Na początku rewolucji agrarnej wszyscy dali się ponieść euforii. A po kilku latach dopadła ich rzeczywistość: nie wystarczy podziwiać ziemię jak kwiat, trzeba na niej pracować albo jej nie ruszać. Wielu tych czarnych osadników bezskutecznie wyczekiwało obiecanej przez rząd pomocy w postaci nasion, nawozów i maszyn. Większość z poprzednich gospodarzy zachowała prawny tytuł własności ziemi bez szans na przekazanie prawa do ziemi obecnym czarnym użytkownikom. Bez aktu własności nie mogli oni używać ziemi jako zabezpieczenia spłaty kredytów niezbędnych do zakupu, maszyn, paliwa, nawozów i nasion. Wielu nowych właścicieli powróciło do prymitywnych metod produkcji z trudem zaspakajając potrzeby własne - i to na obszarach gdzie rok, czy dwa temu funkcjonowały nowoczesne gospodarstwa towarowe.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz