ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 18 marca 2024

Kornel Makuszyński o Ukraińcach mordujących Polaków w 1918 roku


"Po trzynastu dniach oblężenia Armia Czerwona, złożona w większości z prorosyjskich Ukraińców, zajęła Kijów. W mieście i okolicy zaczęły się samosądy i zbiorowe egzekucje na ludziach, którzy nie dość entuzjastycznie przyjmowali nową władzę. Wspomnienia z tamtego czasu Makuszyński opublikował już w wolnej Polsce w książce „Radosne i smutne". „»Graduszczyj cham« upił się krwią i brodził w niej po kolana, krwiooki, uśmiechnięty paralitycznie, przemożny, rozjuszony, wściekłe bydlę, urwane z łańcucha, oszalałe w rozpędzie" – tak pisał o ukraińskiej dziczy mordującej cywilizację, o straszliwych rezunach, dla których głównym przykazaniem było niesienie śmierci ludziom z dworów. Nawet tym, którzy wcześniej leczyli ich i kształcili. Wzywali lekarza, by pomógł rodzącej kobiecie, a gdy nie był już potrzebny, zabijali go. „Skazani kopali najpierw sami dla siebie groby, potem stawiano ich nad brzegiem dołu i strącano weń uderzeniem kuli" – wspominał. Pisał o ludziach zabijanych na ulicy tylko dlatego, że nosili buty, które spodobały się uzbrojonym bandytom. Ludziach mordowanych dla samej rozkoszy mordowania. O dworach plądrowanych dla radości niszczenia, książkach palonych z nienawiści do wiedzy. Zwyczajne mordowanie nie wystarczało, pisał, oprawcy prawdziwą rozkosz znajdowali dopiero w wyłupywaniu oczu, wycinaniu języków, w rozpruwaniu brzuchów kobietom. A kiedy zabrakło już ludzi, ich dworów i książek, z tym samym okrucieństwem torturowali, a potem zabijali zwierzęta, których jedyną winą było to, że należały do przeklętych panów. „Jakaś straszliwa żądza krwi zalała te straszne, ohydne, dzikie mózgi". Zapamiętał na całe życie karawany liczące po kilkadziesiąt chłopskich furmanek zaprzęgniętych w woły, a na każdym z wozów zbitą ze zwykłych desek trumnę pokrytą gałązkami jedliny. „Tak grzebano swoje ofiary, wrogie bowiem rozkładały się po parkach i ogrodach" – pisał. Funt chleba wart był wtedy więcej niż ludzkie życie. Plądrowano sklepy i magazyny, na ulicach ostrzeliwały się uzbrojone po zęby oddziały samozwańczej milicji i straży obywatelskiej, a czasem zwykli bandyci. Najbardziej cierpieli na tym zwykli przechodnie. Można było próbować wzywać na pomoc „prawdziwą władzę", ale zwykle było to bezskuteczne: „Praktyczniej jednak było dać się obrabować".
Zdjęcie

Brak komentarzy: