ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 8 czerwca 2026

Samotny rozbitek na Atlantyku

 FINNA




1 września 1940 r., podczas patrolu na Atlantyku, załoga polskiego niszczyciela ORP „Błyskawica” zauważyła samotnego rozbitka, rozpaczliwie proszącego o pomoc. Polacy szybko mu jej udzielili, dowiadując się że owy rozbitek był Turkiem służącym na storpedowanym przez U-Boota statku angielskim „Star Sion”. Co ciekawe, przed przekazaniem go na ląd Polacy podarowali mu nowe ubranie i całkiem sporą garść pieniędzy – przez co Turek opuścił „Błyskawicę” niemal jak człowiek majętny a nie ledwie uratowany rozbitek. Dokładnie opisał to Wincenty Cygan, marynarz służący wówczas na pokładzie polskiego niszczyciela (za: „Granatowa załoga”):
„Po trzytygodniowych ćwiczeniach znaleźliśmy się samotnie na patrolu na Atlantyku. Zadaniem naszym było topienie łodzi podwodnych. Pozycja okrętu: około pięciuset mil morskich od najbliższych brzegów Irlandii. Pogoda była kiepska. Częste szkwały ograniczały widoczność do kilkuset metrów. Fala była duża. Po przejściu jednego szkwału w pewnym momencie ktoś z obserwatorów zameldował jakiś przedmiot na horyzoncie. Dowódca spojrzał przez lornetkę.
– Rzeczywiście – stwierdził – jest tam coś. Kawałek drzewa, zdaje się.
Czy warto zbaczać z kursu, tym bardziej że mieliśmy już sygnał, by wracać i w drodze powrotnej kontynuować patrolowanie. Po krótkim jednak namyśle dowódca polecił zbadać zameldowany przedmiot. Była to nieduża łódź wiosłowa do góry dnem, a na niej człowiek. Łódź ta z człowiekiem raz zapadała się w kotliny wodne, to znowu ukazywała się na wierzchołkach fal. Człowiek rozpaczliwie machał ręką. Okręt okrążył łódź i zatrzymał się w ten sposób, że zastawił sobą bieg bałwanów podrzucających łodzią. Na stępce łodzi okrakiem siedział rozbitek, którego ubiór stanowiło coś w rodzaju wiatrówki i roboczych spodni marynarskich. Poza tym był boso, za pasem w skórzanej pochwie zatknięta finka. Podano mu linę. Nieszczęśliwiec chwycił za koniec, podciągając się ostatkiem sił do burty. Po angielsku krzyknęliśmy mu z góry, by trzymał się mocno liny, to go podciągniemy na pokład. Człowiek zrozumiał i próbował wykonać polecenie, okazało się jednak, że nie miał na tyle siły, by utrzymać na linie ciężar własnego ciała. Wyrzucono sztormtrap. Przy pomocy ramion ludzi, wychylonych za burtę, wdrapał się na pokład. Zataczał się jak pijany.
Zaprowadzono go natychmiast do izby chorych. Zbadał go lekarz, potem pacjent wysączył pełną szklankę gorzały, a następnie poczęto badać, kim jest i skąd się wziął na przewróconej łodzi. Rozbitek mówił po angielsku gorzej niż my, był jednak zdolny odpowiedzieć na pewne pytania.
– Who are you?
– Turek. Przed wojną żyłem we Francji, a teraz pływałem na angielskim statku.
– Co wiózł ten statek?
– Ewakuowanych Brytyjczyków do Kanady.
– Czy dużo było pasażerów?
Rozbitek nie wiedział dokładnej liczby, ale twierdził, że było wielu.
– Jak to się stało, że z tak dużej liczby ludzi sam tylko ocalałeś?
Na to odpowiedział, że widział jeszcze drugą łódź z rozbitkami, ale zniknęła mu ona gdzieś we mgle.
– Czy był ktoś więcej z tobą w łodzi?
Zamiast odpowiedzi poczerwieniał i zapomniał języka w gębie. Powtórzono mu pytanie. Poczerwieniał jeszcze mocniej i jąkając się, przyznał, że był jeszcze jeden, ale po pierwszym dniu w nocy zasłabł i zsunął się z łodzi.
– Jak długo utrzymywałeś się na wodzie?
– Trzy doby.
Ostatnim pytaniem było:
– Dlaczego statek zatonął?
– Dostał torpedę.
Rozbitka pozostawiono w izbie chorych i dano mu spokój. Czerwienienie i jąkanie się jego wskazywało, prawdopodobnie, na kłamstwo, kiedy mówił o zasłabnięciu i zsunięciu się towarzysza w wodę. Przypuszczaliśmy, że przy pomocy finki wyzbył się współpasażera, stanowiącego niebezpieczny balast. Udowodnić mu kłamstwa nie było można, a jedyny świadek nie żył. Anglicy mówią: Dead man doesn’t talk […]
Pod pokładem tymczasem zawiązała się samorzutna akcja pomocy rozbitkowi. Wśród załogi zebrano dwadzieścia funtów, oficerowie dodali drugie dwadzieścia. Z magazynu mundurowego wydano mu komplet bielizny, buty i robocze kombinezony, któryś z oficerów dał mu cywilne ubranie i kapelusz. Do najbliższego portu, jakim był Belfast w północnej Irlandii, wysłano sygnał radiowy o obecności rozbitka cywila na okręcie. Odpowiedź była: ‘Zostawić go w Londonderry [w Irlandii Północnej]’. Na tę wiadomość mina rozbitka posmutniała.
– Dlaczego nie do Anglii? – pytał, ględząc równocześnie coś niecoś o tym, że nie spodziewa się być szybko tam przewieziony.
Według oficera łącznikowego rozbitek, który jest cywilem, nie może przebywać na okręcie wojennym dłużej niż to jest konieczne. Wytłumaczyliśmy mu, że nie jest w naszej mocy zmienić zarządzenie Admiralicji. Chociaż rozbitek smucił się tą decyzją, lecz ja i Wacek widzieliśmy możliwość odświeżenia naszych starych znajomości. Kiedy okręt zawijał do Londonderry, wciąż nie rezygnowałem z przejażdżki do Belfastu. Los cierpki nie sprzyjał nam. Okręt wszedł tylko na redę i dobił do ropowca. Na ten ropowiec wysadzono rozbitka. Po pobraniu ropy – odkotwiczenie.
Turek, stojąc na pokładzie, rzucał nam ręką pożegnanie. Jakżeż inaczej musiał czuć się teraz i trzy dni temu! Przez trzy doby bez jedzenia, słodkiej wody, snu, trzymając się kurczowo, dosłownie, ostatniej deski ratunku, zalewany zimnymi bałwanami, z szansą ratunku coraz malejącą, zaglądał śmierci w oczy cały czas. Stał teraz na pokładzie ropowca, ubrany od stóp do głowy, z czterdziestoma funtami w kieszeni i – co najważniejsze – pewny życia. Kiedy okręt nasz znalazł się już w odległości piętnastu mil i sylwetka ropowca zaczęła się zacierać, to przez dalmierz wciąż można było widzieć człowieka potrząsającego jedną ręką, a drugą wycierającego oczy.”
Bibliografia: Wincenty Cygan, „Granatowa załoga”.
Fotografia: ORP „Błyskawica” na zdjęciu z sierpnia 1942 r. Źródło: Naval History and Heritage Command / NH 87920.

Jego grób znajduje się w mieście Thika (Hrabstwo Kiambu w Kenii

 Grupa Jestem Czechofilem

 


Dag Zenotti Píše se 14. prosinec 1943 a do nemocnice v britské východní Africe přivezli oběť dopravní nehody. Polský řidič náklaďáku u sebe neměl žádné doklady totožnosti a nikdo jej neznal (možná byla jeho jednotka umístěna jinde). Když umíral, personál nemocnice se jej v Angličtině ptal na jeho jméno, ale on jen zasténal "kurwa dupa" (do pedele), což pravděpodobně znamenalo, že měl velké bolesti. No a přesně tohle bylo následně napsáno na jeho náhrobku v domnění, že jde o jeho jméno.
Jeho hrob se nachází ve městě Thika (v okrese Kiambu v Keni, ležící na silnici A2 42 kilometrů severovýchodně od Nairobi, poblíž soutoku řek Thika a Chania) poblíž ruin bývalé polní nemocnice, kde je malý hřbitov vojáků co zde zahynuli. Uváděn je jako vojín se služebním číslem TML/191991, sloužící u Východoafrického vojenského pracovního sboru (EAMLS). Jednalo se o polovojenský pracovní útvar, podobně jako německý RAD nebo polský OHP, působící v britské východní Africe (nyní Keňa). Zde se rekrutovali především domorodí obyvatelé této kolonie a Evropané zde byli jen zaměstnaní - nejspíš tak nešlo o vojáka, byť nejspíš měl vojenské oblečení.
Pro zajímavost uvedu, že k oné úsměvné záměně snadno došlo i kvůli podobnosti slov. Ve svahilštině totiž slovo "Kurwa" (vyslovuje se: Kuh-WAH) je mužské jméno a znamená: druhý ze dvou. Slovo "Dupa" (vyslovuje se: du-PAH) ve svahilštině znamená: přejít, přeskočit, tlačit. Tak, a teď už to víte.
Do pedele s Kabinet Kuriozit
Wyświetl mniej
Tu jest napisane 14-ego. Grudzień 1943 roku i ofiara wypadku drogowego trafiła do szpitala w Brytyjskiej Afryce Wschodniej. Polski kierowca ciężarówki nie miał przy sobie dokumentów tożsamości i nikt go nie znał (może jego jednostka została umieszczona gdzie indziej). Kiedy umierał, personel szpitala zapytał go o imię po angielsku, ale on skandował "kurwa dupa" (w penisie), co oznaczało prawdopodobnie bardzo cierpiał. I to jest dokładnie to, co zostało następnie napisane na jego nagrobku, zakładając, że to jego imię.
Jego grób znajduje się w mieście Thika (Hrabstwo Kiambu w Kenii, leżące przy drodze A2 42 kilometry na północny wschód od Nairobi, niedaleko zbiegu rzek Thika i Chania) w pobliżu ruin dawnego szpitala polowego, gdzie znajduje się mały cmentarz dla zmarłych tam żołnierzy. Jest wpisany jako żołnierz o numerze służbowym TML/191991, pełniący służbę w Wschodnioafrykańskiej Military Task Force Była to paramilitarna siła robocza, podobna do niemieckiego RAD lub polskiego OHP, działająca w Brytyjskiej Afryce Wschodniej (obecnie Keni Tutaj rekrutowano głównie tubylców tej kolonii, a Europejczycy tylko tu zatrudnili - to chyba nie był żołnierz, choć najprawdopodobniej miał ubranie wojskowe.
Co ciekawe, zaznaczę, że uśmiechnięta wymiana łatwo nastąpiła z powodu podobieństwa słów. W suahili słowo "Kurwa" (wymawia się: Kuh-WAH) to imię męskie i oznacza: drugie z dwóch. Słowo "Dupa" (wymawiane: du-PAH) w języku suahili oznacza: przejść, pominąć, pominąć. No i teraz już wiesz.
Pieprzyć z Gabinetem Kuriosit
  
Oceń to tłumaczenie

Antonio Banderas o Kościele i o Jezusie

 https://x.com/VaticanNewsPL/status/2063717064393560448/video/1


Magdalena Środa robi z Marii Konopnickiej… lesbijkę.

https://fb.watch/HCppe_VwWO/ 

E-civitas.pl

Dla Magdaleny Środy Maria Konopnicka to po prostu… lesbijka. Skandal…
Tyle na temat wkładu pisarki w kulturę polską ma do powiedzenia czołowa myślicielka lewicy. O tym w najnowszym "Za(krótko)" mówi Piotr Sutowicz.

Józef Wałek

 

"„Zginął od kuli bratniej" - taki napis tkwi na tabliczce nagrobnej na mogile Józefa Wałka ps. „Żbik”, żołnierza wyklętego i zamordowanego przez polskich komunistów z KBW i mieleckiego UB. Józef Wałek urodził się 8 grudnia 1913 roku w miejscowości Rzemień - Białe, k. Mielca. W okresie międzywojennym służył w WP, walczył w kampanii wrześniowej, w czasie niemieckiej okupacji stworzył oddział, który podporządkował Aleksandrowi Rusinowi ps. „Rusal”, „Olek”. Na polecenie przełożonego m.in. zbierał informacje na temat niemieckich rakiet V-1, V-2, których próby trwały na niemieckim poligonie SS, w Ociece-Blizna między Mielcem a Dębicą. To dzięki wysiłkowi Aleksandra Rusina „Rusala" i jego partyzantów Brytyjczycy poznali szczegóły techniczne niemieckiej "Wunderwaffe", otrzymując także zdobyte z ogromnym trudem i ryzykiem części rakiet V-2. Po zakończeniu działań wojennych, z nadejściem nowej okupacji, tym razem sowieckiej, Józef Wałek „Żbik" pozostał zastępcą „Rusala". 9 czerwca 1946, na rozkaz szefa mieleckiego UB, "towarzysza" por. Wojciecha Pacanowskiego, Józef Wałek został aresztowany podczas uczty weselnej Adolfiny Sobuś w Tuszymie k. Przecławia, powiat Mielec. Wałek został przewieziony na UB w Mielcu. Po "przesłuchaniu" zdecydował się wskazać ubekom rzekomy magazyn broni (tak wcześniej ustalili z dowódcą, w razie aresztowania). Ubecy wraz KBW zabrali ze sobą aresztanta na miejsce do lasu Sokole k. Dobrynina, gdzie miał znajdować się magazyn broni. Niestety, próba odbicia „Żbika" przez podziemie nie powiodła się. Dowódca „Rusal" wraz z podkomendnymi, oczekiwał ubeckiego konwoju przy innej drodze, niż ta którą poruszała się grupa UB/KBW. Józef Wałek rzucił się do ucieczki. Oficer KBW, niejaki Kaszczewski, strzelił mu w plecy a potem dobił rannego strzelając z pistoletu w głowę „Żbika". Ciało zostało wrzucone do rowu i zasypane piaskiem. Leśne zwierzęta rozszarpały rozkładające się zwłoki, które zostały odnalezione w lipcu 1946 dzięki determinacji dowódcy - Aleksandra Rusina. Po rozpoznaniu garderoby przez rodzeństwo „Żbika", rodzina w porozumieniu z partyzantami, zdecydowała się na pogrzeb. Józef Wałek ps. Żbik został pochowany na cmentarzu parafialnym w Rzochowie (Mielec) 17 lipca 1946 roku. Podczas ceremonii cmentarz został obsadzony przez towarzyszy broni „Żbika", została oddana salwa honorowa na cześć zamordowanego przez komunistów żołnierza. Ubecy z Mielca bali się podjąć jakąkolwiek interwencję, a na grobie do dzisiaj znajduje się tabliczka o treści zacytowanej na początku artykułu. Cześć i Chwała Bohaterom❗🇵🇱 " za Fundacja Non Notus