Dziś, podczas obchodów rocznicy zagłady Huty Pieniackiej zaczepili mnie turyści z Hiszpanii.
Zapytali, jaka to uroczystość. Najpierw myśleli, że chodzi o Zbrodnie Katyńską.
Odpowiedziałam, że upamiętniamy ofiary jednego z najmniej znanych ludobójstw w Europie: mordów na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Potocznie znanej jako “Volhynian massacre”.
Przez kilkanaście minut opowiadałam im o ponad 100 tysiącach zamordowanych Polaków, o spalonych wsiach, o ludziach zabijanych tylko dlatego, że byli Polakami. O bólu rodzin, które do dziś nie mogą godnie pochować swoich bliskich i o powoli rozwiązywanym problemie ekshumacji i godnego pochówku. O historii mojej rodziny i o moim stowarzyszeniu. Słuchali w ciszy, w szoku, że nigdy wcześniej o tym nie słyszeli.
To pokazuje, jak wiele jeszcze pracy przed nami ale też, że coś się zmienia. Dzięki kontaktom z mediami zagranicznymi z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Francji czy Holandii pamięć o ofiarach zaczyna przebijać się do świadomości świata. To już przestaje być najmniej znane ludobójstwo.
Rodzinom ofiar nie chodzi o politykę.
Chodzi o prawdę, pamięć i godny pochówek.
O to, by świat wiedział, co się stało i by ofiary nie były bezimienne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz