Wczorajszy tweet wzbudził bardzo dużo pytań i wątpliwości, więc pozwalam sobie na rozszerzenie.
Zacznijmy sobie od cytatu z satyrycznej książki „Zapiski oficera Armii Czerwonej” Sergiusza Piaseckiego:
„Przecież w 1941 roku mieliśmy na froncie niemieckim najmniej pięć milionów żołnierzy. A gdy H**ler na nas uderzył, to potrafiliśmy tak dzielnie uciekać, że autami Niemcy nas dogonić nie mogli. I dlatego tylko połowę naszej armii wzięli do niewoli. A reszta sobie: chod-choda! Aż pod Moskwę. Specjalnie w tym celu, żeby hitlerowców w pułapkę zwabić.”
Kpina? Zapewne. Ale czy tak zupełnie nieprawdziwa?
Gdy Niemcy uderzyli na Związek Radziecki o 3:15 22 czerwca 1941 roku, sowiecka obrona... dosłownie się rozpadła. Jak domek z kart. Jednostki szły w rozsypkę. Pierwsi dezerterowali oficerowie i politrucy, a za nimi szeregowcy. Dochodziło do buntów w jednostkach i masowych dezercji. Szczególnymi przykładami tutaj są ''korpusy terytorialne'' Armii Czerwonej - ''łotewski'' 24. Korpus, ''litewski'' 29. Korpus i ''estoński'' 22. Korpus, których żołnierze w większości uciekli na niemiecką stronę, po uprzednim pozabijaniu swoich oficerów. Dezercję tam szły w tysiące.
Ale i w rosyjskojęzycznych jednostkach do takich sytuacji dochodziło i wiemy to z relacji niemieckich oficerów.
Nie było rozkazów, nie było łączności, nie było map. Sowiecki opór 22 czerwca 1941 roku i w następnych - był raczej rachityczny. W ciągu następnych dni - do 30 czerwca i 1 lipca - Niemcy zdołali dotrzeć do przedwojennych granic ZSRR. Pokonali więc 300-400 kilometrów. Tempo niemieckiego natarcia było takie, że sowiecka propaganda utrzymywała (i do dziś utrzymuje), że Niemcy zrzucali spadochroniarzy. Sytuacja taka utrzymywała się do końca lipca 1941 roku i dopiero wówczas, bliżej Moskwy, bliżej własnych fabryk i ośrodków szkoleniowych - pod Smoleńskiem i Jelnią, czy Starą Russą i Nowgorodem, Sowieci byli w stanie stawiać twardy - choć bezskuteczny i desperacki - opór, a także - równie bezskutecznie - kontratakować.
Warto tu wspomnieć, że Armia Czerwona traciła średnio 44 000 żołnierzy DZIENNIE w pierwszym miesiącu Barbarossy.
Oczywiście, w pierwszych dniach doszło do przypadków stawiania oporu, nie ma wątpliwości. Ale były to przypadki dosłownie nieliczne, które można policzyć na palcach. Część schronów na Linii Mołotowa (głównie na jej południowym odcinku, w rejonie Sanu), ''bitwa'' (a raczej potyczka) o Przemyśl, obrona twierdzy brzeskiej (wokół której narosły dziesiątki mitów, które też zresztą obalałem), równie zmitologizowana bitwa pod Rosieniami (gdzie sowieckie ciężkie czołgi KW zajmowały się... packowaniem kompanii motocyklowej i nie było żadnego zatrzymywania ''całej dywizji pancernej'' przez jeden czołg), czy bitwa w trójkącie Łuck-Dubno-Brody.
Nie jest przypadkiem, że największe starcia trwały na południu frontu - Niemcy byli tam bowiem najsłabsi. Cała GA ''Południe'' miała tylko jedną - 1. - Grupę Pancerną i do tego - de facto - tylko dwie armie: 6. i 17. Atakowała na najszerszym odcinku frontu i miała przed sobą najpotężniejszy związek Armii Czerwonej - Front Południowo-Zachodni, liczący przeszło milion żołnierzy. Co więcej, 17. Armia atakowała na pomocniczym, prawym skrzydle. Tam walki musiały się zdarzyć, tam niemieckie postępy były najwolniejsze, tam atakowało nawet sowieckie lotnictwo. Ale sowieckie kontruderzenia - źle przygotowane i skoordynowane, desperackie, rozpaczliwe - Niemcy dosłownie rozstrzeliwali na starcie. Dywizje piechoty bez trudu odpierały całe korpusy zmechanizowane.
Jak więc sytuacja przedstawiała się na ogół?
Cytaty z sowieckich dokumentów o sytuacji w czerwcu 1941 roku za prof. Bogdanem Musiałem („Sowieccy partyzanci 1941-1944”):
„Gdy zaczęła się wojna, wielu dowódców, komisarzy politycznych i czerwonoarmistów uciekło z miasta [Brześcia], najczęściej bez broni i w niekompletnym umundurowaniu”
„Żadna z jednostek stacjonujących, bądź przemierzających obwód piński, nie podjęła walki z Niemcami. Wycofywały się natychmiast, gdy tylko słyszały, że przeciwnik znajduje się w odległości 40-60 kilometrów”
„W oddziałach 4. Armii wybuchła panika. Tysiące dowódców, poczynając od majora i pułkownika do niższych rangą i szeregowych żołnierzy, rzuciły się do ucieczki”
„75. Dywizja Strzelecka bez walki wycofuje się w kierunku Mozyrza”
„Większość Białorusinów dobrowolnie zgłosiła się do niewoli, część zdezerterowała”
Gen. Aleksandr Gorbatow z 19. Armii, wspominał, że osobiście musiał stać na drodze i usiłował zatrzymać paniczną ucieczkę swoich dywizji. Bezskutecznie. Generał po prostu usiadł i zaczął płakać. Bywały i takie przypadki, jak w sowieckiej 3. Armii, gdzie jej dowódca, gen. Wasilij Kuzniecow, ze strachu zabarykadował się we własnym pokoju.
Mógłbym tak jeszcze długo podawać, jak na przykład o sowieckiej 11. Armii, która na samą wieść o ataku Niemców uciekła nad Dźwinę z takim wigorem, że dopiero po tygodniu odnalazł ją sowiecki zwiad lotniczy. Albo o 28. Korpusie Strzeleckim z Brześcia, który samowolnie zwiał z twierdzy brzeskiej - tej samej, której obroną Rosjanie chlubią się do dziś. O 22. Dywizji Pancernej, którą rozstrzelała samodzielnie niemiecka 31. Dywizja Piechoty. O 13. Korpusie Zmechanizowanym, który... rozpadł się praktycznie bez udziału Niemców, czy tak zaciekle walczących 6. i 11. KZmech., którym najbardziej udało się zaatakowanie... sowieckiego 6. Korpusu Kawalerii.
Jeśli ktoś będzie chciał, to zajrzy do mojego cyklu o Barbarossie i zobaczy, jak wyglądał ten ''zażarty sowiecki opór'' latem 1941 roku.
A co myśleli o tym sami Niemcy? Meldunek z 4. Armii z wieczora 22 czerwca mówił: „Umocnienia graniczne przełamano na odcinkach wszystkich korpusów”. Generał Hermann Hoth, dowódca niemieckiej 3. Grupy Pancernej pisał w meldunku z 23 czerwca: „75 kilometrów pokonaliśmy bez postojów”. Z kolei generał Heinz Guderian, dowódca 2. Grupy Pancernej wspominał wydarzenia z 22 czerwca: „Jadąc początkowo śladami czołgów 18. Dywizji Pancernej, dojechałem do mostu na Leśnej. Gdy zbliżaliśmy się do mostu, Rosjanie na nasz widok rzucili się do ucieczki”. Z kolei kapitan Hans von Herwarth wspominał: „Jednym z pierwszych [jeńców] był młody kapitan artylerii, który koniecznie chciał poznać położenie naszych pozycji artyleryjskich. Oświadczyłem mu, że jako jeńca nie powinno go to obchodzić. Na to on: »Chcę panu tylko wyjaśnić, jak powinna celować pańska artyleria, bo w tej chwili wasze działa przenoszą o jakieś kilkaset metrów«”.
Dużo bardziej panikarski był szef sztabu OKH (Oberkommando des Heeres), gen. Franz Halder, pisząc: „Zdecydowany opór Rosjan zmusza nas do prowadzenia walki zgodnie z wszelkimi zasadami naszych regulaminów bojowych. W Polsce i na Zachodzie mogliśmy pozwolić sobie na pewną swobodę i odchodzenie od regulaminowych zasad. Teraz jest to niedopuszczalne”.
Oczywiście, że Sowieci gdzieniegdzie stawiali opór, nieraz bardzo zażarty. Szczególnie, gdy byli oparci o umocnienia, na przykład Linii Mołotowa. Ale to nie była wcale reguła. Szczególnie, że wiele schronów pozostało nieobsadzonych, a załogi innych wycofały się porzucając swe pozycje, o czym pisze Mark Sołonin. Należy też pamiętać, że Armia Czerwona była zdecydowanie dużo bardziej nasycona środkami bojowymi i techniką wojskową, od wszystkich dotychczasowych przeciwników Wehrmachtu razem wziętych.
Niemcy zaś ponosili straty, to oczywiste, bo atakowali siłami blisko 200 dywizji na froncie o szerokości 2500 kilometrów. Niemożliwe było nieponoszenie strat przy tak ogromnej operacji. Wszak nawet kontuzjowani od zbyt długiego marszu, czy chorzy żołnierze to też ''straty''. Nawet chaotyczny, niezorganizowany opór zadawał im straty, choć błyskawicznie go przełamywali. Musieli zmagać się z sowieckimi niedobitkami na tyłach, tzw. okrużeńcami, którzy usiłowali się przebijać do swoich linii. Przy tak szerokim froncie zawsze gdzieś dojdzie do kilku starć, szczególnie w walce z licznym i dobrze uzbrojonym przeciwnikiem.
Jeśli każda z 200 dywizji straci w jeden dzień 100 żołnierzy - co przy jednostce liczącej ok. 15 000 ludzi jest promilem stanu - to straty wyniosą 20 000 ludzi łącznie jednego dnia. A Barbarossa trwała przecież pół roku i w jej toku doszło do jednych z największych bitew w historii ludzkości. Każda z nich - choć kończyły się ogromnymi sukcesami Wehrmachtu i dosłowną rzezią Armii Czerwonej - przynosiła szczerby dywizjom niemieckim. Znacznie, znacznie mniejsze, niż Sowietom, ale jednak dotkliwe w dłuższej perspektywie. To były ciosy szpilką, ale w samo serce. Opisywałem to we wpisie o klęsce logistycznej Wehrmachtu w tej kampanii.
Sęk w tym, że od 22 czerwca Niemcy na większości odcinków frontu wschodniego w Armię Czerwoną weszli jak w masło na 50-80 kilometrów, niemal nie napotykając oporu, a sowieckie jednostki się dosłownie rozlatywały. Sowieci przegrali bitwę graniczną w 72 godziny - mniej więcej w takim samym czasie, co Wojsko Polskie w 1939 roku, które było przecież dalece gorzej wyposażone i uzbrojone. W ciągu pierwszych ośmiu dni Niemcy rozgromili sześć sowieckich armii.
Wiele miast Niemcy zajęli albo przy bardzo słabym oporze, albo w ogóle bez walki, takich jak Mińsk, Rygę, Smoleńsk, Psków, Witebsk. Ba, nawet później, w październiku 1941 roku, Niemcy byli w stanie zdobywać tak duże i ważne miasta, jak Charków siłami JEDNEJ DYWIZJI.
Miejsca, gdzie Sowieci stawili zacięty, zorganizowany opór w pierwszych tygodniach Barbarossy były raczej rzadkie. Takimi były opisywane przeze mnie obrona twierdzy brzeskiej 22-28 czerwca, zażarte walki w trójkącie dubieńskim, bitwa, a raczej potyczka (bo jak nazwać uderzenie batalionu na jedną niemiecką kompanię, która cofnęła się nie odejmując walki?) o Przemyśl 23 czerwca, bitwa pod Rosieniami 23-27 czerwca, kiliańska operacja desantowa z 24 czerwca, a także kontruderzenia pod Dyneburgiem 28 czerwca.
Widać jednak, że większość tego oporu miała miejsce właśnie na południowym odcinku frontu, co podkreśliłem wyżej.
Zaś twierdzenie, że ograniczona i mało istotna bitwa o twierdzę brzeską, czy potyczka o Przemyśl były jakoby ważniejsza od faktu, że Niemcy w dwa tygodnie w kotle białostocko-mińskim zmiażdżyli pięć sowieckich armii, tracąc aż 12 000 ludzi (Sowieci - 474 000) - jest mało poważne. Wszak nawet w Brześciu, tej sowieckiej perle w koronie tzw. wielkiej wojny ojczyźnianej, z oryginalnej załogi broniło się przez tydzień tylko 30 % żołnierzy. A reszta uciekła na samą wieść o niemieckiej inwazji. 9 tysięcy sowieckich żołnierzy uległo atakom czterech niemieckich batalionów.
#UnternehmenBarbarossa #Barbarossa 1941-2021
Jeśli podobał Ci się ten wpis, zachęcam do wspierania mnie przez Patronite lub BuyCoffee pod adresem „wojnawkolorze”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz