Po "cudownym" zwycięstwie nad Zulusami /w rzeczywistości to nie cud, lecz dobra taktyka i nieporównanie lepsza broń przesądziły o wyniku walki/ wydawało się, że ekspansja Burów wreszcie doczekała się tak długo wyczekiwanej boskiej przychylności. Notabene: tryumf z 16 grudnia aż do 1994 roku nazywany był Dniem Ślubowania - potem przemianowano go na Dzień Pojednania. Większy może "cud" wydarzył się, kiedy Burowie dotarli do siedziby króla Zulusów Mgungundlovu i znaleźli prócz zwłok Reliefa i jego towarzyszy również akt przyznający im Natal. Radość nie trwała jednak długo. Choć mieli dokument, Natal został w 1843 roku zaanektowany przez Brytyjczyków i większość Burów znowu wyruszyła na północ, do Transwalu, tłumiąc w sobie gniew. W krótkim okresie czasu powstało kilka niezależnych republik burskich, ale żadna z nich nie przetrwała zbyt długo. Jedynymi liczącymi się rywalami czarnej ludności i Brytyjczyków pozostały Wolne Państwo Orania i Republika Transwalu. Lata 1838-1854 pełne były zamieszek i konfliktów. Burowie wiedzieli czego chcą: ziemi i pokoju. Życzenia plemion murzyńskich były podobne. Rząd brytyjski, który dysponował najsilniejszą armia w tym rejonie świata, nie bardzo wiedział, czego właściwie chce. Brytyjscy urzędnicy państwowi w Afryce nie mieli często zielonego pojęcia, czy mają trzymać w ryzach Burów, wspierać Murzynów, umacniać brytyjskie posiadłości, czy też anektować nowe kolonie. Orania znajdowała się w stanie nieustającej wojny z potężnymi plemionami Basotho, czasem mogąc liczyć na wsparcie ze strony Brytyjczyków, czasem nie. Ostatecznie w 1871 roku Brytyjczycy zaanektowali ziemie Basotho, a Transwal borykał się odtąd głównie z problemami wewnętrznymi. Wyłaniali się wciąż nowi przywódcy, powstawały oderwane republiki uwikłane w wojnę domową, aż wreszcie w 1864 roku Paul Kruger /w latach 1883-1900 prezydent Republiki Południowej Afryki/ zdecydowanie położył temu kres.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz