Dariusz Kubiak
Dzisiaj rocznica bitwy pod Koronowem (10 października 1410 r.)., w której Krzyżacy dostali srogi łomot - chociaż naszych było mniej. Bitwę dwukrotnie przerywano - aby jak nakazywał obyczaj rycerski za zgodą stron, trochę odpocząć, wymienić konie i pozbierać rannych. Po wszystkim wziętych do niewoli rycerzy - gości król zaprosił na wystawną ucztę, aby przekonać ich, że Polacy nie są barbarzyńcami, jak to przedstawiała nas propaganda krzyżacka. Potem … obdarował ich i wypuścił do domów. Per saldo takie postępowanie ogromnie się opłaciło, bo rozeszła się po Europie wieść o srogich w boju, acz szlachetnych Polakach i nie traktowano już tak lekko krzyżackich bajęd - przez co znacząco mniej gości służyło odtąd czarnym krzyżom.
Tak pisał o tym starciu Henryk Sienkiewicz w „Ongi i dziś”.
"Walczono tak jakiś czas, aż wreszcie zbrakło oddechu w piersiach ludziom i koniom. Bitwa poczęła mdleć, albowiem omdlały ręce i zdrętwiały ramiona. "Wówczas stało się - mówi kronikarz - że jakby za wzajemną zgodą przerwano bój i oba wojska wykrzyknęły, aby chwilowy uczynić rozejm." Jakoż za znakiem trąb rozjechały się wrogie zastępy na parę stajań, każdy ku swoim wozom. Tam rycerze zsiadłszy z koni pozdejmowali potrzaskane zbroje i nastała chwila spoczynku.
Lecz wkrótce całe ich gromady pospieszyły z obu stron na pobojowisko, aby oglądać własne czyny i nieść ratunek swoim rannym. Tam zbliżywszy się Niemcy i Polacy poczęli przypatrywać się sobie wzajem, potem podziwiać się, potem podchodzić jeszcze bliżej, aż wreszcie z jednej i z drugiej strony wyciągnęły się ku sobie, prawie mimo woli, drżące jeszcze z wysiłku prawice.
-Cześć Niemce, waszemu męstwu! - huknęli polscy rycerze.
-Cześć wam! - odpowiedzieli Niemcy - Lwie serca biją wam w piersiach i nie znajdziecie równych w chrześcijaństwie!
-Naleźliśmy równych, potykając się z wami.
-Chwała wam!
-Chwała i wam!
Tak wysławiwszy się z obu stron, poczęli szukać rannych, zbierać ich, cucić i oddawać przyjaciołom i krewnym. A gdy pachołkowie odwieźli rannych i omdlałych do dwu obozowisk, rycerze pozostali jeszcze, by dalej świadczyć sobie usługi - i nuż poznawać się: "Tyś walczył ze mną!" - "Ja z tobą"..., nuż ściskać się, obwiązywać co lżejsze rany, obcierać jedni drugim pot i kurzawę. Posłano po konie zdobyczne, by oddać je sobie wzajemnie, a potem po jadło i wino. "Rzekłbyś - mówi kronikarz - dwa bratnie wojska się zeszły, które łączy przyjaźń i miłość.
Aż trąby przerwały nagle biesiadę dając znać, że rozejm skończony. Rycerze zamienili ostatnie uściski, po czym rozbiegli się ku wozom. Tam, gdy giermkowie podociągali im rzemienie na zbrojach i pozamykali im głowy w hełmy stalowe, siedli znów na koń i ruszyli do nowej bitwy. Bój rozgorzał tym razem jeszcze straszliwiej, albowiem każda strona usiłowała dowieść, że godna jest pochwał przeciwników”
Opisany przez Długosza i Sienkiewicza rozejm jest jak najbardziej faktem historycznym. Co ciekawe po jakimś czasie, kiedy dalej nie było rozstrzygnięcia drugi raz przerwano walkę. Dopiero w trzecim starciu, kiedy Jaśko Naszan z Ostrowic herbu Topór zdobył nieprzyjacielską chorągiew, szyki krzyżackie pękły i wojsko Küchmeistra rzuciło się do ucieczki. Sam wójt oraz wielu jego rycerskich gości dostało się do niewoli. Zwycięstwo Polaków było totalne. Wygrali choć doborowy przeciwnik był prawie dwukrotnie liczniejszy i zaczynał bitwę z lepszej pozycji. Koronowo to ewenement w historii europejskiego średniowiecza. Nie znam drugiej takiej bitwy, w który walczące strony zarządzałyby dwukrotny rozejm i traktowały siebie z wyszukaną wręcz dwornością i rycerskością, właściwą raczej dawnym eposom a nie brutalnym i krwawym starciom rzeczywistych wojen. Co ciekawe Jagiełło po bitwie wydał dla pojmanych rycerzy gości wspaniałą ucztę, w trakcie której usługiwali im ich polscy przeciwnicy – „…nie jako niewolników, ale jako miłych gości ich przyjął, w strapieniu pocieszył, hojnie obdarzył i do domów bez okupu wrócić pozwolił”.
Na grafice M. Szyszki Jaśko Nasza z Ostrowic herbu Topór, który zdobył w tej bitwie główną chorągiew krzyżacką.
Tak pisał o tym starciu Henryk Sienkiewicz w „Ongi i dziś”.
"Walczono tak jakiś czas, aż wreszcie zbrakło oddechu w piersiach ludziom i koniom. Bitwa poczęła mdleć, albowiem omdlały ręce i zdrętwiały ramiona. "Wówczas stało się - mówi kronikarz - że jakby za wzajemną zgodą przerwano bój i oba wojska wykrzyknęły, aby chwilowy uczynić rozejm." Jakoż za znakiem trąb rozjechały się wrogie zastępy na parę stajań, każdy ku swoim wozom. Tam rycerze zsiadłszy z koni pozdejmowali potrzaskane zbroje i nastała chwila spoczynku.
Lecz wkrótce całe ich gromady pospieszyły z obu stron na pobojowisko, aby oglądać własne czyny i nieść ratunek swoim rannym. Tam zbliżywszy się Niemcy i Polacy poczęli przypatrywać się sobie wzajem, potem podziwiać się, potem podchodzić jeszcze bliżej, aż wreszcie z jednej i z drugiej strony wyciągnęły się ku sobie, prawie mimo woli, drżące jeszcze z wysiłku prawice.
-Cześć Niemce, waszemu męstwu! - huknęli polscy rycerze.
-Cześć wam! - odpowiedzieli Niemcy - Lwie serca biją wam w piersiach i nie znajdziecie równych w chrześcijaństwie!
-Naleźliśmy równych, potykając się z wami.
-Chwała wam!
-Chwała i wam!
Tak wysławiwszy się z obu stron, poczęli szukać rannych, zbierać ich, cucić i oddawać przyjaciołom i krewnym. A gdy pachołkowie odwieźli rannych i omdlałych do dwu obozowisk, rycerze pozostali jeszcze, by dalej świadczyć sobie usługi - i nuż poznawać się: "Tyś walczył ze mną!" - "Ja z tobą"..., nuż ściskać się, obwiązywać co lżejsze rany, obcierać jedni drugim pot i kurzawę. Posłano po konie zdobyczne, by oddać je sobie wzajemnie, a potem po jadło i wino. "Rzekłbyś - mówi kronikarz - dwa bratnie wojska się zeszły, które łączy przyjaźń i miłość.
Aż trąby przerwały nagle biesiadę dając znać, że rozejm skończony. Rycerze zamienili ostatnie uściski, po czym rozbiegli się ku wozom. Tam, gdy giermkowie podociągali im rzemienie na zbrojach i pozamykali im głowy w hełmy stalowe, siedli znów na koń i ruszyli do nowej bitwy. Bój rozgorzał tym razem jeszcze straszliwiej, albowiem każda strona usiłowała dowieść, że godna jest pochwał przeciwników”
Opisany przez Długosza i Sienkiewicza rozejm jest jak najbardziej faktem historycznym. Co ciekawe po jakimś czasie, kiedy dalej nie było rozstrzygnięcia drugi raz przerwano walkę. Dopiero w trzecim starciu, kiedy Jaśko Naszan z Ostrowic herbu Topór zdobył nieprzyjacielską chorągiew, szyki krzyżackie pękły i wojsko Küchmeistra rzuciło się do ucieczki. Sam wójt oraz wielu jego rycerskich gości dostało się do niewoli. Zwycięstwo Polaków było totalne. Wygrali choć doborowy przeciwnik był prawie dwukrotnie liczniejszy i zaczynał bitwę z lepszej pozycji. Koronowo to ewenement w historii europejskiego średniowiecza. Nie znam drugiej takiej bitwy, w który walczące strony zarządzałyby dwukrotny rozejm i traktowały siebie z wyszukaną wręcz dwornością i rycerskością, właściwą raczej dawnym eposom a nie brutalnym i krwawym starciom rzeczywistych wojen. Co ciekawe Jagiełło po bitwie wydał dla pojmanych rycerzy gości wspaniałą ucztę, w trakcie której usługiwali im ich polscy przeciwnicy – „…nie jako niewolników, ale jako miłych gości ich przyjął, w strapieniu pocieszył, hojnie obdarzył i do domów bez okupu wrócić pozwolił”.
Na grafice M. Szyszki Jaśko Nasza z Ostrowic herbu Topór, który zdobył w tej bitwie główną chorągiew krzyżacką.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz