ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 21 czerwca 2026

Oddał głodnej rodzinie własną kolację i oznaczył zamówienie jako dostarczone — stracił przez to pracę

https://www.instagram.com/reel/DZ1rsOJj9BY/?utm_source=ig_web_copy_link&igsh=NTc4MTIwNjQ2YQ== 

Klemens Bachleda

 Zakopane i Tatry na starej fotografii

 

Był półsierotą, który od najmłodszych lat musiał radzić sobie sam. Nie znał ojca, matkę stracił jako dwunastolatek. Pracował u gazdów, pasł owce na halach, szukał zajęcia po słowackiej stronie Tatr. Nikt wtedy nie przypuszczał, że stanie się legendą gór.
Klemens Bachleda, zwany Klimkiem, był najwybitniejszym przewodnikiem tatrzańskim swojej epoki. Nazywano go „Królem Przewodników” . Przez ponad trzydzieści lat prowadził turystów najtrudniejszymi szlakami, odkrywał nowe drogi wspinaczkowe i zdobywał szczyty, na których wcześniej nie stanęła ludzka stopa.
Towarzyszył w górach Henrykowi Sienkiewiczowi, Kazimierzowi Przerwie-Tetmajerowi, Mieczysławowi Karłowiczowi czy Tadeuszowi Boyowi-Żeleńskiemu. Był także jednym z pierwszych górali, którzy nauczyli się jeździć na nartach.
Kiedy w 1909 roku generał Mariusz Zaruski powołał do życia TOPR, Klimek natychmiast znalazł się wśród ratowników. Rok później przyszła próba, która przeszła do historii.
6 sierpnia 1910 roku ratownicy ruszyli na pomoc ciężko rannemu taternikowi Stanisławowi Szulakiewiczowi. W Tatrach szalała burza. Lał deszcz, padał grad, ściany górskie smagały pioruny. Po wielu godzinach walki z żywiołem Zaruski nakazał odwrót. Ratownicy byli skrajnie wyczerpani.
Jeden człowiek nie potrafił się jednak pogodzić z pozostawieniem rannego.
Ruszył dalej samotnie.
Chwilę później spadła lawina kamieni. Porwała go ze ściany i strąciła w przepaść.
Początkowo nikt nie wiedział, co stało się z Klimkiem Bachledą. Ratownicy wierzyli, że po zejściu lawiny udało mu się odnaleźć inną drogę i bezpiecznie wrócić do doliny.
Tymczasem wysoko na ścianie nadal pozostawał ranny taternik Stanisław Szulakiewicz. Kolejna próba dotarcia do niego 7 sierpnia zakończyła się niepowodzeniem. Dopiero trzecia wyprawa, podjęta dzień później, dotarła do celu. Było już jednak za późno. Szulakiewicz zmarł z powodu odniesionych obrażeń, zimna i wyczerpania.
Pogoda nie dawała za wygraną. Deszcz, mgła i silny wiatr uwięziły na ścianie samego Mariusza Zaruskiego oraz kilku ratowników. Ciało taternika udało się znieść dopiero 9 sierpnia.
Wciąż nie było natomiast żadnych wiadomości o losie Klimka.
Z każdym dniem nadzieja gasła. Fatalne warunki uniemożliwiały prowadzenie poszukiwań. Gdy pogoda wreszcie pozwoliła wrócić w góry, ratownicy odnaleźli ciało Bachledy 13 sierpnia. Leżało w żlebie pod ścianą, którą próbował pokonać, idąc na ratunek drugiemu człowiekowi.
Dopiero 15 sierpnia udało się znieść jego zwłoki i złożyć je do trumny. Następnego dnia żałobny orszak wyruszył do Zakopanego.
17 sierpnia 1910 roku całe Podhale żegnało człowieka, którego nazywano „Królem Przewodników"
Na zdjęciu - w 1900 roku.

Ukraińskie Ludobójstwo

 

"#UkraińskieLudobójstwo 15 czerwca - 1943 roku : We wsi Kisorycze pow. Sarny upowcy zamordowali jadących furmanką 3 Polaków: 45-letnią nauczycielkę Felicję Masojadę, jej 80-letnią służącą Elżbietę Jeż oraz furmana Kaspra Kozińskiego. Nauczycielkę, która pomagała Ukraińcom i ich leczyła, żywcem powiesili za nogi na drzewie, odcięli piersi, wydłubali oczy, wyciągnęli wnętrzności. Podobnie zginęła służąca i furman (Siemaszko..., s. 764 – 765). We wsi Kopytków pow. Zdołbunów został zamordowany przez Ukraińców Polak Jan Sakowicz (duszki.pl/.../artykuly/2 ). We wsi Żołobki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali jadących furmanką 2 Polaków 18-20-letnich oraz zabrali furmankę z końmi. - 1944 roku: We wsi Kurowice pow. Przemyślany: „Około 15.06.1944 r. zamordowano Władysława Kociołka l. 20”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.). We wsi Oleszyce pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka. We wsi Ostrówek pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy oraz gestapowcy rozstrzelali 15 Polaków przywiezionych z Hrubieszowa - 1946 roku: We wsi Darowice pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 1 Polkę. We wsi Hureczko pow. Przemyśl zamordowali 1 Polkę - 1947 roku: We wsi Horyniec pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka. We wsi Wierzbica pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali żołnierza WP. „Tuż przed północą 15 czerwca, dowództwo batalionu dowiedziało się, że kapral Puto został w Wierzbicy zabity lub ciężko ranny. Zameldował o tym jego kolega, który towarzyszył mu w wieczornej „wyprawie” do tej wsi, na umówioną randkę z dziewczyną. Powiedział, że gdy kapral rozmawiał z dziewczyną, on siedział w pewnej odległości pod jabłonią, gdzie zasnął. Obudził go krzyk dziewczyny - „nie, o Boże, nie!”. Chwycił za broń, ale kapral już leżał na ziemi, a dwóch napastników ciągnęło dziewczynę do zabudowań. Było za późno i niebezpiecznie więc wycofał się. Przed północą dotarł do Uhnowa i zameldował o wszystkim dowódcy plutonu. 16 czerwca 1947 r.- zgodnie z rozkazem, pododdziały wojska okrążyły wieś i zaległy. Tuż przed świtem, od strony wsi do mostu na Sołokiji zbliżyła się grupa mężczyzn. Dowódca patrolu ochraniający most zapytał: „Stój. Kto idzie?” Przystanęli, a jeden z nich oddał serię z pistoletu maszynowego. Żołnierze odpowiedzieli serią z rkm. Jeden z grupy upadł, pozostali rozbiegli się i wycofali do wsi. Od strony granicy rosyjscy pogranicznicy zaczęli oświetlać rakietami swój teren. Po upływie około pół godziny, rozległa się kanonada i trwała długo. Nierozpoznany oddział UPA starał się wydostać z okrążenia, po przeciwnej stronie wsi ale musiał zawrócić pod ostrzałem żołnierzy. Żołnierze nie mogli jednak podążyć w pogoni bo teren otwarty, brak osłony, a od strony wsi strzelano zza budynków, opłotków i innych osłon; z wieży cerkiewnej strzelano z broni maszynowej. Po pewnym czasie żołnierze WP unieszkodliwili punkt ogniowy na tej wieży. W trakcie tej wymiany strzałów pojawił się dym i płomienie, które gwałtownie się rozprzestrzeniały po krytej słomą zabudowie. Mieszkańcy wybiegali z domów ratując mienie. Dowodzący WP wydał rozkaz aby przerwać ostrzał; Wierzbicę trawił pożar. Po około trzech godzinach, wyznaczone plutony WP weszły do wsi. Przeszukania domostw i ich obejść oraz oględziny zgliszcz nie dały rezultatu – broni nie znaleziono, osób podejrzanych i ofiar strzelaniny też nie. Zgromadzono mieszkańców - osobno kobiety z dziećmi i oddzielnie mężczyzn. Na pytania, kto strzelał, wszyscy milczeli, tylko jeden z mężczyzn w podeszłym wieku powiedział: „Nie wiecie kto? - przeklęci partyzanci”. Wieczór – 16 czerwca 1947 r., wojsko wyszło z Wierzbicy ale nie opuściło terenu. Następnego dnia przyjechał dowódca pułku i żądał dowodów: gdzie banderowcy, gdzie broń? Zagroził dowódcy batalionu że jeśli nie przedstawi dowodu, iż we wsi byli „upowcy” to odda go pod sąd za spalenie Wierzbicy. Żołnierze podjęli bardziej szczegółowe przeszukiwania. Nagle, jeden z żołnierzy zauważył zmianę i wskazując ręką powiedział do kolegi: „wczoraj było tu pogorzelisko po stodole, a dziś jest dół, leć po dowódcę plutonu”. Po usunięciu spopielałej warstwy ukazały się zwęglone belki stropu bunkra, w którym znaleziono, dwudziestu dwóch, nie dających oznak życia, uzbrojonych mężczyzn. Wkrótce znaleziono jeszcze dwa takie schrony, a w każdym z nich trupy mężczyzn z bronią. W ostatnim, wśród zwłok uzbrojonych mężczyzn, odkryto zwłoki w polskim mundurze - był to kapral Puto; miał głowę rozbitą siekierą. Nie znam przyczyny śmierci 62 (wg innej wersji 72) uzbrojonych mężczyzn, których zwłoki znaleziono w trzech bunkrach Wierzbicy. W Uhnowie mówiono różnie: że ukryli się pod presją mieszkańców aby uniknąć zagłady wsi, inni, że pożar odciął im drogę wyjścia z bunkrów, jeszcze inni, że popełnili zbiorowe samobójstwo? O ofiarach wśród ludności nie mówiono, bo ich nie było. Kapral Puto został pochowany na cmentarzu w Uhnowie. Uczestniczyłem w tym pogrzebie wraz z innymi uczniami mojej i innych klas „uhnowskiej” Szkoły Podstawowej.” (Tadeusz Wolczyk: „Fałszowanie historii w audycji TVP Lublin, przy udziale przedstawicieli IPN”; w: „Kresowy Serwis Informacyjny” nr 1 z 2013 r.)." za Agnieszka Nagrodzka