Zapomniane opowieści Lasu Ginie i Czarownica, odc. 3 Przekleństwo Daru Obfitości, punktowa eliminacja celów, oraz sprowadzenie Bestii, czyli baśni kożuchowskiej ciąg dalszy
Streszcienie poprzednich
Po rzuceniu klątwy przez Czarownicę z Włodek na Bachorzę miejscowa szlachta wypowiada otwartą wojnę Wiedźmie. Zbrojna wyprawa rusza docierając do jej Domostwa na skraju Puszczy. Sądząc, że Czarownica ukrywa się w swojej chatce podpala ją, by ta spłonęła w jej środku... w co wielu potem uwierzyło. Uczestnicy krucjaty przeciwko Złu wracając do domów ufni, że rozwiązali sprawę na zawsze, jednak w środku lata zaczynają się dziać dziwne i przerażające rzeczy, a kolejne klęski na miarę apokalipsy, jedna za drugą nawiedzać zaczynają okolicę i jej mieszkańców. Ci zdając sobie sprawę z tego, że jeśli nie przerwą ciągu nieszczęść czeka ich zagłada. Rusza druga wyprawa, której udaje się zamknąć Wrota Piekieł, które znajdowały się w miejscu spalonej chaty Czarownicy. Czary pogodowe i te związane z brutalnością natury ustają. Czy był to faktycznie koniec Czarownicy i jej działalności? Czy ta jedynie przyczaiła się i przeszła do bardziej wyrafinowanych metod zemsty, bo te bywają zaiste różne i nie muszą mieć natychmiastowych konsekwencji i obarczać winą wszystkich, a zatem...
...kiedy stopniowo czas zacierał skutecznie jawne ślady działalności Czarownicy, ta w skrytości przygotowywała specjalne czary, wywary, uroki, przekleństwa w zawaluowanej formule, były też i zwykłe rzeczy, które postanowiła wykorzystać do tych celów, czasem ofiary żądne władzy, chciwe bogactw same przychodziły i pchały się w jej szpony nie zdając sobie zupełnie sprawy, że za tą kobietą z którą mają właśnie do czynienia kryję się ta sama Czarownica, którą chcieli unicestwić i z którą toczono kilkadziesiąt lat wcześniej otwartą wojnę, taki miała teraz znakomity kamuflaż i tak w głowach potrafiła zamącić, że dopiero po nie w czasie do delikwentów miało to dotrzeć. Na pierwszy ogień poszedł dziedzic z Bachorzy ogarnięty Klątwą Bachora zmarł w mękach bezpotomnie, a jego dziedzictwo w lwiej części nie pomny ostrzeżeń przejął chciwy dziedzic miasta Sokołowa, zaś czar przeklętej ziemi sprawił że oszalał i na nim również skończył się tamtejszy ród wygasając po mieczu.
Jeśli myślicie, że to było najgorsze co ich spotkało to się mylicie, gdyż Zemsta Czarownicy dosięgała kolejnych uczestników Krucjaty, a najstraszniejszy los spotkał tych z południa, z ziemi zwanej Kozami. Bez męskiego potomka rozstał się ze światem wkrótce dziedzic Patrykoz, a po jego śmierci zaczęło grasować Monstrum, w które ów miał się przemienić, raz to przypomnające Diabelskiego Kozła, innym razem wielkiego Czarnego Barana, który porywał podróżnych i zostawiał głęboko w Puszczy na wpół przytomnych, na pewną śmierć z wyczerpania i głodu. Ów Potwór miał upodobać sobie szczególnie mocno obszar wokół Kożuchówka, gdzie znajdował się kościół parafialny, nie rzadko dokonując wypadów znacznie dalej i siał strach i przerażenie aż do czasów nam współczesnych na co są relacje naocznych świadków jego obecności jeszcze w ubiegłym stuleciu.
Cóż straszniejszego zapytacie niż stać się po własnej śmierci monstrum, które nigdy nie zazna spokoju i tego spokoju nie pozwoli mieć innym? Tak, faktycznie, ale bywają klątwy jeszcze bardziej przerażające chociaż na takie mogą nie wyglądać, uwierzcie nam. Nawet Błogosławieństwo Obfitości można tak przeinaczyć, że stanie się Przekleństwem Nadmiaru. Takie przeciwieństwo Klątwy Bachora tylko odwrócone na Klęskę Urodzaju, a w tym przypadku Urodzin i to w liczbach szokujących, stało się udziałem wielu miejscowych rodzin.
W tym konkretnym przypadku nasza Czarownica miała wezwać na pomoc swoje Czarne Siostry, gdyż moc potrzebna na jego przeprowadzenie musiała być ogromna, bo przecież czar miał działać przez kolejnych kilka stuleci. A to już nie przelewki. Czarownice miały się spotkać na Ostatnim swoim Wielkim Sabacie w tej okolicy jaki się tu odbył. Było to dokładnie w tym samym miejscu, gdzie wiele, wiele lat poźniej rozstawiał się ze swoim straganem żydowski kupiec i gdzie pod przykrywką handlu obwoźnego czegoś przez tyle lat szukał. Tak to miejsce przy Drodze zwanej potem Piekielną i tzw. Czarcich Wrotach, drugich. Pisaliśmy o tym wcześniej. Czarownice na tym Sabacie udzieliły mieszkańcom tej okolicy przeinaczinego Blogosławieństwa Obfitości... jego skutkiem było rozmnażanie się na potęgę, dzieci zaczęło przybywać lawinnowo i większość szczęśliwie osiągało dorosłość, co było w owych czasach praktycznie cudem nieosiągalnym. Miejscowa szlachta zaczęła rozdrobnić swoje majatki na marne kawałki, a ziemia nie była w stanie mimo to wyżywić wszystkich gęb. Nastały czasy ubóstwa, ba wręcz niektórzy z biedniejszych zaczęli głodować i musieli iść za chlebem w świat. Tak zamożne dawniej rycerstwo spadło do rangi biednej szlachty zaściankowej, a niektórzy nawet do stanu chłopskiego i Gołoty. Taki los spotkał wielu potomków i Krasnodębskich i Kożuchowskich i Kobylińskich i Błońskich, ba nawet Zawadzkich i Bogu Ducha Winnych Skorupków, a fala przeinaczinego Błogosławieństwa Obfitości rozlała się szeroko i daleko na wszystkie strony sięgając kolejnych parafii. Mowiono potem, że gdy Czarownice skończyły ten ostatni swój sabat pod Wlodkami tak wyczerpały moce, że straciły powloki cielesne i żeby nie zniknąć zupełnie przemieniły się w stado wron unosząc w powietrze, a stado rozerwał na wszystkie strony silny podmuch wiatru. Więc pogubiły się i długo potem szukały by wrócić do swoich właściwych postaci. Inni znowu twierdzili, że Czarownice po prostu ponownie zaczaiły się i schowały pomiędzy zwykłych ludzi, wśród których żyły i umierały przekazując swoją moc i cząstkę siebie kolejnym wcieleniom. Ostatnia z nich zaś miała mieszkać w Kożuchowie, w malutkim drewnianym domku, nie domku, na ogrodzie, przy drodze, tam gdzie teraz stoi przystanek autobusowy, kilkanaście metrów za nim. Mowiono, że miała mieć na imię Agnieszka i że zanim odeszła i zanim zmarła daleko od stron rodzinnych próbowała przekazać moc i siebie, innej w tej rodzinie, mowiono też że ta inna była na to nie gotowa i że to się nie udało i że doprowadziło do obłędu obie. Mowiono potem, że kiedy umarła ostatnia Czarownica, a było to w 1980 r. na niebie ciemną nocą przemknął rój meteorytów, mówiono że wielu mieszkańców to zjawisko widziało. Niewielu jednak mogło zaobserwować, że część z nich wcale nie spłonęła w atmosferze, a niektóre szczęśliwie dotarły na ziemię rozsypując się opodal wsi Włodki. A tylko wtajemniczeni wiedzieli, że to nie były meteoryty, że było to coś zupełnie innego, że były to Ziarna Mocy i że zostały na sposób magiczny zasiane i że teraz tylko trzeba czekać aż wyrosną i nabiorą siły i wiedzy o sobie. A czas ten właśnie nadszedł.
Tekst i mapka Dariusz M. Kosieradzki
Foto i ilustracja Patrycja D. Kosieradzka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz