ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

sobota, 7 listopada 2026

Ukraińcy

https://www.facebook.com/share/r/1WvLihQBo3/ 

CBDC - cyfrowa waluta banku centralnego z terminem ważności to koncepcja pieniądza programowalnego.

https://fb.watch/KLozCYfub8/ 


Słuchajcie POjeby bo TVN wam tego nie POwie nigdy…
Likwidacja gotówki, wyparcie złotówki i waluta z terminem ważności - to szykuje unia!
Dla niewtajemniczonych:
CBDC - cyfrowa waluta banku centralnego z terminem ważności to koncepcja pieniądza programowalnego. Umożliwia ona zaprogramowanie jednostek cyfrowego pieniądza tak, aby traciły ważność lub funkcjonalność, jeśli nie zostaną wydane w określonym czasie, lub aby mogły być przeznaczone tylko na wybrane cele.

Art. 7 Konstytucji jest pod tym względem jednoznaczny: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa.

 Leszek Miller

W polskim sporze o Trybunał Konstytucyjny padło w ostatnich dniach sformułowanie, które powinno zatrzymać każdego, kto choć trochę szanuje ideę państwa prawnego: „stan wyższej konieczności konstytucyjnej”. Brzmi poważnie, niemal jak instytucja konstytucyjna. Problem w tym, że nią nie jest.
Nie wynika z Konstytucji, nie wynika z żadnej ustawy, nie jest też ugruntowanym zwyczajem konstytucyjnym. To konstrukcja doktrynalna, która może mieć wartość na akademickim seminarium, ale nie może być podstawą działania organów władzy publicznej. Art. 7 Konstytucji jest pod tym względem jednoznaczny: organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Nie na podstawie „konieczności”, nawet jeśli ktoś uzna ją za wyższą i konstytucyjną.
Tymczasem 30 października 2026 r. doszło do sytuacji, w której sędzia TK Anna Korwin – Piotrowska wydała zarządzenia o przerwie w czynnościach służbowych Prezesa i Wiceprezesa TK, powołując się właśnie na taką konieczność. Budynek został zabezpieczony przez policję, dotychczasowe kierownictwo nie zostało wpuszczone. Formalnie powołano się http://m.in. na przepisy prawa o ustroju sądów powszechnych, które jednak nie dają kompetencji do takiego działania wobec organów Trybunału.
Reakcje najwyższych organów sądowych były klarowne. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński w oficjalnym oświadczeniu wyraził „najwyższe oburzenie i stanowczy sprzeciw”. Wskazał, że nadanie czynności formy zarządzenia nie legalizuje przekroczenia lub uzurpacji kompetencji, a zdarzenia mają charakter bezprecedensowy i budzą zasadnicze zastrzeżenia co do zgodności z fundamentalnymi zasadami ustroju. Prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego Jacek Chlebny stwierdził wprost, że granice zostały przekroczone, a działania budzą zasadnicze zastrzeżenia co do ich zgodności z zasadami państwa prawa. Obaj podkreślili to samo: niezależność Trybunału nie może być podporządkowana doraźnym decyzjom ani demonstracji siły.
Rzecznik Praw Obywatelskich określiła „stan wyższej konieczności konstytucyjnej” jako pogląd pozaprawny. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej ocenił, że w świetle prawa prezesem pozostaje Święczkowski, a działania Korwin-Piotrowskiej nie mają podstawy prawnej.
Helsińska Fundacja Praw Człowieka stwierdziła, że nie dostrzega wyraźnych podstaw prawnych, by sędzia o najdłuższym stażu mogła wydać taką decyzję, a powoływanie się na tę konstrukcję oznacza przyznanie braku niebudzącej wątpliwości podstawy.
Z prawnego punktu widzenia konsekwencja jest prosta. Skoro zarządzenia o „przerwie” nie mają skutecznej podstawy w obowiązującym prawie, to nie mogą wywołać skutku w postaci utraty funkcji. Bogdan Święczkowski formalnie nadal jest Prezesem Trybunału Konstytucyjnego. To, kto aktualnie kontroluje budynek i serwery, to kwestia faktu, a nie prawa. Państwo prawne nie funkcjonuje jednak na zasadzie „kto ma policję, ten ma rację”.
Historia polskich kryzysów konstytucyjnych uczy, że łatwo jest przekroczyć granicę, trudniej jest ją potem przywrócić. Dziś „stan wyższej konieczności” ma służyć „uratowaniu Trybunału”. Jutro ktoś inny może uznać, że wyższa konieczność wymaga zawieszenia kogoś innego. A prawo, które przestaje obowiązywać wtedy, gdy „trzeba coś zrobić”, przestaje być prawem. Staje się narzędziem. I to jest sedno problemu, niezależnie od tego, po której stronie barykady się stoi.

ORP „Bałtyk”

 MARYNARZE ŚWIATA , RYBACY , ŻEGLARZE - Fishermen and seamen worldwide

Kalendarium...
7 listopada 1954 roku miało miejsce oficjalne podniesienie bandery na drugim okręcie o nazwie ORP „Bałtyk”. W odróżnieniu od swojego słynnego poprzednika (dawnego krążownika pancernego z okresu międzywojennego), ta jednostka była okrętem rozpoznawczym (początkowo klasyfikowanym jako okręt hydrograficzny) projektu 254K.
• Typ jednostki: Okręt hydrograficzny i rozpoznawczy (projekt 2 / B-63)
• Miejsce budowy: Stocznia Gdańska (na bazie kadłuba trawlera B-10)
• Wyporność: 1186 ton
• Długość: 69,3 m
• Szerokość: 9,0 m
• Zanurzenie: 4,6 m
• Napęd: Maszyna parowa o mocy 1000–1250 KM
• Prędkość maksymalna: ok. 12 węzłów
• Przebudowa: W kwietniu–wrześniu 1969 roku w Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni przebudowany na okręt rozpoznawczy.
Los: Po wycofaniu ze służby używany jako jednostka grzewcza, a następnie złomowany (przebiegł ponad 100 tys. mil morskich)
Jednostka ta odegrała kluczową rolę w formowaniu polskich morskich sił rozpoznawczych, wchodząc później w skład Grupy Okrętów Rozpoznawczych. Służyła pod biało-czerwoną banderą do 6 listopada 1982 roku, kiedy to została ostatecznie wycofana ze służby.

Kolaboracja nie staje się mniej naganna z powodu tożsamości kolaboranta.

 

Tłumaczenie z języka angielski
Podczas spaceru po Warszawie w zeszłym tygodniu (z pomocą mojego przyjaciela ) natknąłem się na ten pomnik przy ulicy Długiej 29, upamiętniający polskich Żydów oszukanych i następnie zamordowanych przez Niemcy. Jednak tablica pomija głęboko niepokojący i udokumentowany aspekt tej tragedii: żydowscy kolaboranci Gestapo odegrali aktywną rolę w ułatwianiu afery Hotelu Polskiego, wyzyskując współbraci Żydów, którzy desperacko próbowali przetrwać. Leon Skosowski i Adam Żurawin byli wśród tych zamieszanych w operację. Pomagali aranżować sprzedaż zagranicznych dokumentów tożsamości, wyciągając ogromne sumy od zdesperowanych ludzi, których nadzieje na przetrwanie ostatecznie rozpadły się w pył. To nie była jedynie pasywna współpraca. Wiązała się z aktywną kolaboracją z machiną prześladowań, finansowym wyzyskiem i zdradą ludzi stojących w obliczu eksterminacji. To były okrutne, mordercze intencje. Gestapo ponosi główną odpowiedzialność za operację i morderstwa, ale z pewnością ci, którzy świadomie kolaborowali, czerpali zyski i pomagali wystawiać ofiary ich prześladowcom, również muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności w zapisach historycznych. Dlaczego ich udział ma znikać z publicznej pamięci? Dlaczego udokumentowani kolaboranci mają uniknąć kontroli tylko dlatego, że należeli do tej samej prześladowanej społeczności co ich ofiary? Kolaboracja nie staje się mniej naganna z powodu tożsamości kolaboranta. Zdrada nie staje się mniej potworna tylko dlatego, że ofiary i ich zdrajcy dzielili wspólne pochodzenie. Ofiary zasługują na upamiętnienie, a każdy udokumentowany uczestnik ich prześladowań zasługuje na historyczną analizę. Historia nigdy nie może stać się ćwiczeniem w selektywnej odpowiedzialności, a prawda musi obejmować kolaborantów tak samo jak głównych sprawców.
Oceń to tłumaczenie: