Karol Kobyliński nabył Sokołów w1808 r. na publicznej licytacji od sądowej masy upadłościowej Ogińskich, co było jak najbardziej legalne urzędowo ale zwyczajowo już nie do końca zwłaszcza, że miasto po raz pierwszy w swojej kilkusetletniej tradycji zmieniło właściciela w ten właśnie sposób. W podtekście tego zdarzenia kryło się dodatkowo wiele niedomówień i niepewności co do istniejącej do tej pory sytuacji i relacji pomiędzy nowym właścicielem a mieszkańcami miasta. Głównie chodziło tu o akceptację przywilejów miejskich z dawnych czasów, czyli regulacji obowiązków obu stron względem siebie, czynszów, ulg, opłat w tym tych zwyczajowych lub nadzwyczajnych i szeregu innych drobnostek, które dla mieszczan wcale takimi drobiazgami nie były. Objawy wzrosły, kiedy Kobyliński dał wyraźnie znać, że nie wszystkie wcześniejsze umowy z dawnymi właścicielami będą go obowiązywać. Kolejną sprawą mającą wpływ na wytworzenie się spory była nowa konstytucja nadana przez Napoleona Księstwu Warszawskiemu, która podnosiła rangę stanu mieszczańskiego o szczebel wyżej dając złudne w przypadku miast prywatnych większe możliwości decydowania o sobie mieszkańców i prawne możliwości domaganie się egzekwowania od właściciela przepisów, co było wcześniej nie do pomyślenia. Po trzecie nowy właściciel Karol Kobyliński nie był przecież wszechwładnym magnatem z czasów I Rzeczypospolitej. Różnica pomiędzy jego możliwościami a takich jak Ogińscy, Krasińscy, Radziwiłłowie, czy Kiszkowie była ogromna. Dla porównania jak pomiędzy sklepem osiedlowym, a siecią supermarketów. Dodatkowo Kobyliński wywodził się przecież z miejscowej szlachty, niedalekich sąsiadów dóbr sokołowskich, a na przełomie XVIII i XIX w. większość wsi szlacheckich była już kompletnym zaściankiem, Kobylany niewiele od tego wizerunku odbiegały. Pośród rzeszy ubogiej szlachty co prawda wyróżniały się rodziny zamożniejsze, posiadające po kilka wiosek i to raczej ich części oraz niewielkich folwarków ale to było wszystko czym dysponowały. Widać od razu przepaść pomiędzy cenzusem majątkowym takiego szlachcica a bogactwem i prestiżem arystokracji. Nie ukrywajmy zatem i tego, że Kobyliński gonił za pieniądzem i uprawiał zachłanną politykę ekonomiczno handlową w celu szybkiego wzbogacenia się i rychło zastosował ją względem sokołowskich mieszczan, a że miał i zdolności, i koneksje rychło odczuli to oni na własnej skórze. Ale że Kobyliński nie był żadnym księciem, a jedynie pazernym, dawnym dzierżawcą nie wzbudzał takiego respektu. Ośmieleni zatem mieszczanie postanowili dać czynny odpór szlachetce i mało tego skonsolidowali się, czyli trzy różne miejskie nacje katolicy, unici i żydzi połączyli w tym celu siły mimo rozbieżności własnych wewnętrznych interesów bo wróg wspólny, jak nic potrafi zjednoczyć dawnych przeciwników. Tyle, że okazało się iż Karol Kobyliński jest nie lada mistrzem i przecież nie jednego już wcześniej ograł w handlowego pokera, o czym mieszczanie w ferworze zdawali się zapominać dufni w swoją ilość i zdeterminowani do granic możliwości. Kobyliński wreszcie zrozumiał po niewczasie, że wygrać może tylko wtedy jak rozbije jedność mieszczan a to wymagało czasu i środków. Nie uprzedzajmy jednak kolejnych zdarzeń. Pokażemy je po kolei, gdyż zanim konflikt pomiędzy stronami osiągnął apogeum w okolicy zachodziły ważne wydarzenia. Miasto w1809 r. w dużej części spłonęło. W 1812 r. Wielka Armia Napoleona, której część przemaszerowała przez Sokołów przeprawiła się starymi przeprawami na Bugu i pomaszerowała na Moskwę. W kolejnym roku 1813 rozbite oddziały francuskie wycofały się na zachód a do Sokołowa znów wkroczyli Rosjanie. Wreszcie nadszedł 1815 r. i sytuacja po Kongresie Wiedeńskim ustabilizowała się geopolitycznie. Mieszczanie postanowili działać i wytoczyć przeciw Karolowi Kobylińskiemu największe działa. Co z tego wynikło już w kolejnym odcinku.
Foto/Tekst Ewa K. Skarżyńska i Dariusz M. Kosieradzki





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz