W nocy z 4 na 5 maja 1943 roku we wsi Kąty pow. Krzemieniec chłopi ukraińscy przełamali obronę Polaków w kościele i dokonali ich rzezi. Relacjonuje brat zakonny Cyprian: „Przewielebny Ojcze, zdarza się sposobność przesłania paru słów przez osobę, która uchodzi przed nożami Ukraińców. Co się tutaj teraz dzieje, to brak słów na opis tych rzezi i mordów, popełnianych na polskich rodzinach. Opisy z „Ogniem i Mieczem” Sienkiewicza lub „Pożogi” Kossak-Szczuckiej bledną wobec wypadków obecnych. /.../ Zaraz po świętach w wioskach koło Szumska wymordowano do 600 Polaków, reszta schroniła się do Krzemieńca. Potem uderzono na Kuty, była to najliczniejsza parafia w powiecie krzemienieckim (4 tys. dusz). Gdy zaczęto mordować, ludność schroniła się do kościoła wraz z księdzem proboszczem. W kościele broniono się przez jedną noc, w ciągu dnia kobiety z dziećmi uszły do Krzemieńca, w kościele zostali mężczyźni, by go bronić – następnej nocy naszły liczniejsze hordy, kościół zburzono, a 200 Polaków w nim wyrżnięto. Z całej parafii nie została ani jedna dusza. Kościół licealny w Krzemieńcu obrócono na mieszkanie dla tych uchodźców, potem Niemcy zabrali młodych do robót do Niemiec, a starzy cierpią skrajną nędzę. Z początkiem maja schroniło się do nas dwóch księży proboszczów z Oleksińca i Kołodna. W oleksińskiej parafii już prawie wyrżnięto i zrabowano wszystkich Polaków, proboszcz, nie mając co robić, wyjechał wczoraj od nas do Generalnego Gubernatorstwa, kołodeński – również. Prawie codziennie widać łuny – palą osiedla Polaków, a tych, którzy nie uciekli, mordują w bestialski sposób. /.../ Uchodźcy wszyscy uciekają do Wiśniowca, gdzie w klasztorze żyją w opłakanych warunkach i cierpią straszną nędzę. Aż serce się kraje na widok tej nędzy i opowiadań o niej. Co rano przychodzą wieści – tam zabito, tam zrabowano, tam znów spalono dom wraz z ludźmi. I tak dzień po dniu upływa w męce i naprężeniu nerwów, bo nie ma wątpliwości, że gdy załoga niemiecka opuści Wiśniowiec (zamek), to pierwszej nocy wszyscy Polacy będą wymordowani. /.../ Jakie jest tutaj nasze życie, to z tego opisu Wielebny Ojciec sobie wystawi – jesteśmy gotowi na śmierć, bo trzeba by cudu Bożego i szczególnej opieki Matki Boskiej, byśmy z tej pożogi unieśli całe głowy. Bardzo więc prosimy o święte modlitwy, by Pan Jezus się zlitował i uspokojenie nastąpiło, bo naprawdę straszne przeżycia przechodzą tutejsi Polacy, których całą winą jest to, że się urodzili Polakami i są katolikami, bo nawet tych Ukraińców, którzy w czasach polskich przyjęli katolicyzm, mordują”. (1943, 21 czerwca – Pismo Delegata R.G.O. w Krakowie do Prezesa R.G.O. w Krakowie. Zawiera informacje dotyczące mordów na Wołyniu i problemu uchodźców z tego terenu. W załączeniu list zakonnika – brata Cypriana z Wiśniowca na ten temat. W: APKr, DOKr 16, s. 3-7). „ W czasie naszego wymarszu w Szumsku pozostało a po kilku dniach wróciło do Kątów dwóch starców i dwóch chorowitych mężczyzn. Wkrótce wszystkich Ukraińcy pomordowali na ich własnych podwórkach - pogorzeliskach. W naszej okolicy byli nieliczni wyznawcy sekty „Świadkowie Jechowy”, którzy myśleli, że ich nie ruszą. Również wszyscy w liczbie 16 osób zostali zamordowani, a były to rodziny z przewagą dzieci.” (Fragment opracowania Feliksa Jasińskiego „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego W latach 1939-1945”; w: 27wdpak.btx.pl/samoobrona/417 ).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz