I żeby nie było, nie mam nic przeciwko koszyczkom. Tym bardziej, że ja również idę tylko z koszyczkiem.
W Wielką Sobotę dokonuję się poświęcenia ognia i wody i ta woda dawniej służyła do wielu zabiegów o charakterze ochronnym. Dla przykładu podam tylko, że na Podlasiu wlewano ją do studni aby czerpać z niej czystą, smaczną wodę oraz aby się w niej nic nie zalęgło.
Zrobiłem sobie zresztą mały przegląd obyczajów związanych z Wielką Sobotą posiłkując się zapisem etnograficznym z wielu regionów naszego kraju i zdecydowałem się, parafrazując słowa kardynała S. Wyszyńskiego, że "właściwie w Wielką Sobotę należałoby "pisać" (w miejsce mówić) jak najmniej..."
Odniosę się zatem tylko do załączonego zdjęcia. Poświęcenie pokarmów było (i mam nadzieję, że wciąż jest) obrzędem istotnym i nie traktowano go li tylko w wymiarze symbolicznym. Święcono zazwyczaj wszystkie pokarmy, które przygotowano na święta. Dlatego - patrz pierwsze zdanie wpisu. Poświęcenie pokarmów odbywało się w kościele, ale także, jak zresztą widzimy na zdjęciu, we dworze, pod kapliczką a czasem u najbogatszego gospodarza.
Z poświęconymi pokarmami (np skorupki jaj, sól) rzecz jasna, również wiązały się pewne zabiegi o charakterze magicznym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz