Instytut Pamięci Narodowej

Janusz Korczak – do końca w służbie dzieciom

18 lipca 1942 roku w Domu Sierot prowadzonego w warszawskim getcie przez Janusza Korczaka odbył się niezwykły spektakl. Podopieczni „Starego Doktora” wystawili sztukę Rabindranatha Tagore „Poczta”. Przedstawienie sprzed 81 lat było ostatnim radosnym przeżyciem dzieci przed śmiercią w komorze gazowej.

Janusz Korczak był lekarzem, teoretykiem i praktykiem wychowania, pisarzem oraz działaczem społecznym, który stawiał siebie na
granicy kultury polskiej i świata żydowskiego. W 1912 r., wraz ze Stefanią Wilczyńską, założył w Warszawie Dom Sierot. W 1940 r. przeniesiono go na obszar niemieckiego getta dla Żydów.

Podczas okupacji Korczak i Wilczyńska w skrajnie trudnych warunkach starali się nie tylko zapewnić dzieciom minimum egzystencji, ale też budować w nich pozytywne emocje. Miało temu służyć m.in. adaptacja sztuki hinduskiego pisarza, laureata nagrody Nobla.

„Poczta” to utwór o umierającym chłopcu, który jest odizolowany od świata. Bohater o imieniu Omal z wielką dzielnością znosi swój los, ale znajduje siłę w kontakcie z innymi ludźmi i to on zapala w ludziach, którzy narzekają na swój los, siłę do innego, optymistycznego spojrzenia na świat.

Nie wiadomo, czy Korczak wiedział już, że dni jego podopiecznych i wszystkich mieszkańców getta są policzone. 22 lipca Niemcy rozpoczęli wielką akcję wywożenia wszystkich, którzy nie są im przydatni, do pracy do obozu zagłady w Treblince, gdzie byli natychmiast mordowani. W szczytowym okresie w warszawskim getcie zamkniętych było około 450 tysięcy ludzi. Po wywózce, która zakończyła się we wrześniu 1942 r., zostało tylko 60 tysięcy.

5 lub 6 sierpnia 1942 r. wychowawcy i ich podopieczni z Domu Sierot zostali poprowadzeni na Umschlagplatz, skąd bydlęcymi wagonami odjechali do Treblinki. Korczak mówił dzieciom, że nie powinny się martwić; że jadą na letnisko.

Irena Sendlerowa tak zapamiętała ostatnią drogę Korczaka i jego podopiecznych:
„Był już wtedy bardzo chory, a mimo to szedł wyprostowany, z twarzą przypominającą maskę, pozornie opanowany: Szedł przodem tego tragicznego pochodu. Najmłodsze dziecko trzymał na ręku, a drugie maleństwo prowadził za rączkę. We wspomnieniach różnych osób jest tak, a w innych inaczej, co nie znaczy, że ktoś się myli. Trzeba tylko pamiętać, że droga z Domu Sierot na Umschlagplatz była długa. Trwała cztery godziny”.

Marsz dzieci na Umschlagplatz jest jednym z najdramatyczniejszych momentów niemieckiej okupacji w Polsce. Doktor Korczak, podobnie jak inni wychowawcy Domu Sierot, towarzyszyli dzieciom do tragicznego końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz