ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 19 lipca 2026

19 lipca 1655 roku Szwecja wypowiedziala Polsce wojnę zwaną później "potopem szwedzkim".

 Pretekstem do tego konfliktu były pretensje króla Jana Kazimierza II do Korony szwedzkiej oraz namowa i obietnica  pomocy w uzyskaniu tronu polskiego dla króla szwedzkiego Karola X Gustawa złożona przez jednego z największych wówczas polskich magnatów i zdrajcę Polski Hieronima Radziejowskiego.
Feldmarszałek Arvid Wirtenberg von Debern (1606-1657) dysponujący 17 tys. żołnierzy i 72 działami 5 lipca1655 roku ruszył spod Szczecina w kierunku polskiej granicy. Będąc jeszcze na terytorium Pomorza Zachodniego,
wysłał do stojących pod Ujściem wojsk
polskich trębacza z żądaniem kapitulacji. Pod Siemczynem w pobliżu Czaplinka 21 lipca pierwsza armia szwedzka przekroczyła granicę polską a trzy dni później stanęła pod Ujściem.
Tak zaczęła się II wojna północna,która trwała 5 lat.

WIDZISZ EFEKT MOJEJ PRACY!
WESPRZYJ MNIE KWOTĄ 5 ZŁ NA
https://suppi.pl/https-wwwfacebookcom-historiapolskidzienpodniu
DOCHÓD PRZEZNACZAM NA LECZENIE MOJEGO SERCA.

Wpłat można też dokonywać na numer konta 
42 1940 1076 5881 9071 0000 0000

BLIK NA NUMER 667 111 748 

ADMINISTRACJA NIE ODPOWIADA ZA TREŚĆ KOMENTARZY.

Czy Polska i Ukraina są skazane na wrogość?


Jeszcze nie tak dawno nasza elitka infantylno-agenturalna i „eksperci” nauczali o federacji czy konfederacji polsko-ukraińskiej, a ci którzy pukali się w czoło uchodzili za „ruskie onuce”. Byłem zaliczany do tej kategorii, ponieważ od samego początku uważałem to za nonseWs. więcej, od początku uważałem, że #Polska i #Ukraina skazane są na wrogość. W 2023 roku napisałem na ten temat artykuł naukowy "Niemcy, Rosja, Ukraina i kwestia polska", który wtedy był „bluźnierstwem”. Nie zmieniłem zdania o jotę, a dziś mam wrażenie, że cały #PiS mówi cytatami z tego tekstu. Dlaczego Polska i Ukraina są skazane na wrogość?
Po pierwsze, ze względu na tożsamość Ukrainy. Fryderyk Engels określiłby ten lud mianem „narodu niehistorycznego”, który nigdy nie posiadał własnego państwa i nie miał politycznej tożsamości, nie posiadał elit, historii i własnych bohaterów. Naród ten rodzi się na naszych oczach w tempie przyśpieszonym i sztucznym. Anglosasi określają taki proces mianem nation-building, czyli sztucznej budowy narodu. Pośpiech w budowaniu jego tożsamości powoduje, że może ona powstać tylko na negacji, wrogości i nienawiści na tle historycznym. Stąd „Bohaterowie UPA”, Stepan Bandera, Andrij Melnyk, etc. – cały panteon ludobójców i zbrodniarzy, którzy nienawidzili Polaków, Rosjan, Żydów i Czechów. Polacy to dawne „pany”; Rosjanie to nieco późniejsze „pany”; Czesi to brakująca ukraińska burżuazja, czyli „wyzyskiwacze”. O Żydach i ich karczmach i kantorkach nawet nie wspomnę. Gdyby naród ukraiński rodził się przez stulecie, to znalazłby własnych bohaterów pozytywnych. Skoro takich nie ma, to buduje tożsamość na teoretykach i praktykach nienawiści. Dlatego Kijów nie chce być naszym przyjacielem, gdyż straciłby prawomocność własnego istnienia, której istotą jest bunt wobec „panów” dawnych i dawniejszych.
Po drugie, Polska nie ma Ukrainie zbyt wiele do zaoferowania. Całą broń już głupio i darmo oddaliśmy. Skarb państwa mamy pusty i zatykany za pomocą pożyczek, więc przelewy do Kijowa siłą rzeczy z rzeki przemieniły się w strumyk. Polska nie posiada potencjału politycznego, ekonomicznego i militarnego, aby stać się gwarantem istnienia Ukrainy wobec Rosji. Potencjał taki posiadają Stany Zjednoczone, ale Donald #Trump uważa tę wojnę za problem, jest zbyt daleko i nie chce już dawać darmo broni. W tej sytuacji pozostają państwa europejskie. Wielka Brytania jest cyniczna i chętnie rzuca swoich aliantów do wojny, ale sama swoich żołnierzy nie wyśle. W dodatku jest skąpa. Zostają zatem #Niemcy, którym wciąż marzy się Mitteleuropa, której Ukraina miałaby być wschodnią flanką. Niemcy wciąż nie mają armii, lecz mają potencjał ekonomiczny i pieniądze. Poza tym Moskwa zawsze się z nimi liczy. Dlatego są jedynym realnym sojusznikiem Kijowa. Potencjał Berlina jest kilka razy większy niż Warszawy, a poza tym napisana na nowo banderowska historia Ukrainy uczyniła z nich sojusznika (którym w praktyce nigdy nie były). Aby przypodobać się Niemcom Kijów już wcześniej uderzał w Polskę, jawnie wspierał przed wyborami KO przeciw PiS. Słowem, za pomocą Ukrainy Niemcy biorą nas w obcęgi od wschodu i zachodu, zmuszając do posłuszeństwa.
Po trzecie, Ukraina koniecznie chce wejść do #NATO i Unii Europejskiej. Już dziś można powiedzieć, że do NATO na pewno nie wejdzie, gdyż dla Władymira Putina wpisana do konstytucji Ukrainy wieczysta neutralność tego państwa jest warunkiem sine qua non podpisania pokoju. Przecież wojna wybuchła w reakcji na publicznie ogłoszony przez Wołodymira Żeleńskiego zamiar akcesji do Paktu Północnoatlantyckiego, wraz z równie publicznie wygłoszoną nadzieją, że NATO pomoże jego państwu w odzyskaniu Krymu i Donbasu. Amerykanie wiedzą, że bez spełnienia tego postulatu pokoju nie będzie, więc nie chcą słyszeć o akcesji i własnym zobowiązaniu do obrony tego państwa. W tej sytuacji pozostaje tylko nadzieja na wejście do Unii Europejskiej. Siergiej #Ławrow wielokrotnie deklarował, że Federacja Rosyjska nie ma nic przeciwko temu. Przyzwolenie potwierdził #Putin, a poparł je Trump (gdyż obydwaj źle UE życzą i liczą na powiększenie panującego w niej chaosu i złodziejstwa). W tej sytuacji Ukrainie pozostaje tylko akcesja do Unii Europejskiej. Czy #UE daje gwarancje bezpieczeństwa? Istniejąca nie. Ale gdyby przyjąć francusko-niemiecki plan federalizacji UE, ze zniesieniem prawa weta narodowego, wspólną polityką zagraniczną i obronną, a docelowo z armią europejską? W takiej sytuacji będąc „w Europie” w konflikcie z Rosją można odwołać się o pomoc do Brukseli i do armii unijnej. O ile z punktu widzenia Kijowa poparcie federalizacji UE jest całkowicie racjonalne, to dla interesów Polski byłoby to zabójcze, gdyż oznaczałoby likwidację suwerennych państw i zastąpienie ich unijnym super-państwem. A tego nie chcemy!
Po czwarte, interesy ekonomiczne Polski i Ukrainy w Unii Europejskiej są dramatycznie sprzeczne. Dla polskiego rolnictwa byłby to Armagedon, gdyż musiałoby konkurować z latyfundiami na czarnoziemach, gdzie pracownikom płaci się groszowe pensje. W dodatku automatycznie zostalibyśmy zapewne tzw. płatnikiem netto. Dostawalibyśmy mniej funduszy europejskich, gdy te szłyby na „odbudowę” Ukrainy, czyli na złote klozety kumpli Wołodymira Żeleńskiego. Wpuszczenie przez Warszawę Ukrainy do UE byłoby samobójstwem, na który KOPiS oczywiście jest gotowy (nie łudźmy się co do weta w tej sprawie, gdyby PiS był przy władzy). Każde nasze sprzeciwy w celu obrony polskich interesów ekonomicznych natychmiast zderzyłyby się ze skrajnie roszczeniową i bezczelną postawą rządu w Kijowie.
I na koniec pytanie: dlaczego skoro ja to wszystko wiedziałem już w 2023 roku, to nie wiedzieli tego Jarosław #Kaczyński i Przemysław #Czarnek aż do czerwca 2026 roku? Albo nie wiedzieli, albo udawali, że nie wiedzą, gdyż realizowali polecenia z Departamentu Stanu. Jeśli nie wiedzieli, to nie nadają się na polityków rządzących krajem. Jeśli wiedzieli, ale realizowali zagraniczne wytyczne, to znaczy, że nie nadają się na polityków rządzących Polską.
Adam Wielomski

Jego kolekcja roślin leczniczych należy do największych w Polsce. Może nawet i w Europie.

""Ta historia będzie brzmiała jak bajka, ale wydarzyła się naprawdę, w niewielkiej wsi Koryciny. Kto ma uszy, niechaj słucha, kto nie wierzy, niechaj jedzie, sprawdzi…
Oto gdzieś na końcu świata, z dala od miast i miasteczek, w malutkiej wiosce pośrodku pół i lasów, żył sobie mały chłopiec. Chłopiec ten bardzo lubił chodzić z babcią i zbierać zioła. Kiedy miał 12 lat, zapakował do dwóch lnianych woreczków wysuszone kłącza pięciornika i poszedł trzy kilometry do najbliższego przystanku autobusowego. Stamtąd jechał 20 kilometrów do miasteczka. Zioła sprzedał w Herbapolu. Za zarobione pieniądze kupił aparat fotograficzny Smiena i dwie książki. O ziołach. Po szkole poszedł do technikum rolniczego. Wystartował w krajowej olimpiadzie wiedzy rolniczej. I zabłysnął. Nikt nie wiedział o ziołach tyle co on. Wygrał indeks na wybraną uczelnię. Pojechał na studia. Do Warszawy. Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego. Mógł zostać na uczelni, ale wrócił na wieś. Mógł zostać urzędnikiem w gminie, ale znów zbierał zioła. Ojciec prosił: „Synku, rzuć to. Ludzie się śmieją. Jako urzędnik będziesz żył jak pan”. Nie rzucił.
Mało tego. Zaczął zatrudniać do zbierania ludzi ze wsi. Potem otworzył własną przetwórnię. Potem gospodarstwo agroturystyczne. Hotel, karczmę, sklep z ziołami, ogród botaniczny. Daje zatrudnienie setkom osób. Jego kolekcja roślin leczniczych należy do największych w Polsce. Może nawet i w Europie. Codziennie odwiedzają go dziesiątki ludzi, może nawet setki, a w weekendy liczba odwiedzających sięga tysięcy. Naprawdę. Widziałem to.
Na zakończenie, po wszystkich tych inwestycjach, w swoim wielkim ogrodzie postawił kościół.
Jest środek tygodnia. Minęła dziewiąta rano. W karczmie wydawane jest śniadanie. Wszystkie stoły zajęte. Biorę kawę z mlekiem i wychodzę przed budynek. Właściciel podjeżdża rowerem.
- To z Panem jestem umówiony? – pyta Mirosław Angielczyk.
- O ten kościół chciałem zapytać – mówię. – Rozumiem, że powstała przetwórnia, gospodarstwo agroturystyczne, hotel, karczma, sklep zielarski. Ale kościół?
- Jak Pan zauważył, zarówno hotel, jak i karczma oraz sklep działają w drewnianych budynkach – odpowiada pan Mirosław. – Chcąc ocalić dawne budownictwo i tradycję, nie można zapominać o obrzędowości. Kiedy dowiedziałem się od zaprzyjaźnionego proboszcza z Grodziska, że jest stary drewniany kościół do przeniesienia, nie wahałem się nawet przez moment. To było spełnienie moich marzeń.
- Ale jest Pan przecież człowiekiem nauki – mówię. – Naprawdę wierzy Pan, że zioła poświęcone w kościele mają większą moc?
- Wejdźmy może do środka – mówi pan Mirosław. – To jest kościół Matki Boskiej Jagodnej. Czy Pan wie, że istnieje też takie święto? 2 lipca. Do tego święta nie jedzono jagód. Jeśli zbierano, to tylko na sprzedaż. Ale raczej nie robiły tego młode kobiety. Matka Boska Jagodna jest bowiem opiekunką matek i kobiet w ciąży. Kto chciał mieć zdrowe potomstwo – zbierał jagody dopiero po święcie. I ja nie rozważam, czy rzeczywiście dzień później moc jagód była większa, ja to po prostu chcę ocalić od zapomnienia. Zniknęły już stogi siana i snopki zbóż. Znikają furmanki i drewniane domy. Za czasów mojej młodości były powszechne. W każdym domu były też pęki suszonych ziół. Wianki święcone podczas Matki Boskiej Zielnej. Gałązki brzozy. Ziołami się kadziło. Zioła się piło. Stawiało na oknie podczas burzy z piorunami. Zioła wkładało się do trumny. Ja to wszystko pamiętam. I chciałbym o tym ludziom przypomnieć.
- Obraz Matki Boskiej skąd pochodzi? – pytam i pokazuję na obraz wiszący nad ołtarzem. Kobieta w jasnej sukni chodzi po łące i pochyla się nad Dzieckiem leżącym nago w trawie.
- Wnętrze kościoła uzupełnialiśmy sami – odpowiada pan Mirosław. – Obrazy malowali lokalni twórcy. Po obu stronach obrazu stoją drewniane rzeźby. To święty Franciszek i święty Izydor Oracz.
- A ta starodawna ikona? – pytam. – Skąd się wzięła w kościele?
- To bardzo ciekawa historia – odpowiada pan Mirek. – Jeden z okolicznych mieszkańców, kiedy dowiedział się, że przenosimy kościół z Grodziska, przyniósł tę ikonę i poprosił, aby ją tu powiesić. Tak jak przed laty. Bo przed laty ten kościół był cerkwią. I ta ikona w niej wisiała.
- Ktoś oddał Panu szesnastowieczną ikonę? – pytam.
- Nie mnie – mówi pan Mirosław. - Oddał ją temu miejscu. I dlatego tu jest".
Fragment książki Wojciecha Koronkiewicza pt. "Z Matką Boską na rowerze. Podróż do cudownych obrazów, ikon i świętych źródeł Podlasia""
za Paśny Buriat
Fot. Wojciech Koronkiewicz

Bitwa pod Jabłoniem

 była jednym z tych epizodów kampanii 1939 roku, które dobitnie pokazują, że nawet w obliczu klęski państwa polski żołnierz potrafił walczyć skutecznie, z determinacją i wojskowym kunsztem. Rozegrała się w dniach 28–29 września 1939 roku, już po agresji Związku Sowieckiego na Polskę, gdy los kampanii był przesądzony, lecz nie wszędzie broń złożono.
Rejon wsi Jabłoń znalazł się na drodze Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” generała Franciszka Kleeberga – ostatniego większego, zorganizowanego zgrupowania Wojska Polskiego, które wciąż prowadziło manewrową walkę. Po dotarciu na ten obszar Polacy sprawnie rozlokowali swoje siły: 9 Pułk Strzelców Konnych obsadził zabudowania Jabłonia i szosę z Wisznic, Dywizjon Kawalerii KOP „Niewirków” zajął Paszenki, a 5 Pułk Ułanów Zasławskich stanął w Dawidach. Teren przygotowano do obrony, choć nikt nie miał wątpliwości, że przeciwnik będzie liczniejszy i lepiej wyposażony.
Popołudniem 28 września Armia Czerwona uderzyła. Sowieckie oddziały zaatakowały polskie placówki przy szosie prowadzącej do Wisznic, nacierając w kierunku Jabłonia. Zaskoczenie nie przyniosło jednak oczekiwanego rezultatu. Polskie karabiny maszynowe i artyleria szybko opanowały sytuację, niszcząc cztery sowieckie czołgi i zmuszając przeciwnika do odwrotu. Do późnej nocy trwała intensywna wymiana ognia, lecz czerwonoarmiści nie zdecydowali się na ponowne, zdecydowane natarcie.
Rankiem 29 września walki objęły szerszy obszar. Podlaska Brygada Kawalerii ruszyła w stronę Parczewa i pod Kostrami natknęła się na sowiecki podjazd kawalerii. Jednocześnie w rejon Jabłonia próbowała przebić się Dywizja Piechoty „Kobryń”, której marsz utrudniło silne uderzenie 143 Dywizji Strzeleckiej Armii Czerwonej. W godzinach popołudniowych kolumna czołowa dywizji została zaskoczona w rejonie wsi i wzgórza Puchowa Góra. Po wyparciu przeciwnika z zabudowań Polacy zajęli pozycje na skraju wzniesienia i wysłali patrole, które potwierdziły wzmożony ruch wojsk sowieckich na drogach prowadzących do Jabłonia. W odpowiedzi polska artyleria rozpoczęła celny ostrzał.
Rozpoznanie sytuacji pozwoliło na śmiały manewr – uderzenie na tyły 143 Dywizji Strzeleckiej w północnej części wsi. Zepchnięte oddziały sowieckie spróbowały kontrnatarcia przy wsparciu kilkunastu lekkich czołgów, lecz atak szybko załamał się pod precyzyjnym ogniem polskim. Na polu walki pozostał porzucony sprzęt, ranni i zabici czerwonoarmiści. W trakcie starcia Polaków zbombardował klucz sowieckich samolotów, który następnie skierował się nad Jabłoń, nie wyrządzając jednak poważniejszych strat.
Wieczorem Armia Czerwona podjęła jeszcze jedną próbę – natarcie piechoty wspartej czołgami. Również ono nie przyniosło rezultatu i szybko się załamało, co umożliwiło oddziałom dywizji „Kobryń” bezpieczne odejście w rejon lasu Milanów.
Po bitwie ujawniła się także jej mroczna strona. Odnaleziono ciała polskich podoficerów zamordowanych przez czerwonoarmistów i ograbionych z odzieży. Jednocześnie przesłuchanie około pięćdziesięciu sowieckich jeńców przyniosło zaskakujące świadectwa – mówili oni o złych warunkach życia w ZSRR i prosili o możliwość wstąpienia do Wojska Polskiego. Po początkowym zdziwieniu generał Franciszek Kleeberg wyraził zgodę na wcielenie ich do szeregów SGO „Polesie”.
Bitwa pod Jabłoniem zakończyła się taktycznym zwycięstwem Polski. Choć nie mogła już zmienić losów kampanii, stała się kolejnym dowodem, że nawet w obliczu dwóch agresorów Wojsko Polskie potrafiło zadawać przeciwnikowi dotkliwe straty i zachować honor na polu walki.

🇵🇱 Lipiec 1920. Polska stanęła nad przepaścią...

⚔️

Były chwile, gdy wydawało się, że wszystko jest stracone. Armia Czerwona parła naprzód, kolejne miasta wpadały w ręce bolszewików, a Warszawa stawała się ich głównym celem. Każdy dzień przynosił dramatyczne wiadomości z frontu.

Ale wtedy wydarzyło się coś niezwykłego... ❤️🤍

Tysiące Polaków – młodych i starszych, robotników, studentów, chłopów, inteligencji – odpowiedziało na wezwanie Ojczyzny. 🇵🇱 Do Armii Ochotniczej zgłosiło się ponad 100 tysięcy ochotników, gotowych oddać wszystko w obronie wolności.

📜 Lipiec 1920 roku to miesiąc pełen dramatycznych wydarzeń:
⚫ 1 lipca – powołano Radę Obrony Państwa.
⚫ 4 lipca – rozpoczęła się wielka ofensywa Armii Czerwonej.
⚫ 7 lipca – gen. Józef Haller objął dowództwo Armii Ochotniczej.
⚫ 14 lipca – padło Wilno.
⚫ 23 lipca – bolszewicy wydali rozkaz marszu na Warszawę i Lwów.
⚫ 23–24 lipca – utworzono Polrewkom – marionetkowy komunistyczny „rząd”, który miał zastąpić legalne władze Polski.
⚫ 28–30 lipca – zdobyto Białystok i ogłoszono tam powstanie Polskiej Republiki Rad.
⚫ Pod koniec miesiąca rozpoczęły się przygotowania do decydującej bitwy o przyszłość Polski.

To był czas strachu, niepewności i ogromnych wyrzeczeń. Ale był to również czas odwagi, jedności i wiary, że Polska się nie podda. ❤️

Kilka tygodni później świat był świadkiem jednego z najważniejszych zwycięstw w historii – Bitwy Warszawskiej, która zatrzymała pochód bolszewików i ocaliła nie tylko niepodległość Polski, ale także Europę przed rozprzestrzenieniem rewolucji komunistycznej. ✝️🛡️

🕯️ Pamiętajmy o tych, którzy w najtrudniejszej chwili nie zawahali się stanąć w obronie Ojczyzny. To dzięki ich odwadze i poświęceniu możemy dziś żyć w wolnej Polsce.

🇵🇱 Cześć i chwała Bohaterom 1920 roku! ❤️🤍

Na naszej koloryzacji grupa sowieckich jeńców pilnowana przez polskich żołnierzy.