prutem pod Śniatyńem, przy ówczesnej polsko-rumuńskiej granicy. Miękko i tajemniczo brzmiała nazwa tego miasteczka - Śniatyń. Czy kiedyś je zobaczę? - napisałem w szkolnym pamiętniku. Gdy w lecie tego roku taka szansa się pojawiła, zgromadziłem przed wyjazdem na Kresy całą literaturę o Śniatynie i Cybulskim. Jakiegoż zdziwienia doznałem, gdy wspólnie z moim uniwersyteckim magistrantem Krzysztofem Piotrowskim z Namysłowa, piszącym pracę o Cybulskim, ustaliliśmy, że młodość "polskiego Jamesa Deana" pokryta jest mgłą tajemnicy, że są to jakieś niewyraziste okruchy wspomnień jego przyjaciół i kuzyna Wojciecha Jaruzelskiego - potłuczone lustro, w którym wiele fragmentów zmiażdżono i obraz po złożeniu zachowanych szkiełek jest zniekształcony. Cybulski o swej młodości milczał. W wywiadach mówił o niej zdawkowo. Tylko pod zachowanym zdjęciem rodzinnym spod Śniatyna, na którym widać pagórkowatą przestrzeń rozległą jak preria, umieścił podpis: "To trzeba zrozumieć i pojąć - a można ukochać i można tęsknić". A w liście do rodziców napisał: "Kocham wieś, ale wieś polską z jej charakterem i krajobrazem". Dlaczego Cybulski milczał o swoich latach chłopięcych? Myślę, że były przynajmniej dwa powody. Pierwszy to okrucieństwo, z jakim unicestwiono świat jego ukochanych dziadków Józefa i Izabeli Jaruzelskich, w których majątku na Pokuciu, pod Śniatynem, urodził się, spędzał wszystkie wakacje i zimowe ferie. Drugi to jego ziemiańskie pochodzenie, którym nie należało się chwalić w pierwszych latach powojennych w Polsce, gdy stawał się idolem polskiej młodzieży. Moja sierpniowa wizyta w stronach rodzinnych Cybulskiego i archiwalne penetracje pozwalają mi się zbliżyć do prawdy o latach chłopięcych Zbyszka i jego kresowej rodzinie. Dziadkiem Zbyszka Cybulskiego był Józef Jaruzelski (1871-1939) - absolwent wiedeńskiej szkoły oficerskiej (z trzecią lokatą), później podpułkownik WP, ziemianin, pan na Kniażu, właściciel pięknego dworu otoczonego rozległym owocowym sadem i małym parkiem z wyszukaną roślinnością. Do dworu, z dużym, wysuniętym do przodu portykiem o czterech potężnych kolumnach, wiodła aleja z mocno ubitego żwiru. W pobliżu był młyn, a nieopodal gorzelnia i 300 hektarów ziemi. Czyniło to z Jaruzelskich bogatych posesjonatów. Józef Jaruzelski ożenił się z Izabelą Krzysztofowicz, jedyną córką bogatego ziemianina Mikołaja Krzysztofowicza z sąsiedniej wsi Załucze, właściciela młyna, tartaku i gorzelni oraz 750 hektarów ziemi. Józef i Izabela Jaruzelscy mieli sześcioro dzieci, dwóch synów i cztery córki. Jedną z nich była Ewa Jaruzelska (1903-1987), która wyszła za mąż za Aleksandra Cybulskiego (1896-1965) - urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Małżeństwo to miało bardzo romantyczny początek. Aleksander Cybulski był prawnikiem i jako ekspert MSZ przyjechał na początku lat dwudziestych do Śniatyna z ekipą, która korygowała granicę polsko-rumuńską. Zaproszony na przyjęcie do dworu w Kniażu spotkał córkę dziedzica i zakochał się w niej z wzajemnością. Po ślubie Cybulscy zamieszkali w Warszawie na inteligenckim Żoliborzu. Ewa musiała być bardzo przywiązana do rodziców, bo będąc w ciąży i czując bliskość rozwiązania, przyjechała do Kniaża, by tam urodzić 3 listopada 1927 r. Zbyszka. Dała mu imię swego ukochanego brata Zbigniewa Jaruzelskiego. Mając w Kniażu znakomitą opiekę lekarską doktora Halickiego, przebywała tu często również po urodzeniu drugiego syna, Antoniego (1931-2009) - jedynego brata Zbyszka. Na co dzień Cybulscy mieszkali wspólnie z synami w Warszawie na Żoliborzu. Ale na wszystkie wakacje i ferie jechali na Pokucie do dworu Jaruzelskich. Tam był świat chłopięcych zabaw i doznań Zbyszka Cybulskiego. Według wspomnień Jerzego Afanasjewa, jego przyjaciela z czasów studenckich, Zbyszek dorastał "niedaleko miejsca, gdzie Prut zderzał się z Czeremoszem, gdzie w srebrnych wirach pulsowało życie tych rzek". A niedaleko były Kuty z Górą Owidiusza i wioski huculskie, i cerkiewka, i Ormianie, i całe pola złotych słoneczników oraz kukurydzy na tle lazurowego nieba. Po drugiej stronie rzeki była już Rumunia. Ziemia tam była wyjątkowo żyzna. Rodziła potężne, 10-, 20-kilogramowe arbuzy (i dziś można je tam kupić, zatrzymując samochód przy drodze). Było tam mnóstwo różowych melonów, tureckich orzechów, moreli, potężne kolby kukurydzy, a wokół wielobarwna mozaika pól, haftowanych kwiatami fioletowych koniczyn, czerwonych maków, białej gryki. Do Kniaża od strony Śniatyna zjeżdżało się w dół, a tam długie rzędy chat wzdłuż gościńca, od którego trzeba było odbić w prawo, aby dojechać do strugi przed młynem i dalej do dworu Jaruzelskich. Kuzyn Zbyszka (jego brat cioteczny) Wojciech Jaruzelski wspominał później lata spędzone w Kniażu. "Co roku w wakacje i ferie w progi gościnnego domu babci Izabeli i dziadzia Józefa Jaruzelskich zjeżdżają ich dzieci z wnukami. My, dzieciaki (...) bawimy się w Indian, policjantów i złodziei, podchody, w zdobywanie granicy. Poza tym siatkówka, zapasy, strzelanie, konne wycieczki po polnych drogach nad Prut lub Czeremosz. Wodzem kniaskich Indian bywa Zbyszek, załuckich - Jędrek, mój starszy brat". Zofia Cybulska wspomina niezwykle patriotyczną atmosferę, jaka panowała w Kniażu. "Piękny, stary dwór, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Biały, ze starymi meblami i tureckimi makatami. Najważniejsza w nim była jednak atmosfera. Pamiętam, że czułam się naprawdę skrępowana tą atmosferą, gdyż w Kniażu oddychało się historią, tradycją i patriotyzmem. Dzieci były surowo chowane - nauka, praca, obowiązki i miłość ojczyzny nie były tam tylko pustymi sloganami. Poza tym wspaniale zajmowano się ludnością ukraińską - dbano o pracowników". Zachowały się zdjęcia tego dworu i jego wyposażenie. Ten fascynujący czas młodości Zbyszka zawalił się nagle po 17 września 1939 r." za Leszek Raszkiewicz

Szanowni Państwo niedawno w naszym mieście mogliśmy obchodzić 111. rocznicę zakończenia niemal wiekowej okupacji Sokołowa przez Rosjan.

 Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta Sokołów Podlaski

16 sierpnia 1915 r. do naszego miasta wkroczyły oddziały niemieckie, co oczywiście było skutkiem zmagań związanych z wydarzeniami I wojny światowej (1914-1918). Co prawda nie mamy pewności, że prezentowana fotografia została wykonana własnie tego dnia niemniej nie ma wątpliwości iż przedstawia ona żołnierzy niemieckich odpoczywających na bruku naszego rynku głównego oraz mieszkańców Sokołowa bacznie się im przyglądających. W tle natomiast prezentowane są zabudowania przy ul. Długiej. I choć obecność obcych wojsk nigdy nie może napawać optymizmem to jednak oceniając wszystko z perspektywy czasu powyższe wydarzenia uznać należy jako krok konieczny w kierunku odzyskania tak upragnionej niepodległości. Życzymy wszystkim cudownej środy i tak kolorowej jak poniższe zdjęcie.

Marchew kiszona

https://www.facebook.com/share/r/18ff6jLZwF/

O odżywianiu

https://www.facebook.com/share/v/14kS7JtN9BE/

Litewscy kolaboranci

https://www.facebook.com/share/v/1FKZhAQobC/

Włoch o polskim chlebie

https://www.facebook.com/share/v/14qNcoPwVvY/