Przeglądając kiedyś internet znalazłam tego właśnie demotywatora. Zainteresowana losem opisywanej w nim postaci, postanowiłam sprawdzić czego jeszcze można się na jej temat dowiedzieć.
Beyrle uważany jest za jedynego amerykańskiego żołnierza, który służył w czasie II wojny światowej zarówno w Armii Stanów Zjednoczonych, jak i Armii Czerwonej. Nie wszystko jest jednak w poniższym democie. Zabrakło warszawskiego wątku, o którym pisze Wojciech Rodak w swoim artykule "Amerykanin w Polsce. Między sowieckimi a niemieckimi liniami". Z tego co zrozumiałam powstał on na podstawie książki Thomasa H. Taylora„Behind Hitler’s Lines”.
Joe będący Ciągle w tarapatach, uciekał z obozów, w końcu trafił do rosyjskiej Armii, w której walczył. Przyszedł jednak czas na ucieczkę również od nich. Podczas jednego z bojów został ranny i trafił do szpitala. Tam, po kilku dniach jego pobytu , pojawił się marszałek Gieorgij Żukow. Joe skorzystał z okazji i uprosił go o specjalną przepustkę
W dalszej części posta posłużę się fragmentem artykułu Wojciecha Rodaka
"Z pomocą sowieckich kierowców i polskich kolejarzy - przez Kraków i Łódź - trafił do Warszawy. Myślał, że działa tam amerykańska ambasada, która udzieli mu pomocy. Gorzko się rozczarował.
W niespełna miesiąc po wyzwoleniu stolica Polski była morzem ruin. Joe krążył niepewnym krokiem po zrównanym z ziemią Starym Mieście, wypytując przechodniów o ambasadę USA. Wreszcie ktoś znający angielski wytłumaczył mu, że najbliższa taka instytucja znajduje się dopiero w Moskwie. Wtedy zdesperowany Amerykanin pokazał mu swoje rany. Ten zaprowadził go do zrujnowanego w czasie powstania warszawskiego klasztoru Wizytek. Zobaczywszy figurę swojego patrona - św. Józefa, pod którego wezwaniem jest także kościół na Krakowskim Przedmieściu - czuł, że trafił pod właściwy adres.
Zakonnice, ciężko doświadczone podczas hekatomby w lecie 1944 r., prowadziły swój dom opieki w podziemiach zniszczonego klasztoru. Siostra przełożona zrobiła to, czego nie podjął się żaden sowiecki lekarz - wyjęła odłamki tkwiące w ciele Joego. Wreszcie, po tygodniu od zabiegu, przygotowano dla niego gorącą kąpiel i wyprano mu ubranie. Młody żołnierz czuł, że pod opieką wizytek jego zdrowie się ustabilizowało, ale by całkowicie je odzyskać, była mu potrzeba profesjonalna opieka medyczna. Dlatego też po kilku tygodniach pobytu u sióstr znów wykorzystał list żelazny od Żukowa i wsiadł w pociąg sanitarny wiozący rannych czerwonoarmistów z Warszawy do Moskwy. W dwa tygodnie później przekroczył próg amerykańskiej ambasady. Stamtąd ruszył w dalszą podróż [najpierw jednak za pomocą karty dentystycznej sprawdzono jego tożsamość, w końcu uznany był za zmarłego]W maju 1945 r. wreszcie wylądował w ramionach rodziców w Muskegon. Tak skończyła się jego długa i niebezpieczna wojenna epopeja.
Po wojnie Joe Beyrle pracował przez trzydzieści lat jako handlowiec.
Nie zapomniał o dzielnych polskich siostrach, które uratowały mu życie. Gdy w latach osiemdziesiątych odwiedził Polskę, wstąpił także do klasztoru Wizytek. Jeszcze raz podziękował zakonnicom za udzieloną pomoc i odwdzięczył się datkiem.
W 1994 r., z okazji uroczystości 50. rocznicy D-Day w Waszyngtonie, Bill Clinton i Borys Jelcyn odznaczyli Beyrle’a medalami za służbę w US Army i Armii Czerwonej.
Joe Beyrle zmarł 12 grudnia 2004 r. w Toccoa - miejscu, gdzie rozpoczynał swoją służbę wojskową."
Pozostawił po sobie dzieci i wnuki. (14 września 1946 r. Joe Beyrle poślubił swoją żonę, JoAnne w tym samym kościele, w którym przez dwa lata odbywała się msza żałobna w jego intencji, po tym jak do rodziny dotarła jak się okazało fałszywa informacja o jego śmieci. Obu przewodniczył ten sam ksiądz**). Za życia oprócz Polski, wracał też do Rosji.*
Całość artykułu tutaj: https://naszahistoria.pl/amerykanin-w-polsce.../ar/11474378. Ciekawy jest w nim również wątek walki Amerykanina u boku Rosjan i jego rosyjskiej "przełożonej".
A o jego odznaczeniach oraz o miejscu pochówku napisano tutaj: http://www.arlingtoncemetery.net/jrbeyrle.htm
**https://www.govinfo.gov/.../CRECB-1999-pt9-Pg13071-2.htm/ Taylor, Thomas „Behind Hitler’s Lines”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz