Od młodości związany z morzem, najaktywniejsze lata swego życia przeżył w odrodzonej Polsce. Jako dowódca Floty – twardy i bezkompromisowy. Osobiście wziął na siebie odpowiedzialność za decyzję o kapitulacji Helu 2 października 1939 r.
Dyscyplina, obowiązkowość, lojalność, godność osobista – dla niego nie były to frazesy. Wymagał tych cech zarówno od podwładnych, jak i przede wszystkim od siebie. Niezłomność swego nieposzlakowanego charakteru potrafił wpoić swym podwładnym, a swe doświadczenie i zalety marynarskie przekazać młodszym pokoleniom naszych marynarzy. Bez admirała Unruga nie byłaby nasza Marynarka Wojenna, taka, jaką poznali ją nasi sprzymierzeńcy, a odczuli nasi wrogowie w drugiej wojnie światowej, tak się wyraził o swoim przełożonym kmdr por. Ludwik Lichodziejewski, były dowódca niszczyciela eskortowego Kujawiak i niszczyciela Błyskawica w latach 1941 – 1945. Kim był ten niezwykły człowiek, człowiek, którego imię z szacunkiem wymawiał każdy marynarz, a jego postawa podczas obrony Wybrzeża w 1939 r., a przede wszystkim w niewoli budzi podziw?
Dlaczego Unrug pokochał morze?
Józef Michał Hubert Unrug urodził się 7 października 1884 r. w Brandenburgu nad rzeką Hawelą, jako długo oczekiwane dziecko gen. mjr. Tadeusza Gustawa Unruga (1834−1907) i hrabianki Izydory von Bünau (1851−1923), w rodzinie kochających i szanujących się nawzajem rodziców. Miał niecodzienne dzieciństwo – z matką mówił po niemiecku, z obojgiem rodziców po francusku, a języka polskiego uczył się od ojca. Chociaż Unrugowie wywodzili się ze starego rodu niemieckich baronów, generał królewskiej pruskiej gwardii nie ukrywał swej polskiej tożsamości. Jego starsi bracia – Ludwig i Kazimierz brali wszak udział w powstaniach narodowych w 1848 (pod Miłosławiem k. Wrześni) i 1863 r. (pod Kołem), walcząc pod biało-czerwonym sztandarem. Mimo bliskich kontaktów z bratem kajzera Wilhelma I, także Tadeusz Unrug (był wieloletnim adiutantem brata cesarza, stąd bliskie kontakty z dworem w Berlinie) nie wyrzekł się polskości.
Chłonny wiedzy kilkuletni Józek z wypiekami na twarzy oglądał albumy z rycinami polskich żołnierzy w mundurach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego oraz przysłuchiwał się opowieściom ojca o losach stryjów, którzy zginęli w imię obrony polskości. Podczas tych spotkań nie brakowało okazji do rozmów o historii polskiego oręża.
W domowej biblioteczce, która była obficie zaopatrzona w polską literaturę, było też wiele polskich książek historycznych. Z intencją zaszczepienia chłopcu poczucia przynależności do polskiego narodu i przywiązania do ojczystej mowy, ojciec posyłał syna na lekcje języka do znajomych polskich emigrantów w Dreźnie. Miało to uchronić syna przez zniemczeniem. W tym to czasie generał został przeniesiony z brandenburskiego garnizonu do Drezna, stolicy Saksonii leżącej we wschodniej (dziś, wtedy środkowej) części Niemiec nad Łabą.
Józef Unrug rozpoczął edukację w 1891 r., gdy w wieku 7 lat zaczął uczęszczać do szkoły elementarnej (podstawowej) Müller-Gelinekschen Realschule w Dreźnie.
W rodzinnym domu odebrał chrześcijańskie wychowanie, dorastając wśród niemieckich rówieśników. Wyrósł na chłopca karnego, zdyscyplinowanego, powściągliwego i małomównego. Procentowało surowe wychowanie – wyrobiony w dzieciństwie charakter wzmocnił jego psychikę. Trzy lata później Józef rozpoczął trwającą od 1894 do 1904 r. naukę w Vitzthumschen Gymnasium (Gimnazjum im. Vitzthuma von Eckstadta, szlachcica z Turyngii) w Dreźnie. Tam zdał maturę, a za postępy w nauce języka francuskiego otrzymał w nagrodę książkę.
Jako nastolatek – wzorem wielu młodzieńców – zaczytywał się powieściami podróżniczymi i awanturniczymi. Nauka geografii oraz lektury rozpostarły przed chłopięcą wyobraźnią mapę wielkiego świata. Opisy oceanicznych rejsów oraz fascynujące przygody ludzi morza na pokładach żaglowców, coraz mocniej skłaniały Józefa do realizacji młodzieńczych marzeń. Postanowił zostać marynarzem. Pierwszy impuls przyszedł już w wieku 11 lat, zaraz po lekturze francuskiej książki morskiej Claire-Julie Pascalis de Nanteuil – „Capitaine” (Paris 1888), w której główny bohater, chłopiec okrętowy podróżował po świecie. Pokaz modeli statków na basenie w Dreźnie zauroczył kilkunastoletniego gimnazjalistę światem żagli i pary. Kolejnym bodźcem, który popchnął Unruga na morze były barwne opowieści starszego kuzyna, Tadeusza Swinarskiego, który służył na statkach handlowych.
Szansą pracy na morzu była dla Józefa Unruga służba w Kaiserliche Marine. Od kilku lat dokonywał się jej niezwykły szybki rozwój. W latach 1898 i 1900 Reichstag uchwalił dwie ustawy przewidujące zbudowanie w najbliższych latach kilkudziesięciu ciężkich okrętów. W 1904 r. nowoczesna flota cesarska liczyła 16 okrętów liniowych, 8 pancerników obrony wybrzeża, 6 dużych i 24 małe krążowniki oraz około 100 torpedowców. Zgodnie z ustawą, do 1918 r. Hochseeflotte miała posiadać aż 38 pancerników!
Jednak plany spragnionego morskich przygód młodzieńca kłóciły się z oczekiwaniem rodziców, którzy odkąd zamieszkali w Sielcu k. Żnina (na terenie dawnej Wielkopolski), uważali, że ich starszy syn powinien poświęcić się studiom agronomicznym, najbardziej przydatnym w zarządzaniu rodzinnym majątkiem. Zmęczonemu życiem generałowi sprawowanie dozoru nad gospodarstwem uniemożliwiał podeszły wiek i pogarszający się stan zdrowia. Ojciec nie pochwalał decyzji Józefa, który w ostatnim roku nauki w gimnazjum wyraził chęć kontynuowania edukacji w szkole morskiej. Zostało to odebrane jako krok zarówno wbrew rozsądkowi, jak i rodzinnej tradycji kawaleryjskiej. Tadeusz Unrug obawiał się też, że syn podczas służby w Cesarskiej Marynarce szybko ulegnie niemieckim wpływom. Podejrzewał, nie bez racji, że pod presją środowiska Józef podda się wynarodowieniu. Najwidoczniej jednak zdecydowane stanowisko Józefa uznał za wystarczająco dojrzałe i gruntownie przemyślane, gdyż w końcu uległ jego argumentom i pod koniec 1903 r. wystosował stosowne pismo do Oberkommando der Marine (Naczelne Dowództwo Marynarki Wojennej) z prośbą o przyjęcie syna do Marineakademie w Kilonii.
Chłonny wiedzy kilkuletni Józek z wypiekami na twarzy oglądał albumy z rycinami polskich żołnierzy w mundurach Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego oraz przysłuchiwał się opowieściom ojca o losach stryjów, którzy zginęli w imię obrony polskości. Podczas tych spotkań nie brakowało okazji do rozmów o historii polskiego oręża.
W domowej biblioteczce, która była obficie zaopatrzona w polską literaturę, było też wiele polskich książek historycznych. Z intencją zaszczepienia chłopcu poczucia przynależności do polskiego narodu i przywiązania do ojczystej mowy, ojciec posyłał syna na lekcje języka do znajomych polskich emigrantów w Dreźnie. Miało to uchronić syna przez zniemczeniem. W tym to czasie generał został przeniesiony z brandenburskiego garnizonu do Drezna, stolicy Saksonii leżącej we wschodniej (dziś, wtedy środkowej) części Niemiec nad Łabą.
Józef Unrug rozpoczął edukację w 1891 r., gdy w wieku 7 lat zaczął uczęszczać do szkoły elementarnej (podstawowej) Müller-Gelinekschen Realschule w Dreźnie.
W rodzinnym domu odebrał chrześcijańskie wychowanie, dorastając wśród niemieckich rówieśników. Wyrósł na chłopca karnego, zdyscyplinowanego, powściągliwego i małomównego. Procentowało surowe wychowanie – wyrobiony w dzieciństwie charakter wzmocnił jego psychikę. Trzy lata później Józef rozpoczął trwającą od 1894 do 1904 r. naukę w Vitzthumschen Gymnasium (Gimnazjum im. Vitzthuma von Eckstadta, szlachcica z Turyngii) w Dreźnie. Tam zdał maturę, a za postępy w nauce języka francuskiego otrzymał w nagrodę książkę.
Jako nastolatek – wzorem wielu młodzieńców – zaczytywał się powieściami podróżniczymi i awanturniczymi. Nauka geografii oraz lektury rozpostarły przed chłopięcą wyobraźnią mapę wielkiego świata. Opisy oceanicznych rejsów oraz fascynujące przygody ludzi morza na pokładach żaglowców, coraz mocniej skłaniały Józefa do realizacji młodzieńczych marzeń. Postanowił zostać marynarzem. Pierwszy impuls przyszedł już w wieku 11 lat, zaraz po lekturze francuskiej książki morskiej Claire-Julie Pascalis de Nanteuil – „Capitaine” (Paris 1888), w której główny bohater, chłopiec okrętowy podróżował po świecie. Pokaz modeli statków na basenie w Dreźnie zauroczył kilkunastoletniego gimnazjalistę światem żagli i pary. Kolejnym bodźcem, który popchnął Unruga na morze były barwne opowieści starszego kuzyna, Tadeusza Swinarskiego, który służył na statkach handlowych.
Szansą pracy na morzu była dla Józefa Unruga służba w Kaiserliche Marine. Od kilku lat dokonywał się jej niezwykły szybki rozwój. W latach 1898 i 1900 Reichstag uchwalił dwie ustawy przewidujące zbudowanie w najbliższych latach kilkudziesięciu ciężkich okrętów. W 1904 r. nowoczesna flota cesarska liczyła 16 okrętów liniowych, 8 pancerników obrony wybrzeża, 6 dużych i 24 małe krążowniki oraz około 100 torpedowców. Zgodnie z ustawą, do 1918 r. Hochseeflotte miała posiadać aż 38 pancerników!
Jednak plany spragnionego morskich przygód młodzieńca kłóciły się z oczekiwaniem rodziców, którzy odkąd zamieszkali w Sielcu k. Żnina (na terenie dawnej Wielkopolski), uważali, że ich starszy syn powinien poświęcić się studiom agronomicznym, najbardziej przydatnym w zarządzaniu rodzinnym majątkiem. Zmęczonemu życiem generałowi sprawowanie dozoru nad gospodarstwem uniemożliwiał podeszły wiek i pogarszający się stan zdrowia. Ojciec nie pochwalał decyzji Józefa, który w ostatnim roku nauki w gimnazjum wyraził chęć kontynuowania edukacji w szkole morskiej. Zostało to odebrane jako krok zarówno wbrew rozsądkowi, jak i rodzinnej tradycji kawaleryjskiej. Tadeusz Unrug obawiał się też, że syn podczas służby w Cesarskiej Marynarce szybko ulegnie niemieckim wpływom. Podejrzewał, nie bez racji, że pod presją środowiska Józef podda się wynarodowieniu. Najwidoczniej jednak zdecydowane stanowisko Józefa uznał za wystarczająco dojrzałe i gruntownie przemyślane, gdyż w końcu uległ jego argumentom i pod koniec 1903 r. wystosował stosowne pismo do Oberkommando der Marine (Naczelne Dowództwo Marynarki Wojennej) z prośbą o przyjęcie syna do Marineakademie w Kilonii.
Nauka i służba w Kaiserliche Marine
1 kwietnia 1904 r. Józef Unrug stawił się w kilońskiej uczelni. Świadectwo potwierdzające jego wyniki w nauce zostało zaakceptowane i po egzaminie ze sprawności fizycznej, niespełna 20-letni Unrug został zakwaterowany wraz z innymi kandydatami na kadetów w okazałym, czterokondygnacyjnym budynku uczelni, która była kuźnią przyszłych oficerów niemieckiej marynarki wojennej. Oprócz potwierdzającej zadowalający stan zdrowia opinii lekarskiej (brak zawrotów głowy, dobry słuch, brak kłopotów z wymową i dobry wzrok), każdy kandydat musiał dodatkowo zaliczyć półgodzinną próbę wytrzymałościową w wodzie. Poza tym, rodzice musieli podpisać oświadczenie, że poniosą wszystkie koszta związane z umundurowaniem i wyposażeniem syna. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w latach 1899 – 1900 wyekwipowanie kadeta morskiego kosztowało około 800 marek, a miesięczny dodatek na jego utrzymanie – kolejnych 40. W Niemczech na taki wydatek mogli pozwolić sobie tylko nieliczni.
11 maja 1904 r. Unrug (w dokumentach niemieckich – Josef von Unruh), już jako kadet morski, wziął udział w blisko jednorocznym rejsie praktykanckim na byłej korwecie parowo-żaglowej, wtedy fregacie (Kreuzerfregatte) 82-metrowej Stosch o wyporności 2994 t. Okręt szkolny (d-ca kmdr von Dassel) wyruszył z praktykantami w rejs po Bałtyku, Morzu Północnym i Morzu Śródziemnym. Pierwszym portem do którego zawinęła fregata był Sztokholm, a następnie Bergen, gdzie okręt inspekcjonował cesarz Wilhelm II, dalej Ceuta i Konstantynopol.
Unrug dobrze znosił trudy morskiej żeglugi. Radził sobie z nauką przedmiotów ścisłych, z łatwością też przyswajał sobie języki obce, szczególnie francuski i angielski. Po powrocie do portu w Kilonii 31 marca 1905 r., komendant Marineakademie przeprowadził inspekcję okrętu. Bezpośrednio po zakończeniu trwającego 325 dni rejsu słuchacze, którzy spędzili w morzu 222 dni, zostali poddani egzaminowi. Każdy otrzymał zestaw kilkudziesięciu pytań z teorii, następnie musiał wykazać się wiedzą praktyczną. Sprawdziany były trudne, nie wszystkim udawało się je zaliczyć; w celu wyłonienia najlepszych kandydatów na oficerów akademia stosowała rygorystyczną selekcję. Unrug pierwszy rok nauki zakończył z czwartą lokatą.
11 maja 1904 r. Unrug (w dokumentach niemieckich – Josef von Unruh), już jako kadet morski, wziął udział w blisko jednorocznym rejsie praktykanckim na byłej korwecie parowo-żaglowej, wtedy fregacie (Kreuzerfregatte) 82-metrowej Stosch o wyporności 2994 t. Okręt szkolny (d-ca kmdr von Dassel) wyruszył z praktykantami w rejs po Bałtyku, Morzu Północnym i Morzu Śródziemnym. Pierwszym portem do którego zawinęła fregata był Sztokholm, a następnie Bergen, gdzie okręt inspekcjonował cesarz Wilhelm II, dalej Ceuta i Konstantynopol.
Unrug dobrze znosił trudy morskiej żeglugi. Radził sobie z nauką przedmiotów ścisłych, z łatwością też przyswajał sobie języki obce, szczególnie francuski i angielski. Po powrocie do portu w Kilonii 31 marca 1905 r., komendant Marineakademie przeprowadził inspekcję okrętu. Bezpośrednio po zakończeniu trwającego 325 dni rejsu słuchacze, którzy spędzili w morzu 222 dni, zostali poddani egzaminowi. Każdy otrzymał zestaw kilkudziesięciu pytań z teorii, następnie musiał wykazać się wiedzą praktyczną. Sprawdziany były trudne, nie wszystkim udawało się je zaliczyć; w celu wyłonienia najlepszych kandydatów na oficerów akademia stosowała rygorystyczną selekcję. Unrug pierwszy rok nauki zakończył z czwartą lokatą.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz