Roman Dmowski - erudyta, znający 9 języków (o czym pisze autor w cytowanej książce). Pan Roman chwalił się z dumą wybitnemu intelektualiście, Gilbertowi Chestertonowi, że jego ojciec był brukarzem z Kamionka, oraz tym, że chodnik po którym szli w Warszawie układał jego ojciec.
PrzewodzikKsiążkowy (wypisy)
„Roman, urodzony 9 sierpnia 1864 r., był trzecim z kolei synem Walentego i Józefy Dmowskich. We wczesnym dzieciństwie wątły i chorowity, z czasem nabrał sił, bawiąc się z innymi dziećmi nad Wisłą. Umysłowo rozwijał się szybko. Jak utrzymywał po latach, czytać nauczył się sam, mając 5 lat; do książek zaś zdradzał taki zapał, że ojciec, w obawie o jego zdrowie, wypędzał go na dwór. Gorzej szło mu w szkole, zwłaszcza średniej, i właściwie niewiele brakowało, by edukacja szkolna Romana zakończyła się podobnie jak jego starszych braci.
W gimnazjum powtarzał klasę drugą, trzecią i czwartą. „Łobuzowałem się”, mówił po latach o tym epizodzie swojego życia. Z tego, co wiadomo o domu Dmowskich, nie wynika, żeby mógł stamtąd wynieść głębsze zainteresowania umysłowe, co mogło nie być bez znaczenia. Przy braku motywacji do nauki ani perswazja, ani kary cielesne aplikowane przez ojca nie były w stanie wiele zmienić.
Trzeba wreszcie pamiętać, że szkoła była rosyjska. W pozostawionych w rękopisie notatkach Ignacego Chrzanowskiego znajduje się opis kilku charakterystycznych epizodów, m. in. starcia z nauczycielem, któremu Roman naraził się, mówiąc, że szkoła leży w Polsce, oraz opis męki, jaką było dlań pisanie rosyjskich wypracowań: „był wypadek, kiedy zasiadł w domu do pisania o 10 wieczorem i zasnął przy stole z piórem w ręku, nie napisawszy […] ani słowa”.
Edukacja Dmowskich przypadła na czas forsownej rusyfikacji szkolnictwa w Królestwie. Jedynie w szkółce elementarnej na Pradze, gdzie w 1871 r. Roman rozpoczął naukę, była ona jeszcze prowadzona po polsku; z językiem rosyjskim jako wykładowym zetknął się już po roku, gdy przeniesiono go do trzyklasowej szkoły miejskiej na rogu ulic Bednarskiej i Dobrej. Tak naprawdę jednak presję rusyfikacyjną odczuł dopiero w szkole średniej. Przejawiała się ona nie tylko we wprowadzeniu języka rosyjskiego jako wykładowego, ale także rzutowała na cały system wychowawczy szkoły, stanowiący produkt samowładnie rządzonego państwa.
Z wielu wspomnień, zgodnych w swej ogólnej wymowie, wyłania się obraz instytucji skrajnie autorytarnej i represyjnej, poddającej swych wychowanków inwigilacji, niszczącej naturalne więzi3 — i między uczniami, i ze starszym pokoleniem — obrażającej uczucia młodzieży, krzewiącej donosicielstwo i konformizm. „Co się nie nagnie — napisał później Dmowski — to szkoła złamie, bo siła jej i panowanie nad wychowańcami jest nieograniczone”.
Presję szkoły szczególnie dotkliwie odczuwała młodzież pochodząca ze środowisk gorzej sytuowanych, dla której poważnym problemem były już wydatki związane z koniecznością powtarzania roku, ewentualne zaś usunięcie ze szkoły i „wilczy bilet” w ogóle przekreślały szanse dalszej edukacji. Zgodnie z informacją pochodzącą z cytowanej broszury Dmowskiego, w 1889 r. w III Gimnazjum w Warszawie (tym samym, które ukończył zaledwie trzy lata wcześniej) jedynie czterech uczniów uzyskało matury — około 3% rocznika, który osiem lat wcześniej rozpoczął w niej naukę.
Rygorystyczna surowość pedagogów miała różne źródła. Korespondowała z polityką oświatową ultrakonserwatywnego państwa, kierującą się przeciw aspiracjom młodzieży pochodzącej spoza kręgu tradycyjnych elit — chociaż akurat w zachodnich guberniach cesarstwa społeczne ostrze polityki szkolnej tonowała traktowana priorytetowo walka z polskością.
W sytuacji, gdy — jak w Gimnazjum III — znaczną część kadry nauczającej stanowili jeszcze Polacy, dbałość o wysoki poziom szkoły stanowić mogła dla nich rodzaj alibi wobec władz szkolnych. Podawana w sposób pamięciowy, powiązana ściśle z wynaradawianiem i polityczną indoktrynacją, wiedza przedstawiała się w oczach młodzieży mało zachęcająco; zamiłowanie nią mogło pojawić się dopiero z czasem, w miarę wykształcania się motywacji właściwych ludziom dojrzałym.
Tak właśnie rzeczy się miały w przypadku Romana Dmowskiego. Zgodnie z sugestią jego biografa, Romana Wapińskiego, poprawa wyników w nauce mogła się wiązać z początkami aktywności narodowej Dmowskiego. On sam w późniejszych wspomnieniach wiązał przełom w swoim życiu z rozmową z ojcem, kiedy uświadomił sobie współodpowiedzialność za własne losy. Miał wówczas szesnaście lat i zrobiło mu się szkoda czasu, który niepotrzebnie stracił.
Począwszy od klasy piątej nie miał już kłopotów z nauką, zyskując opinię ucznia nie tylko bardzo zdolnego, ale i pracowitego. Wyróżniał się w języku polskim, pasjonowała go łacina. Jego szkolny kolega, Stanisław Czekanowski, odnotował w swoich wspomnieniach łatwość, z jaką Roman przyswajał sobie języki obce, jego znakomitą pamięć oraz ostry język.
Zainteresowania umysłowe Romana kształtował, podobnie jak u całego jego pokolenia, pozytywizm. Studiowano dzieła Herberta Spencera, Historię cywilizacji w Anglii Henry’ego Thomasa Buckle’a, Dzieje rozwoju umysłowego Europy Johna Williama Drapera i wielu innych modnych wówczas autorów; czytano warszawski „Przegląd Tygodniowy” oraz „Prawdę”.
Zaspokojenie rozbudzonych potrzeb intelektualnych nie było możliwe w ramach szkoły — nie zezwalającej na korzystanie z książek spoza wąskiego spisu lektur — co, w połączeniu z duchem buntu właściwym młodemu wiekowi, sprzyjało tworzeniu się konspiracyjnych kółek, początkowo głównie samokształceniowych, z czasem coraz wyraźniej się upolityczniających”.
Krzysztof Kawalec „Roman Dmowski. Biografia”, Poznań 2016
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz