Średnie ceny energii elektrycznej na rynku spot w 2024 roku. Co pokazuje, a czego nie pokazuje ta mapa?
Po pierwsze widzimy, że Polska ma jedne z najwyższych cen energii elektrycznej w UE. Jeszcze kilka lat temu byliśmy w średniej unijnej. Na przykład w latach 2017-19, a w 2021 roku taniej niż u nas było tylko w państwach skandynawskich.
Rok 2022 był specyficzny i tu pokazała się odporność naszego systemu opartego o własne zasoby i mniejsze uzależnienie systemu energ. od cen gazu, ponieważ mieliśmy najniższe ceny prądu w całej UE (nie licząc państw skandynawskich).
Po drugie na mapie widać znaczną różnicę cen między Skandynawią a resztą UE. To skutek udziału stabilnych OZE w tamtejszym systemie (zwłaszcza Szwecja i Norwegia). Jednak nie chodzi o źródła pogodozależne, ale o stabilnie elektrownie wodne. Z hydroenergetyki w Norwegii wytwarza się prawie 90% energii, a w Szwecji 40%. Do tego Szwedzi mają elektrownie jądrowe, które zapewniają dalsze 30% zapotrzebowania na energię elektryczną. 7% to energia z biomasy. Dopiero resztę miksu stanowią paliwa kopalne i niestabilne OZE. Takich warunków naturalnych do rozwoju hydroenergetyki inne kraje mogą tylko pozazdrościć.
Po trzecie mapa wskazuje, że najwyższe ceny mają Włochy, których miks energetyczny w dużej mierze zależny jest od gazu (38% konsumpcji) oraz importu energii na poziomie ponad 16%(!) za 2023 rok.
Po czwarte zaznaczają się wyższe ceny na wschodzie UE, w tym w Polsce. Kraje te są bardziej uzależnione od paliw kopalnych i mają mniejszy udział energetyki jądrowej w miksie niż np. Francja. Na zachodnią część UE (nie wliczając Skandynawii) przypada 69 reaktorów jądrowych, na wschodnią 15. Tu wyraźnie widać wpływ opłaty ETS podbijającej koszty wytworzenia energii.
Są jeszcze oczywiście inne czynniki wpływające na koszty wytworzenia energii takie chociażby jak jakość zarządzania spółkami energetycznymi, przyjętymi strategiami rozwoju czy dostępnością surowców i technologii.
Czego nie pokazuje ta mapa?
O ile import paliw kopalnych ma wpływ na niezależność energetyczną i ceny energii, to import komponentów i surowców do tzw. zeroemisyjnej transformacji energetycznej również.
To, czego mapa nie pokazuje to stopnia ryzyka geopolitycznego uzależnienia UE od importu komponentów i surowców z Chin. Wystarczy, że w Pekinie zapadnie decyzja o spowolnieniu lub wstrzymaniu dostaw metali ziem rzadkich czy wafli krzemowych (Chiny odpowiadają aż za 97 proc. dostaw wafli dla globalnego przemysłu PV) do produkcji paneli słonecznych i mamy w UE gigantyczny kryzys w ciągu zaledwie kilku lat.
Tylko w przypadku produkcji wafli krzemowych chiny mają zdolności produkcyjne na poziomie około 500 GW. Cała reszta świata zbliża się dopiero do wartości 20 GW.
Chwilowe pozornie niższe ceny w zachodniej części UE to tak naprawdę odsunięcie kosztów w czasie (koszty utylizacji, ponownego montażu wiatraków i fotowoltaiki, koszty utrzymania stabilności systemu itd.). Do tego w pakiecie idzie wytransferowanie znacznej części własnego emisyjnego przemysłu poza UE, w tym miejsc pracy i know how, oraz ryzyko szantażu ze strony całkowicie niezależnych od UE Chin. Tych kosztów mapa również nie pokazuje.
Podsumowując, stabilne wytwarzanie energii elektrycznej w oparciu własne zasoby i technologie jest nie do przecenienia zarówno pod względem ekonomicznym, jak i politycznym.
Pod względem ekonomicznym należy zapewnić stabilne dostawy energii w stabilnych cenach. Biznes nie lubi znacznych wahań kosztów, a UE od kilku lat zapewnia gospodarce nieustanną niepewność w tej kwestii. Z kolei niezależność energetyczna to odporność na zewnętrzne zawirowania, naciski i szantaże. To wzmocnienie własnej pozycji na arenie międzynarodowej, w tym zwiększenie własnego bezpieczeństwa.
Dlatego obecny model transformacji energetycznej należy odrzucić. Jest on jedynie niekompletną kalką modelu państw zachodniej części UE i wypadkową wpływów tych państw i korporacji chcących zarabiać na kopiowaniu przez Polskę złych rozwiązań.
Polska nie ma tak dobrych warunków hydrologicznych jak górzysta Norwegia z licznymi ciekami wodnymi.
My w swoim miksie powinniśmy mieć zarówno węgiel, jak i biomasę oraz geotermię, z której można wyciągnąć więcej korzyści, niż wielu mogłoby się wydawać. Wszystko to mamy na miejscu, a do tego możemy mieć w niedługim czasie własny prototyp reaktora wysokotemperaturowego HTGR.
Problemem jest jedynie brak woli politycznej do przekierowania strumienia środków z wydatków nieefektywnych (np. fotowoltaika i wiatraki) na takie, które zapewnią nam tanią i stabilną energię oraz większą niezależność gospodarczą i polityczną (geotermia, HTGR- polski atom, biomasa, węgiel pod różnymi postaciami).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz