AUTOR: KS. KRYSTIAN MALEC · LUT 17, 2018
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś Mu usługiwali.
Po uwięzieniu Jana przyszedł Jezus do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. (Mk 1,12-15)
Biblia zna wiele przykładów ludzi, których Pan poddał próbie, aby sprawdzić ich wiarę: Abraham, Jeremiasz, Hiob itd. Żydzi mawiali nawet tak: „Najświętszy, niech będzie błogosławione Jego imię, nie wynosi człowieka do godności, zanim go uprzednio nie wypróbuje i nie zbada. Jeśli wytrzyma chwilę pokuszenia, wówczas podnosi go do godności”.
Święty Marek, w przeciwieństwie do pozostałych synoptyków, czyli Mateusza i Łukasza, nie podaje nam szczegółowej relacji z kuszenia. Jego opis jest bardzo zwięzły: „Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana”. Jezus rozpoczyna czas próby chwilę po tym, jak stanął wśród grzeszników nad Jordanem, aby przyjąć chrzest z rąk swojego starszego o sześć miesięcy kuzyna – Jana (chociaż będąc Bogiem nie potrzebował żadnego oczyszczenia). Ale to nie był koniec Jego jednoczenia się z naszym losem. Będąc kuszonym i zwyciężając szatana, jednocześnie pokazuje nam w jaki sposób my mamy stawiać czoła atakom złego ducha.
Wiem, że nikt z nas nie lubi, gdy przychodzą na niego pokusy, ale utopią jest myśleć, że będą one nas omijać. Pokusa jeszcze nie jest grzechem i nie ma co panikować, gdy zapuka do naszych drzwi! Powiem więcej, pokusa może stać się okazją do rozwoju. Ocenie moralnej podlega to co z nią zrobimy, tzn. czy podejmiemy walkę i wygrywając umocnimy się w cnocie czy raczej bezrefleksyjnie się jej poddamy i pozwolimy, aby przerodziła się w grzech.
Czas próby był koniecznością w życiu Jezusa, zanim zaczął najważniejsze trzy lata w dziejach całego wszechświata. Podobnie jest z nami. Uczeń, który chciałby iść inną drogą niż jego mistrz, tak naprawdę nie ma prawa nazywać się uczniem. Nasz Zbawiciel potrzebował odosobnienia i zmierzenia się z atakami szatana, aby móc później dokonać dzieła zbawienia. Ale – co bardzo ważne – Jezus poszedł na pustynię w mocy Ducha Świętego (właśnie On kryje się pod pierwszym słowem dzisiejszej perykopy, a nie zły duch) i z ciągle brzmiącym w Jego uszach głosem Ojca, że jest Jego umiłowanym synem, w którym ma upodobanie. Myślę, że właśnie ta świadomość była dla Niego największą siłą w czasie walki z Przeciwnikiem.
Dla nas także Wielki Post powinien być czasem pustyni i zmagania się ze sobą. Piszę o powinności, bo decyzja i tak ostatecznie zależy od każdego z nas. Jeśli tylko zechcemy, Bóg może nas podczas tego wymagającego, ale i pięknego czasu wewnętrznie umocnić, odnowić i niesamowicie rozwinąć. Bardzo ważne jest jednak, aby stawać do walki w mocy Ducha Świętego, bo jeśli będziemy polegać jedynie na sobie, szatan już może zacierać ręce z zadowolenia.
Jak to zrobić, żeby walczyć w mocy Ducha? Odpowiedź jest bardzo prosta: trzeba rozpocząć Wielki Post od spowiedzi. -Tylko tyle? Mógłby ktoś zapytać. -Tak. Tylko i aż tyle. Nie czekajmy ze spowiedzią aż do ostatniej chwili, aż do Wielkiego Tygodnia. Jeśli pozwolimy Bogu oczyścić naszą duszę, będziemy mogli – mówiąc kolokwialnie – „wyciągnąć z tych dni” znacznie więcej, bo serce będzie od samego początku wolne od grzechu ciężkiego. Wtedy tak jak Jezus staniemy naprzeciw pokus w mocy Ducha Świętego i Bóg w tym świętym czasie będzie mógł w nas i dla nas zrobić wiele dobrego.
Konkret na dzisiaj: zrób dobry rachunek sumienia i idź do spowiedzi, a potem daj się wyprowadzić Duchowi na pustynię.
Niech Cię błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec i Syn i Duch Święty +
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz