Dlaczego w Polsce nie mamy filozofów – a w każdym razie filozofów polskich?
Bo zamiast tworzyć własne pytania, importujemy cudze odpowiedzi.
Od wieków polska inteligencja żyje na kredyt intelektualny. Raz z Paryża, raz z Berlina, raz z Nowego Jorku. Uczymy się systemów, które powstały w innych językach, w innych realiach, dla innych ludów. Potem nakładamy je jak kalkę na własną rzeczywistość – i dziwimy się, że nic się nie zgadza.
Filozofia to nie jest kolekcja cytatów z zachodnich profesorów. Filozofia zaczyna się tam, gdzie człowiek pyta o sens tego, co sam przeżywa. A polscy filozofowie zbyt często wolą tłumaczyć cudze pytania niż stawiać własne.
To dlatego mamy tysiące komentarzy do Heideggera, ale nikt nie stawia pytań o sens polskiej historii. To dlatego rozpisujemy się o Foucault, ale nie mamy własnej refleksji nad polską wolnością. To dlatego cytujemy Nietzschego, ale nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego polska rodzina przetrwała zabory i komunizm.
Nie mamy filozofów polskich, bo nie wierzymy, że polskie doświadczenie jest warte filozofii.
A to doświadczenie trzeba nie tylko spisać i opisać, ale także wytłumaczyć światu – zdecydowanie jest tego warte.
Pytanie tylko kto się tego podejmie – bo przecież nie urzędnicy akademiccy z uniwersyteckich wydziałów filozofii, odziedziczonych po poprzednim systemie i stworzonych przecież nie po to żeby służyć Polskości…
A dopóki będziemy myśleć cudzym językiem, zawsze będziemy peryferią cudzej myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz