Eryk Stankunowicz: Panie prezesie, jak się robi dzisiaj biznes w Polsce?
Henryk Siodmok: Ciężko. Z koniunktury korzysta w pełni tylko niewielka liczba dużych przedsiębiorstw.
Przesadza pan.
Ani trochę. W „Forbesie” opisujecie duże firmy, swoistych celebrytów biznesu. Ale 98 proc. podmiotów gospodarczych w Polsce ma przychody roczne poniżej 5 mln zł, 82 proc. poniżej 500 tys. zł, 33 proc. poniżej 50 tys. zł. I te firmy każdego dnia walczą o przetrwanie. Atlas współpracuje z 60–70 tys. małych firm wykonawczych, znamy ich problemy. Proszę zwrócić uwagę, że większość firm mających przychody powyżej 50 mln zł powstała w latach 90. Nowych prawie nie przybywa.
Jak to, a 4F, DocPlanner, Pracuj.pl, Medicalgorithmics i wiele innych?
Pan mówi o nielicznych przykładach. W Polsce mamy 2,6 mln podmiotów gospodarczych. Wie pan, ile osiąga roczne przychody powyżej miliarda złotych, które pozwalają finansować wydatki na innowacje i skutecznie konkurować za granicą? Zaledwie 428. Przy czym krajowe przedsiębiorstwa prywatne stanowią tu mniejszość. Dominują firmy zagraniczne i Skarbu Państwa.
Henryk Siodmok
Od 2006 roku członek zarządu, a od 2007 roku prezes Atlasa, największego polskiego producenta materiałów chemii budowlanej. 1989-1990 analityk w Pasco Company. 1991-1995 konsultant w Bain & Co. 1996-1997 dyrektor rozwoju na Europę Wschodnią oraz prezes Tenneco Automotive Polska. 1997-2000 prezes FLiD Drumet. 2000-2003 prezes Carman Polska. 2003-2004 wiceprezes US Pharmacia. Absolwent Akademii Ekonomicznej w Krakowie oraz studiów MBA INSEAD w Fontainebleau. Doktor ekonomii. Aktywny działacz gospodarczy, często występuje jako mówca, przekonując do zasad katolickiej nauki społecznej i do reformy polskiego systemu podatkowego.
Ale potem ta piramida się spłaszcza i na kolejnych poziomach polskich prywatnych firm jest coraz więcej.
Według danych MF 4,5 tysiąca firm osiąga roczne przychody w przedziale 100 milionów – miliard złotych. Następne około 4,5 tysiąca w przedziale 50 milionów – 100 milionów. To jest ta strefa, która korzysta z koniunktury. Względnie jeszcze 65 tysięcy firm mających roczne przychody w przedziale 5 milionów – 50 milionów. Cała reszta najczęściej ledwie wiąże koniec z końcem.
Jakie są tego powody?
Niestety polityka państwa, co mówię z przykrością, bo liczyłem, że akurat ten rząd zmieni warunki dla biznesu. Owszem, bardzo się stara, czego np. przykładem konstytucja dla biznesu. Mimo to po dwóch latach nadal mamy jedne z najwyższych obciążeń regulacyjnych dla przedsiębiorstw w Europie. Małych firm nie stać na kancelarie prawnicze, optymalizację podatkową i wszystkie te zabiegi, którymi chronią się duże spółki. Dlatego odczuwają ten ciężar szczególnie boleśnie.
Foto: Darek Lewandowski / Redakcja ForbesHenryk Siodmok
Źródłem problemu są podatki?
Generalnie wszelkie daniny. Na przykład składki ZUS cały czas rosną, w tym roku stanowią już 1350 złotych. Jeżeli dodamy do nich podatek dochodowy, to wyjdzie nam, że małe firmy oddają od 35 do 70 proc. swoich przychodów państwu w formie danin. Nie są w stanie ponosić pełnych obciążeń nakładanych na pracę. Zatrudnia się ludzi, z góry zakładając, że część wynagrodzenia trzeba im będzie płacić pod stołem. Szacuję, że na około 18 milionów ludzi zatrudnionych w Polsce w ten sposób wynagradzanych jest od 6 do 9 milionów osób. Tysiąc dostają oficjalnie, a tysiąc do ręki, w kopercie. Mówimy o wspieraniu biznesu, a w praktyce stosujemy prohibicję przedsiębiorczości.
Mocne stwierdzenie.
Ale konieczne. Jeżeli przedsiębiorca i pracownik od samego początku łamią prawo, to w jaki sposób mamy rozwijać te przedsiębiorstwa? To nie jest tak, że przedsiębiorcy nie chcą płacić podatków. Tylko stwórzmy system, w którym ich płacenie nie będzie karą. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, w jaki sposób mamy rozwijać w Polsce przedsiębiorczość.
Rozumiem, że opowiada się pan za modelem gospodarczym…
… umożliwiającym małym firmom szybszy rozwój, uwalniającym potencjał milionów polskich przedsiębiorców. Z podmiotów, które dominują w polskiej gospodarce, należy maksymalnie zdjąć obciążenia administracyjne, żeby mogły się skupić na rozwijaniu swojego biznesu. Mamy jeden z najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie. Z zagranicznymi podmiotami rywalizujemy tanią pracą, innowacjami operacyjnymi w logistyce, marketingu, organizacji sprzedaży. Kapitałem z nimi nie wygramy, przewagi technologiczne mają tylko nieliczni. Natomiast możemy wygrywać w obszarze regulacyjnym.
Przejdźmy na poziom konkretów. Ma pan jakieś propozycje?
Nie ja, tylko my. Jest cała grupa ekspertów i parlamentarzystów, którzy od lat opowiadają się za zmianą systemu podatkowego. Organizacje takie jak Centrum im. Adama Smitha, Związek Przedsiębiorców i Pracodawców, Instytut Jagielloński, a w Sejmie zespół posła Adama Abramowicza. Nie można zmieniać jednego podatku, na przykład CIT czy PIT, w oderwaniu od pozostałych. Zacznijmy od opodatkowania pracy, gdzie narzut wynosi 64 proc. z dołu (lub 39 proc. z góry). I składa się z ośmiu danin: PIT i siedmiu składek na ubezpieczenia społeczne. W ich miejsce proponujemy wprowadzić jedną daninę w wysokości 25 proc. funduszu płac. Firma wypłaca tysiąc złotych – państwo dostaje 250 zł. Wszystkie daniny płaci pracodawca.