Powstaniec wychodzi po ciężkiej wędrówce kanałami wprost w ręce Niemców. Wyraz jego twarzy mówi wszystko. On już wie , że czeka go tylko śmierć.
Podziemny system kanałowy zapewniał Powstańcom możliwość przejścia między odciętymi od siebie dzielnicami.
Powstańcy Warszawscy, którzy w trakcie walk trafili do kanałów, wspominają je dzisiaj jako jedno ze swoich najgorszych przeżyć. Brudne, ciemne i śmierdzące niejednemu uratowały jednak życie.
Szło im opornie. Wyczerpani kilkoma tygodniami walk, dźwigający broń i rannych, miejscami musieli przemieszczać się niemal na czworaka, niektóre fragmenty kanałów miały zaledwie po 1,5 metra wysokości. Z wodą wlewającą się wraz z nieczystościami do butów ledwo podnosili nogi.
Z kolejnymi pokonanymi metrami natykali się na coraz więcej przeszkód. Wielu powstańców przed nimi porzucało swój ekwipunek. Trzeba było bardzo uważać, aby o coś się nie potknąć. O coś, albo o kogoś. W jednym miejscu nosze z rannym leżały wprost w kanale. W wodzie. Ktoś tam porzucił tego człowieka… Martwych znajdowali w kanale regularnie.
Dla wielu taki widok okazał się nie do zniesienia. Nie wytrzymywali psychicznie. Wystarczył impuls, jak zbyt wysoki poziom wody, żeby wpadli w panikę. Reszta musiała natychmiast ich uspokajać, żeby nie zaczęli wrzeszczeć. Bano się, że mogą usłyszeć to Niemcy. Ci czekali na górze przy włazach, które co jakiś czas otwierali, wrzucając do środka granaty. Najmniejszy hałas mógł nas zdradzić.
Autor zdjęcia : Niemcy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz