ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 2 października 2024

Sokołów Podlaski BARWY MIASTA odc. 113

 

❤️ 600 na 600 Jubileusz
Sokołów Podlaski BARWY MIASTA odc. 113
Wielka powódź roku 1948. Kaprysy pogody i zmiana klimatu, czyli wkrótce nikt nie będzie bezpieczny, bo żywioł po niego przyjdzie wszędzie, gdzie by się nie schował
Patrząc się na ostatnie wydarzenie kolejnej z powtarzających się co kilkanaście lat serii wielkich powodzi na południu Polski, w tym konkretnym przypadku zaś na Dolnym Śląsku (wrzesień 2024) i oglądając rozmiar poczynionych przez nią zniszczeń jakie może spowodować wysoką falą spiętrzona do masy krytycznej woda, łamiąca na swej drodze przyboju zapory, mosty, rozmywająca bądź przelewająca się przez wały, zalewająca nawet do pierwszego piętra domy aż nie chce się wierzyć jaką moc ma ten żywioł. Powiecie, że Sokołów jest bezpieczny i nam to nie grozi? A do najbliższej rzeki Liwca jest kilkanaście kilometrów, a do Bugu jeszcze dalej, zaś nasza rzeczka Cetynia nawet nie powinna nazywać się rzeczką, bo to ledwie ciek wodny? Dobrze. Więc teraz opowiemy wam historię, która wydaje się być nieprawdopodobna, a jednak miała na prawdę miejsce latem 1948 roku i był to prawdziwy kataklizm na miarę lokalną sprzed osiemdziesięciu lat. Dziś już raczej zapomniany, choć są na jego potwierdzenie relacje świadków nawet przytaczanej przez historyków. Co takiego zatem stało się w sierpniu 1948 roku, że nasza Cetynia przemieniła się w prawdziwą rzekę i rozpostarła swoje ramiona na kilkadziesiąt metrów i zwiększając głębokość do niebezpiecznego stanu? A to, że stosunkowo niedaleko od miasta gdzieś w rejonie Bielan i Błonia oberwała się gigantyczna chmura ☁️ i w kilkanaście minut na obszar ten spadło całe, duże jezioro. Następnie te nieprzebrane ilości wody nie mogąc swobodnie wsiąknąć w ziemię popłynęły korytami miejscowych rzeczek a te stały się właśnie wspomnianą rzeką rozlewającą się szeroko, gdzie tylko na to pozwalało ukształtowanie terenu. Była właśnie niedziela. W Sokołowie po zniszczeniu podczas bombardowania w 1944 r. wciąż trwała odbudowa murowanej świątyni, więc wierni korzystali wtedy z drewnianego kościółka św. Rocha, który stał wówczas przy ul. Kosowskiej w pobliżu rzeczki Cetyni mając za sobą podbagnione łąki dawnego jej starorzecza. Ludzie byli w środku, na mszy i nie wiedzieli, że poziom wody wzrasta w zastraszającym tempie do momentu kiedy ta nie zaczęła przelewać się przez niedomknięte drzwi frontowe do wewnątrz zalewając kościółek. Naturalnie wszyscy wybiegli próbując uniknąć groźby utopienia, ratując się ucieczką na wyżej położone miejsca. Tak moi drodzy, to Cetynia wystąpiła z brzegów, a woda w niektórych partiach sięgała już metra. Wszystko zaś działo się tak szybko i niespodzianie, że zaskoczenie było zupełne. Zalaniu uległ i bulwar oraz sąsiadujące z nim posesje oraz krzyżówka ulic Wolności i Kosowskiej, ba woda sięgnęła Lipowej, zaś ulicę Siedlecką uczyniła nieprzejezdną. Żywioł pokazał swoją moc i choć krótkotrwały ale za to jaki intensywny, zbierając po drodze co się dało, uszkadzając mostki i niszcząc kładki, topiąc nawet mniejsze zwierzęta, które zamknięte lub przypięte nie miały jak przed nim uciec. Potem wysoka woda, jak szybko się pojawiła, tak szybko odeszła zostawiając w niżej położonych miejscach rozległe bajora i w wyższych błoto. Ta powódź, którą tu opisujemy zrobiła na mieszkańcach miasta Sokołowa piorunujące wręcz wrażenie. Szkody uprzątnięto szybko i kilka dni później już nie było najmniejszego śladu po apokaliptycznym, niedzielnym potopie, ale długo o nim pamiętano. Teraz już wiecie, że nawet Sokołów nie jest bezpieczny, kiedy pogoda wymyka się ze zwykłych ram, a co się stanie, gdy jeszcze my sami poprzez swoją działalność pomożemy zamienić jej charakter na bardziej złośliwy? Jeśli będziemy śmiać się z apelujących o opamiętanie naukowców? Co wtedy się stanie? Tak, to się stanie, żywioł wytrąconej z równowagi planety przyjdzie po nas, a jak nie po nas to po nasze dzieci lub wnuki, ale uwierzcie przyjdzie i znajdzie również tych co się przed nim chowają próbując uniknąć odpowiedzialności za to co zrobili.
Foto/Tekst Ewa K. Skarżyńska i Dariusz M. Kosieradzki

Brak komentarzy: