miniatury - poszukiwania
jako pochodna określonego zbioru informacji w nie określonej rzeczywistości
ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.
piątek, 19 czerwca 2026
Michał Korybut Wiśniowiecki
KARTKA Z KALENDARZA 📋📋📋
19 czerwca 1669 roku Michał Korybut Wiśniowiecki został wybrany na króla Polski. Za jego panowania doszło do podpisania w 1672 roku upokarzającego pokoju w Buczaczu, na mocy którego Polska zrzekała się na rzecz Imperium Osmańskiego Podola i części Ukrainy oraz stawała się formalnie lennem tureckim.
W walce o tron polski pokonał najpoważniejszego kandydata – Ludwika Burbona, zwanego Kondeuszem Wielkim, co było skutkiem walk jakie prowadziły dwa stronnictwa w Polsce: malkontentów i regalistów. W stronnictwie malkontentów /stronnictwie profrancuskim/ był Jan Sobieski, późniejszy król Polski Jan III Sobieski, który popierał kandydaturę francuską. Mimo że nigdy nie był zwolennikiem Korybuta Wiśniowieckiego, przyszły król Polski nie szczędził sił i środków w walce z Imperium Osmańskim, odnosząc zwycięstwa zarówno nad Turkami, jak i sprzymierzonymi z nimi Tatarami.
Zanim jednak Sobieski zaczął gromić Turków, w 1672 roku Polska podpisała upokarzający traktat w Buczaczu. Wojska tureckie działania wojenne przeciwko Rzeczpospolitej rozpoczęły w lipcu 1672 roku. Turcy wspierani przez Tatarów i Kozaków Piotra Doroszenki wyparli armię polską z Ukrainy. 27 sierpnia padł Kamieniec Podolski, po którym armia turecka skierowała się w stronę Lwowa, oblegając go. Zostało ono jednak przerwane bowiem już w październiku podjęto rokowania pokojowe. Wówczas wyprawę przeciwko czambułom Tatarskim podjął Jan Sobieski, którego kampania między 5 a 15 października pozwoliła nie tylko na uwolnienie 44 tysięcy jasyru, ale na rozbiciu wielu oddziałów Tatarskich.
Rokowania pomiędzy Turcją a Rzeczpospolitą zakończyły się traktatem pokojowym w Buczaczu 18 października 1672 roku. Na jego mocy pokonana Polska musiała zrzec się na rzecz Turcji Podola razem z Kamieńcem Podolskim i Ukrainy. Rzeczpospolita musiała również płacić haracz w wysokości 22 tysięcy rocznie. Ukraina przypadła Piotrowi Doroszence, który podczas oblężenia Kamieńca oficjalnie został lennikiem sułtańskim.
Pokój w Buczaczu wstrząsnął Rzeczpospolitą, która formalnie stała się lennem Imperium Osmańskiego /sejm nie ratyfikował traktatu/. Już w marcu 1673 roku podczas wizyty posła tureckiego w Warszawie, żądał on zapłacenia okupu za Lwów i upominku, zgodnie z traktatem. Sejm był jednak zdecydowany na rozstrzygnięcie na polu bitwy. Powołano radę wojenną przy królu i hetmanach, która miała zdecydować o wojnie bądź pokoju. Szukano również pomocy za granicą, jednak otrzymano jedynie wsparcie pieniężne od papieża. Ponadto podjęto decyzję o uchwaleniu podatków na armię, zwiększenie jej stanu liczebnego, która jesienią 1673 roku wynosiła 46,5 tysiąca żołnierzy i 65 dział.
Dyplomacji polskiej udało się również zneutralizować Chanat Krymski, wysyłając podarunki i prowokując najazd na Chanat Kałmuków z Krymu. 8 października do obozu pod Glinianami udało się król Michał Korybut Wiśniowiecki, który dokonał przeglądu wojsk. Z powodu choroby musiał jednak opuścić obóz i udać się do Lwowa. Król Polski nie doczekał jednak mającego wkrótce nadejść spektakularnego zwycięstwa nad wojskami tureckimi. 10 listopada wskutek pęknięcia wrzodu żołądka lub zatrucia żołądkowego, Michał Korybut Wiśniowiecki zmarł w wieku 33 lat w 1673 roku.
Zdjęcia:
Portret Michała Korybuta Wiśniowieckiego, króla Polski w latach 1669-1673, artysta nieznany, za Wikimedia Commons, domena publiczna;
Portret króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, autor/źródło: Daniel Schultz (1615–1683), zbiór: Zamek Królewski na Wawelu, za Wikimedia Commons, domena publiczna;
Kamieniec Podolski, zamek od strony północnej, fotografia z 1919 roku, Sygnatura: F.123311/IV, źródło: Biblioteka Narodowa, domena publiczna;
Mapa – Rzeczpospolita Obojga Narodów w roku 1701 za czasów panowania Augusta II Mocnego po pokoju w Karłowicach, źródło: autor – Maciej Szczepańczyk na podstawie warstw Halibutt, za Wikimedia Commons, domena publiczna.
#historia #wojny #historia #polska #Niemcy #Rosja #austria #wojny #imperium #bitwy #konflikty #wojny #polska #bitwy #francja #war #historiapolski #warszawa #Polacy #Rzeczpospolita #Polska #WojskoPolskie #monarchia #turkey #osmanowie #turcja #Wiśniowiecki #korybut #turkey
MICHAŁ WOŁŁOWICZ HERBU BOGORIA
WIELCY KRESOWIACY
18 CZERWCA 1806 ROKU W PORZECZU K. SŁONIMIA. URODZIŁ SIĘ MICHAŁ WOŁŁOWICZ HERBU BOGORIA SZLACHCIC, HRABIA, DZIAŁACZ NIEPODLEGŁOŚCIOWY I EMIGRACYJNY, POWSTANIEC LISTOPADOWY,
Był synem Kazimierz Wołłowicz i Maria Felkerzamb. Kształcił się w szkołach na Litwie, a następnie studiował na Uniwersytecie Wileńskim. Już w młodości zetknął się z ideami patriotycznymi i niepodległościowymi.
Po wybuchu powstania listopadowego w 1830 r. porzucił rodzinny majątek i narzeczoną Kasyldę, aby wstąpić do wojska powstańczego. Walczył w korpusie generała Antoniego Giełguda na Litwie, był adiutantem generała Szymanowskiego, a później służył także w Legii Litewsko-Ruskiej. Otrzymał stopień kapitana. Po upadku powstania udał się na emigrację do Francji, gdzie związał się demokratyczną emigracją niepodległościową. Był członkiem Towarzystwa Demokratycznego Polskiego oraz ruchu Karbonariuszy. Zaangażował się w przygotowania wyprawy płk. Józef Zaliwski, której celem było wzniecenie nowego powstania przeciw Rosji. Na początku 1833 r. wrócił potajemnie na ziemie litewsko-białoruskie. Otrzymał zadanie organizacji powstania w okręgu nowogródzko-słonimskim. Wraz z por. Józefem Jackiewiczem próbował stworzyć oddział partyzancki, opierając się głównie na chłopach z okolic rodzinnego Porzecza. Jego oddział liczył około dziesięciu osób. Była to jedna z nielicznych grup, które rzeczywiście podjęły działania zbrojne podczas wyprawy Zaliwskiego. W maju 1833 r. został schwytany przez władze rosyjskie w okolicach Słonimia. Po śledztwie skazano go na śmierć. Egzekucję wykonano publicznie w Grodnie 2 sierpnia 1833 r. w obecności wielotysięcznego tłumu. Według świadków zgromadzeni mieszkańcy zachowali podczas egzekucji całkowite milczenie, okazując w ten sposób szacunek dla skazańca. Michał Wołłowicz stał się symbolem poświęcenia dla sprawy niepodległości.
13 maja 1833 roku został ujęty przez Rosjan w okolicach Słonimia.
Michał Wołkowicz zmarł . 4 lipca 1833 w Grodnie.
Jego przyjaciel, poeta Michał Chodźko, poświęcił mu poemat „Dziesięć obrazów z wyprawy do Polski”, dedykowany „przyjacielowi i towarzyszowi” straconemu za udział w wyprawie 1833 roku.
Michał Wołkowicz. Autor: Nitano. Żródło Polpna.pl. Domena publiczna
czwartek, 18 czerwca 2026
Kartagina
Starożytność - fakty i historia
Informacje o SI
posiadała ustrój, który już Arystoteles uznawał za wyjątkowo stabilny. Nie była ani monarchią, ani demokracją, ani czystą oligarchią, lecz stanowiła mieszankę tych trzech form rządów. Na jej czele stało dwóch sufetów – najwyższych urzędników pełniących również funkcje sędziowskie. Pod pewnymi względami przypominali oni rzymskich konsulów. Oprócz nich funkcjonowała Rada Starszych, czyli geruzja (senat kartagiński), oraz słynna Rada Stu Czterech, sprawująca nadzór nad najważniejszymi urzędnikami i dowódcami wojskowymi.
O Armii Kartagińskiej najlepszy materiał w polskim Internecie: https://youtu.be/PPDsliQUYPw
Szkwał gorszy od nocy
3 września 1940 r., podczas patrolu na Atlantyku, załoga polskiego niszczyciela ORP „Błyskawica” zmagała się z silnym szkwałem, z którego powodu widoczność była jeszcze gorsza niż w nocy. Co ciekawe, płynąc w tych trudnych warunkach „Błyskawica” niespodziewanie natknęła się na niemiecki okręt podwodny U-101. Mimo zaskoczenia Polacy przeprowadzili atak, który uszkodził U-Boota i zmusił go do powrotu do bazy w Lorient. Tak opisał to Wincenty Cygan, marynarz służący wówczas na pokładzie „Błyskawicy” (za: „Granatowa załoga”):
„Okręt wziął teraz kurs powrotny. Przypadł szkwał tak mocny, że widoczność zmniejszyła się do zaledwie kilku metrów. Przebyliśmy tak około pięciu mil. Szkwał podczas dnia jest gorszy niż najciemniejsza noc. Nawet najciemniejszą czerń nocy można prześwidrować na kilkanaście metrów wzrokiem, mocnymi lornetami, reflektorem, czy choćby pociskiem oświetlającym. W czas szkwału rozpylony deszcz i mgła stanowią jakoby zasłonę, której nic nie przebije. Snop światła nawet najsilniejszego reflektora załamuje się tuż przy wylocie z tarczy szkła, jakby napotykając na ścianę ciała stałego.
Okręt pruje jak w chmurach, ludzie zachłystują się powietrzem mokrym, dusznym i zimnym. Coraz grubsze krople osiadają na nadbudówkach. Dym i czad z komina nie ulatują, lecz wiszą nad okrętem jak czarna peleryna. Wszyscy stają się nagle krótkowidzami i klną z tego powodu, jak przystało na prawdziwych wilków morskich. Beznadziejnie szuka się odległego horyzontu, bo nawet najszersze rozwieranie powiek nie daje rezultatu.
Mimo olbrzymiej przestrzeni bez granic, bez dróg, drzew czy zapór, jaką stanowi Ocean Atlantycki, istnieje pewne prawo morskie regulujące ruch morskich pojazdów. Podczas pokoju, by uniknąć zderzenia w czasie ciemności, statki zwalniają szybkość, wyją ich syreny, biją dzwony. Statki o napędzie parowym czy turbinowym ustępują drogi żaglowcom. Statki o tym samym napędzie, lecz mniejsze ustępują większym. Podczas wojny prawo morskie ruchu, jak i wszelkie inne prawa, zostaje gwałcone. Szkwał wykorzystywany jest na zasadzki i zaskoczenia.
Z deszczu i mgły, równolegle do naszej burty, nagle wyłoniła się sylwetka łodzi podwodnej. Została natychmiast spostrzeżona, o czym zameldowała obserwacja śródokręcia i rufy.
– Z której burty? – pytał nerwowo przez telefon pomost.
– Prawo dziewięćdziesiąt!
Łódź została nie mniej zaskoczona tak nagłą i bliską obecnością kontrtorpedowca, jak i my jej pojawieniem się. Nie traciła czasu, dała nura tak nagłego, że po zanurzeniu dziobu widać było jej znikającą rufę prawie pionowo.
Okręt wykonał zwrot, nabrał szybkości i szedł do ataku. Pomost równocześnie zażądał wytłumaczenia, dlaczego ci, którzy pierwsi łódź spostrzegli, nie dali od razu do niej ognia. W zamkniętą powierzchnię, gdzie wryła się łódź, rzucono trzy bomby. Okrętem szarpnęło trzykrotnie. Wtedy z izby chorych z obłędnym strachem w oczach wyskoczył rozbitek [ocalony ze statku zatopionego przez U-Boota]. Ktoś z obok stojących pocieszył go, że to nie torpedy, lecz własne bomby.
Okręt ponowił atak. Łódź miała już czas do osiągnięcia trzystu metrów w niewiadomym dla nas kierunku. W najlepszym razie mogła być uszkodzona. Zawrócono na pierwotny kurs.”
Bibliografia: Wincenty Cygan, „Granatowa załoga”.
Fotografie: ORP „Błyskawica w 1942 r. (Naval History and Heritage Command / NH 87919) oraz niemiecki U-Boot typu VII na Atlantyku w 1941 r. (NAC / Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa / Tolle).
Odwrót Wehrmachtu w czerwcu 1944 r.
W czerwcu 1944 r. silne uderzenie Armii Czerwonej w niemiecką Grupę Armii „Środek” wymusiło na Wehrmachcie przejście do odwrotu. Zdaniem niemieckiego porucznika Gottloba Herberta Bidermanna, walczącego wtedy na froncie wschodnim, odwrót Wehrmachtu okazał się wówczas chaotyczny a dla żołnierzy – którym wpajano że mają tylko atakować lub bronić swoich pozycji – stanowił niemal szok. Tak opisał to Bidermann we wspomnieniach pt. „W śmiertelnym boju”:
„23 czerwca 1944 roku, Armia Czerwona uderzyła na Grupę Armii ‘Środek’ na froncie o szerokości czterystu kilometrów. Cały centralny odcinek frontu, od Witebska do Kijowa, stanął w płomieniach. Operując pełnoetatowymi, dobrze wyposażonymi dywizjami, silnie wspieranymi przez broń pancerną, lotnictwo i wyekwipowanymi dzięki ogromnej pomocy materiałowej ze Stanów Zjednoczonych, Armia Czerwona uderzyła na nadwątlone linie niemieckiej obrony pod Rżewem, Smoleńskiem i dalej na południe.
Rosjanie zadawali teraz armii niemieckiej ciosy w taki sam sposób, jak my robiliśmy to im w 1941 i 1942 roku w okresie naszych największych zwycięstw. Z powodu uporu HitIera nasi generałowie nie byli w stanie podejmować niezbędnych działań, zapobiegających okrążaniu całych armii. Ofensywy o niespotykanej skali przebijały się przez nasze najbardziej wysunięte rubieże, pędziły głęboko na nasze tyły i odcinały wielkie skupiska ludzi i sprzętu, zmuszając złapane w sidła jednostki do masowych kapitulacji lub doprowadzając do ich unicestwienia.
W kotle bobrujskim, daleko na południe od naszych pozycji pod Juchnowem, nasze dywizje wpadły w pułapkę, zostały pokonane i zniszczone. Ci, którzy przeżyli te gigantyczne okrążenia z początków lipca 1944 roku, znaleźli się na ciernistej drodze do gułagów i obozów dla jeńców wojennych.
Powody, dla których zawalił się cały centralny odcinek frontu, były oczywiste. Mieliśmy zbyt mało żołnierzy, zbyt mało czołgów i zbyt mało środków, aby utrzymywać pod kontrolą przepastne rejony na wschodzie. Nasi główni decydenci z Berlina uparcie odmawiali zaakceptowania tego faktu. Na tym etapie wojny nie istniały już u nas dywizje, odpowiadające siłą jednostkom, które wywalczyły wcześniejsze zwycięstwa. W pułkach, które uprzednio składały się z trzech batalionów, teraz mieliśmy po dwa znacznie słabsze bataliony. Jednostki saperskie i artyleryjskie doświadczyły podobnego okrojenia, co było wynikiem strat poniesionych w boju i ogołocenia ich z personelu, który posłużył jako uzupełnienia dla dywizji piechoty.
W Niemczech, w granicach samej Rzeszy, w desperackiej próbie utrzymania wielu frontów, naciskanych przez coraz silniejszego przeciwnika, wciąż formowano nowe i nowe jednostki. W tym samym czasie stare dywizje, walczące na froncie od samego początku, nigdy nie otrzymały wystarczających uzupełnień, które mogłyby w pełni zrekompensować ciężkie straty, poniesione przez lata walki. Jednym z największych problemów, z jakimi borykali się żołnierze na poziomie pododdziałów bojowych, był fakt, że większość najbardziej doświadczonych oficerów i podoficerów wyginęła lub została wyeliminowana przez poważne zranienia i nie mogła już służyć razem z nami.
Ponadto, Wehrmacht tak naprawdę nigdy w pełni nie rozwinął ani nie nauczył się taktyki i sposobów dokonywania odwrotu. Niemieckiego żołnierza nauczono, aby postrzegał odwrót wyłącznie jako porażkę, z której nie odniesie żadnych korzyści. Nawet we wcześniejszym okresie, w Reichswehrze, studiowanie tego tematu i włączanie do toku szkolenia owej użytecznej taktyki w celu wykorzystywania jej z korzyścią dla nas, nie było pochwalane. Po 1936 roku z programu nauczania wojskowego wycofano nawet szkolenie w zakresie planowego odwrotu z bojem. Jedyne metody walki, które wbijano nam do głowy, zawierały się w dwóch słowach: ‘atakować’ i ‘stać’. W tym sensie Wehrmacht rozpoczął wojnę nieprzygotowany.
Czerwcowe i lipcowe załamanie się frontu grupy Armii ‘Środek’ doprowadziło do chaosu. Jaskrawym dowodem na bałagan był widok niezliczonych jednostek, które można było dostrzec na drogach i mostach, uciekających do tyłu i sprawiających wrażenie, że są pozbawione dowództwa i nie wiedzą, dokąd idą. W tym samym czasie widziało się inne, osłabione oddziały, które usiłowały przebić się przez te tłumy w kierunku linii frontu, by stawić opór naciskającemu przeciwnikowi.
Niektóre poturbowane jednostki ogarniała panika i płynęły na zachód wielką falą, pieszo i w pojazdach wszelakiej maści. Zamieszanie, spanikowani żołnierze, korkowanie się wszystkich przejezdnych dróg – wszystko to byłoby kiedyś uważane za scenariusz nie do pomyślenia, lecz teraz upadek dyscypliny i załamanie się porządku stały się rzeczywistością.”
Bibliografia: Gottlob Herbert Bidermann, „W śmiertelnym boju”.
Fotografia: kolumna Dywizji Wehrmachtu „Großdeutschland” na froncie wschodnim we wrześniu 1944 r. Na pierwszy planie czołg PzKpfw V Panther. Źródło: NAC / Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa / Gottert.
Subskrybuj:
Posty (Atom)