Z cyklu Semper Iuncti
600 na 600 Jubileusz
Sokołów Podlaski BARWY MIASTA odc. 80
Jego zamożność baron Stanisław Lesser, drugi z obiecanych Stasiów bogaczy, a ten nie tylko rublami, bo i na czekach obrotny człowiek się przecież wzbogaci, czyli Cukrownia w rękach Maklera Giełdowego
Chyba większość z nas, a napewno wszyscy ze starszego pokolenia bez wyjątku zostali i to nie raz obdarzeni przez dziadków lub rodziców epitetem w stylu "ty leserze jeden za robotę byś się wziął". Działo się to wtedy, gdy była potrzebna nasza pomoc, a my zajmowaliśmy się wtedy jakimiś nieistotnymi dla nich rzeczami, względnie niczym. Później taki młody człowiek długo myślał, że ów "leser" to chodzi o lenia jakiegoś do którego właśnie został przyrównany. Mało tego nawet, że jest nicponiem, obibokiem i tak leser stał się przezwiskiem w mowie potocznej a przecież słowo to miało początkowo mówić, o kimś co to ma mądrą głowę i zaradny jest i umie z mądrości korzystać, a nie tylko z rąk. Ach nie myślcie sobie od razu, że to dlatego was tak nazywano i że to krecia robota naszego barona Leserra co to kupił w l. 70 XIX w. Cukrownię i trząsł całą naszą okolicą i nie tylko nią. Nazwisko ewidentnie pochodzi z języka niemieckiego i oznacza dosłownie "czytelnika", czyli kogoś kto czyta. Leser=Czytelnik. A jak czyta to i pisze i rachować umie, czyli Mądrego Człowieka. W poprzednim odcinku wspomnieliśmy o tym, że nasz baron został po 1873 r. właścicielem i to jedynym Fabryki Cukru w Elżbietowie na Przeździatce. Teraz najwyższa pora nieco przybliżyć tą arcyciekawą postać, która zapisała się również i na kartach historii Sokołowa. Stanisław Lesser, a raczej Szmul, bo tak miał początkowo na imię urodził się w 1817 r. w Warszawie w rodzinie żydowskiej Lewiego Yechudy Leiby Lessera, syna Abrahama z Leszna i jego żony Żanety Levy. Ojciec przyszłego barona był kupcem I Gildii, założycielem Domu Handlowego. Matką naszego przyszłego barona była zaś Róża Loewenstein, zresztą była to bardzo liczna rodzina, bo mieli dwanaścioro dzieci, a nie jednego Szmula więc od początku sprawdzał się w rywalizacji i współdziałaniu. Trzeba zaznaczyć, że jego ojciec i matka byli do końca swoich dni wyznania mojżeszowego, w odróżnieniu od Szmula, który stał się chrześcijaninem i Stanisławem, och nie dlatego, że nagle uwierzył w Chrystusa, ale ze zwykłego wyrachowania, takie były czasy, że jako chrześcijanin miał większe możliwości i wiele niedostępnych drzwi się otwierało. Taki czy inaczej Stanisław Lesser poszedł swoją drogą którą poszerzył z drogi krajowej na międzynarodową autostradę. Został bankierem, przedsiębiorcą i udziałowcem. W latach poprzedzających zakup naszej Cukrowni, czyli 1865 - 1873 szefem szefów Giełdy Warszawskiej, a i potem się jej nie wyrzekł aż do 1888 r. będąc aktywnym członkiem komitetu giełdowego. Jak został baronem, czyli po naszemu hrabią? A zwyczajnie kupił tytuł? Kto sprzedał? A pamiętacie jak pisaliśmy, że jego żoną była Emilia Hirschendorf. A co to ma do rzeczy? A to że Hirschendorf pochodzili z Turyngii. I co? I tam mieli dalej koneksje i tam pewien książę w małym księstwie, książę krwi z Wettinów, tych samych co August II Mocny, tyle że już dużo mniej mocnych, z księstwa Sachen Meiningen (to jeszcze nie koniec pełnej nazwy)... i Hildburghausen ofiarował Stanisławowi Lesserowi, nie za darmo rzecz jasna, ale za kasę i szlachectwo i tytuł hrabiowski. Tak na scenie polityczno ekonomicznej pojawił się baron Stanisław Lesser, który nawet konsulem bywał i peruwiańskim i generalnym saksońskim i sasko - weimarskim i bawarskim, a książę Albert mu nawet medal
sam osobiście do poły fraka przypinał. Oj miał kasy nasz baron jak lodu w zimę skoro go tak wszędzie hołubili. Ze związku ze wspomnianą Emilią Hirschendorf miał też dziewięcioro dzieci i też tam barony były bo tytuł przecież dziedziczny. Wrócimy jednak z kosmosu na ziemię czyli do Sokołowa i na Przeździatkę, czyli do Elżbietowa, a konkretnie Cukrowni. To dzięki nakładom finansowym poczynionym przez barona Leserra unowocześniono fabrykę zmieniając m.in technologię produkcji na system dyfuzyjny, utrzymując się pomimo dużej konkurencji na czele producentów, utrzymując zatrudnienie na dotychczasowym pułapie, co zaowocowało w 1883 r. Złotym Medalem na wystawie w Moskwie i uprawniało do zagranicznego handlu, czyli cały świat stał otworem przed wysokiej jakości cukrem z Przeździatki pod Skołowem i fabryka rozwijała się dalej nawet po śmierci barona w 1890 r. kiedy przejęły ją jego dzieci i niech zaświadczą o tym dane z 1894 r. zatrudnienia, czyli było już 648 pracowników. I bynajmniej nie było to ostatnie słowo jakie nasza cukrownia miała do powiedzenia o sobie w najbliższej przyszłości, ale to już zupełnie inna historia, do której jeszcze powrócimy w swoich opowieściach o przeszłości Sokołowa.
Foto/Tekst Ewa K. Skarżyńska i Dariusz M. Kosieradzki





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz