ZBRODNIARZ WOJENNY „KŁYM SAWUR” – KAT POLAKÓW I UKRAIŃCÓW
Lokalny historyk Petro Makarenko zebrał świadectwa, dowody makabrycznych zbrodni popełnionych przez OUN-UPA na Ukraińcach na Polesiu Wołyńskim, gromadząc je w książce. Jest oczywiste, że nie mogło zabraknąć tu skonfrontowania tych zbrodni z bałwochwalczą biografią człowieka, który był dowódcą sprawców wspomnianych zbrodni.
ILUSTRACJA nr 1: Dmytro Klaczkiwski, fotografia. Tak wygląda człowiek, który z Ukrainą w sercu i na języku dowodził zgrajami ukraińskich zbrodniarzy z bezprzykładnym okrucieństwem mordujących tysiące cywilnych Ukraińców, w tym kobiet i dzieci.
ILUSTRACJA nr 2: Pamiątkowy krzyż poświęcony zbrodniarzowi wojennemu Klaczkiwskiemu w pobliżu Orżewa. Tak na Ukrainie diabły stają się „aniołami”.
Kontynuujemy uwalnianie efektów pracy świętej pamięci Petra Makarenki z żelaznej klatki cenzury, z niewoli słowa, udostępniamy kolejny przetłumaczony na język polski fragment książki „niepożądanej” na Ukrainie.
DWUNASTA CZĘŚĆ KSIĄŻKI NIEPOŻĄDANEJ NA UKRAINIE
Igor Marczuk
Dowódca UPA-Północ Dmytro Kljaczkiwśkyj – „Kłym Sawur”
Czasami w historii nie pozostaje prawdziwe nazwisko, lecz pseudonim – fikcyjne nazwisko, które skrywa prawdziwą osobę. Tak stało się z nazwiskiem Dmytro Kljaczkiwśkyj, lepiej znanym jako dowódca UPA-Północ „Kłym Sawur”.
Przez długi czas historycy znali jedynie pseudonimy tego dzielnego przywódcy ukraińskiego ruchu narodowowyzwoleńczego lat 40. i 50. XX wieku. „Blondyn”, „Biłasz”, „Ochrim”, „Kłym Sawur”, „Panas Mosur”, „Omelian Krymśkyj”, „Arjan” – to prawdopodobnie nie wszystkie jego podziemne nazwiska, znane nam z różnych źródeł.
Jakim człowiekiem był Dmytro Kljaczkiwśkyj? Co podziwiał i jakie szczyty osiągnął w swoim życiu? W tym krótkim eseju postaramy się udzielić choć części odpowiedzi na liczne pytania, które pozostawił po sobie ten odległy i burzliwy czas zwycięskiej walki ukraińskich nacjonalistów z trzema ciemiężcami: polskimi, niemieckimi i bolszewickimi. Oczywiście, przywódca „Kłym Sawur” nie działał sam, lecz w walce polegał na swoich towarzyszach walki, na zwykłych ukraińskich chłopcach i dziewczętach, którzy z hasłem „Zdobędziesz Państwo Ukraińskie albo zginiesz w walce za nie”, chwycili za broń, by bronić ojczyzny.
Dmytro Kljaczkiwśkyj urodził się 4.11.1911 roku w miejscowości Zbaraż na Tarnopolszczyźnie. Skąpe linijki kwestionariusza, dołączonego do jednego z tomów archiwalnej sprawy karnej „Procesu 59 członków OUN”, odnotowały najważniejsze momenty jego życia do 1940 roku: „W chwili aresztowania pracuje w Stanisławowie (obecnie Iwano-Frankowsk) jako księgowy-audytor w biurze „Ukrpłodowocz”, mieszczącym się przy ul. Bilińskiego 5. Ukończył z sukcesem gimnazjum w Stanisławowie w 1932 roku, a w 1933 roku kursy handlowe we Lwowie. W latach 1934-1935 zdobył doświadczenie wojskowe: służył jako starszy strzelec w wojsku polskim” [1, ark. 6-7].
W wieku 8 lat Dmytro stracił ojca. Semen Kljaczkiwśkyj wrócił do domu z szeregów strzelców siczowych w 1919 roku, chory na tyfus i wkrótce zmarł. Matka Tekla, aby zapewnić dzieciom byt oraz start życiowy, musiała ciężko pracować – wynajmowała się do pracy jako praczka. Dwie dorosłe córki – Łesia i Zofia – zostały zmuszone do wyjazdu do Kanady w latach 1920. do pracy.
Zachowało się kilka wspomnień ludzi znających Dmytra ze szkoły, z gimnazjum czy z pracy w różnych instytucjach. Teodora Feszczuk ze Zbaraża wspomina: „Kiedy chodziłam do szkoły, śpiewałam w chórze cerkiewnym, który prowadziła pani Kohut. W chórze tym śpiewali też niektórzy studenci uczniowie. Wśród nich był Dmytro Kljaczkiwśkyj. Miał przepiękny głos i wykonywał partię solową w sztuce „Noc Betlejemska”. Dmytro uwielbiał chodzić do cerkwi i nigdy nie przepuścił niedzielnej mszy” [2, 132-133].
W drugiej połowie lat 30. XX wieku Dmytro Kljaczkiwśkyj aktywnie uczestniczył w ukraińskim ruchu młodzieżowym. Został wybrany członkiem zarządu organizacji, zbaraskiego towarzystwa sportowego „Sokół-Bat'ko”, znajdującego się pod wpływem nielegalnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Jednocześnie, w latach 1935–1938, pracował jako sprzedawca w sklepie „Narodnoji Torhiwli” w Zbarażu.
Dwa razy w tygodniu chłopcy i dziewczęta spotykali się na treningach sportowych w Domu Ludowym. Dmytro Kljaczkiwśkyj (wówczas już członek OUN) nie tylko uprawiał z nimi sport, ale także prowadził zajęcia z historii, geografii i kultury Ukrainy. Organizował na pół legalne szkolenia. Wraz ze swoim przywódcą „sokolęta” odnosiły sukcesy w różnych zawodach sportowych, a także pojechały do Tarnopola na wystawę zorganizowaną przez „Rozmowę Tarnopolską” poświęconą pamięci strzelców siczowych.
Jarosława Prociszyn, mieszkanka Zbaraża, wspomina: „Już wtedy Dmytro miał zadatki na dowódcę wojskowego.
Zapamiętałam dobrze uroczystość, którą my, „sokolęta”, zorganizowaliśmy dla dwóch byłych oficerów Korpusu Strzelców Siczowych – D. Hamałaja (prawnika ze Zbaraża, przewodniczącego Partii Radykalnej) – byłego pułkownika USS i W. Babiaka (dyrektora powiatowego związku konsumentów) – również byłego pułkownika Korpusu Strzelców Siczowych. Dmytro ustawił dla nich uroczysty szereg. Ustawił nas w szyku, dał komendę: „Baczność! Na prawo patrz!”. Następnie, razem z dwoma byłymi pułkownikami wojska siczowego, przeszedł krokiem defiladowym przed naszymi milczącymi szeregami. Potem było ciekawe spotkanie – rozmowa z ukraińskimi wojskowymi i pokaz naszych umiejętności. To było w 1936 roku” [3].
W następnym 1937 roku przywódca zbaraskich „sokoląt” zapoznał się z polską Temidą, lądując za kratkami. Został aresztowany wraz ze swoim towarzyszem Mychajłem Danylewyczem pod zarzutem przynależności do OUN. Wytrwała i przemyślana samoobrona w trakcie śledztwa zmusiła Polaków do uwolnienia aresztowanych, gdyż nie było dowodów niezbędnych dla oskarżenia i skazania. Kiedy Dmytro Kljaczkiwśkyj został przeniesiony do pracy w Stanisławowie, zbaraska młodzież pożegnała go przyjacielskimi uściskami, a przewodniczący towarzystwa „Sokół”, dr Taraszczuk, szczerze podziękował mu za bezinteresowną ofiarną pracę na rzecz Ukrainy [3].
Kławdija Litanjuk wspomina: „Było to w dalekim w 1938-39 roku w mieście Stanisławowie. W tym czasie Dmytro Kljaczkiwśkyj pracował w naszym mieście w spółdzielni Sojuz. My, gimnazjaliści, spotykaliśmy się raz w tygodniu w lokalu towarzystwa „Sokół” na gimnastykę, siatkówkę, koszykówkę, tenis i ping-pong. Pan Dmytro był członkiem towarzystwa „Sokół”, a my, jako gimnazjaliści, nie mieliśmy prawa należeć do żadnych organizacji pozaszkolnych…” [3].
Rzeczywiście, Dmytro zajmował jedno z czołowych stanowisk w stanisławowskim „Sokole”. Został mianowany wychowawcą i członkiem zarządu. Co tydzień prowadził zajęcia dydaktyczne i wychowawcze ze swoimi podopiecznymi „sokolętami”. Jeden z podopiecznych tak go opisuje:
„…Był średniego wzrostu, jasny blondyn, z przedziałkiem na boku. Miał dobre, rozumne, niebieskie oczy. Spokojny, zrównoważony, zawsze przyjacielski. Uczył nas kochać ojczyznę i jej zniewolony naród. Przygotował nas do trudnej walki o lepszy los Ukrainy” [2, 131-132].
Jeden z byłych „sokoląt”, Dmytro Mykytjuk, tak charakteryzuje swojego wychowawcę: „Był przyjacielski, ale bardzo małomówny, stanowczy, odważny, dobry sportowiec i utalentowany wychowawca młodzieży sokolskiej”. Dmytro Kljaczkiwśkyj, oprócz treningów sportowych, niejednokrotnie organizował długoterminowe wędrówki turystyczne. Uczestnicy tych wypraw byli zaskoczeni „tym, jak prowidnyk był odporny na upały i mrozy, jak dzielnie znosił wszelkie niedogodności wyprawy. Wszyscy pragnęliśmy być tacy jak on!” [2, 131-132].
W 1939 roku polska policja rozpoczęła kolejną falę represji wobec działaczy „Sokoła”. Miejscowi historycy piszą, że Dmytro został ponownie aresztowany. Wyrwał się spoza krat dopiero z początkiem II wojny światowej. Jednak według wspomnień niektórych gimnazjalistów, był on tylko kilkakrotnie wzywany na policję na przesłuchania, ale nie został uwięziony. Potwierdzają to świadectwa Kławdii Litanjuk: „Wiemy, że pan Kljaczkiwśkyj był w tej sprawie wzywany wielokrotnie, ale było to dla niego korzystne, ponieważ odwracało uwagę policji od śledzenia go jako uczestnika podziemia i członka OUN” [4, 98].
Sowietyzacja zachodniej Ukrainy po 17 września 1939 roku uczyniła z „Blondyna” (ówczesny pseudonim Dmytra) nieprzejednanego wroga nowej władzy. W 1940 roku został prowidnykiem junactwa [młodzieżowki) obwodowego prowodu [kierownictwa) OUN w Stanisławowie, spotykając się z przedstawicielami kierowniczego aktywu OUN, którzy nielegalnie przybyli w marcu 1940 roku z okupowanego przez Niemców Krakowa. Grupa ta, w skład której wchodzili Wasyl Zełenyj – „Zenko”, Łew Zacnyj – „Wik”, Teodor Fedeczko – „Jarema”, Łew Charkewycz i Ołeksandr Łuckyj – „Bohdan”, miała zorganizować działalność podziemnej siatki OUN na radzieckiej Ukrainie.
Bezpośrednio O. Łuckyj otrzymał nominację na szefem stanisławowskiego obwodowego prowodu OUN (działał na tym stanowisku do listopada 1940 r.) i miał dobrać odpowiedniego kierownika dla junactwa obwodu stanisławowskiego. Wybrał Kljaczkiwśkiego. Później, w latach 40., spotykał się z Dmytrem kilkakrotnie, ale już jako przywódca podziemia na Wołyniu i Polesiu, i scharakteryzował go jako człowieka bardzo energicznego, zdolnego przywódcę, upartego w obronie własnych poglądów [1, s. 23].
Jego zachowanie i działania w wielu trudnych sytuacjach charakteryzowały się zdecydowaniem i budziły podziw wśród podziemnych działaczy. Nie mając gruntownego przygotowania teoretycznego w niektórych kwestiach, Dmytro Kljaczkiwśkyj pragnął się kierować zdrowym rozsądkiem, biorąc pod uwagę konkretne okoliczności. Stawiał wysokie wymagania w zakresie dyscypliny i porządku. Surowo karał nieposłuszeństwo. Cieszył się niezachwianym autorytetem wśród wołyńskich i galicyjskich podziemnych działaczy.
Pod młoty represji na zachodniej Ukrainie w latach 1939–1941 trafiły wszystkie niewiarygodne i nielojalne wobec władzy radzieckiej partie polityczne i ugrupowania, w tym skompromitowana KPZU. Nie udało się rozgromić jedynie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, działającej nielegalnie. Aparat karny i represyjny otrzymał kilka tajnych dyrektyw, mających na celu zniszczenie dziecięcia Jewhena Konowalca. Trzeba było zorganizować głośny proces polityczny, podobny do tego, który odbył się nad Związkiem Wyzwolenia Ukrainy, aby zastraszyć miejscową ludność. I taki proces polityczny odbył się we Lwowie w dniach 17–19.01.1941 roku, nad aresztowanymi 59 członkami OUN. Proces ten przeszedł do historii pod nazwą „procesu drugiej egzekutywy (prowodu) OUN”.
Radziecki reżim totalitarny zademonstrował mieszkańcom zachodniej Ukrainy, co czeka sprzeciwiających się „świetlanej komunistycznej przyszłości”. Jeden z „najbardziej humanitarnych” sądów na świecie skazał na śmierć 42 z 59 oskarżonych, w tym 11 kobiet. W sumie na ławie oskarżonych zasiadło 37 mężczyzn i 22 kobiety. Wśród aresztowanych był także Dmytro Kljaczkiwśkyj, którego w trakcie śledztwa rozpoznał jego krajan Mychajło Danylewycz („Rubinśkyj”), powiatowy prowidnyk powiatu zbaraskiego w latach 1939–1940, oraz Iwan Maksymiw („Weczirnij”), w chwili aresztowania krajowy prowidnyk junactwa. Co ciekawe, prokurator podpisał nakaz aresztowania 17.10.1940 r., a pierwszy protokół przesłuchania Dmytra Klaczkiwskiego datowany jest na 11.10, co oznacza, że zatrzymano go bez należycie formalnie sporządzonych dokumentów prawnych, po prostu złapano na ulicy [1, s. 4-5].
W dniu 26.10.1940 roku Maksymowowi „Weczirnemu” pokazano zdjęcia ośmiu osób do identyfikacji. Powiedział, że jedna z nich, Dmytro („Blondyn”), kierował młodzieżówką obwodu stanisławowskiego, że na to stanowisko powołał go Ołeksandr Łuckyj („Bohdan”). Poinformował również, że Dmytro pracował wówczas w obwodowym związku spożywców. Maksymow dodał, że w lipcu 1940 roku Kljaczkiwśkyj przeprowadzał inspekcję w Stanisławowie. Maksymow zapoznał się z nim za pośrednictwem łączniczki między egzekutywą krajową a stanisławowską obwodową egzekutywą OUN, „Nadiją”. Po naradzie z prowidnykiem obwodowym, który jednocześnie pełnił obowiązki prowidnyka okręgowego, postanowiono mianować Kljaczkiwśkiego na stanowisko kierownika junactwa obwodowej stanisławowskiej egzekutywy OUN. Dmytro Kljaczkiwśkyj wyraził zgodę i uzyskał kontakt organizacyjny z prowidnykiem junactwa obwodu kołomyjskiego „Ksenii” za pośrednictwem łączniczki Hanny Mysewycz. Według I. Maksymowa, we wrześniu 1940 roku w obwodzie stanisławowskim było 250 członków OUN, a w obwodzie kołomyjskim 500 członków i 300 sympatyków [1, s. 29].
Podczas przesłuchań śledczy żądali od aresztowanych zeznań prawdziwych, obiecując, że złagodzi to los więźniów. W rzeczywistości jednak podstępnie próbowali wciągnąć w swoje sidła jeszcze więcej Ukraińców – patriotów. Dmytro Kljaczkiwśkyj mężnie zniósł wszelkie tortury i zaaranżowaną konfrontację w gabinecie śledczego z Iwanem Maksymowem, do której doszło 28.10.1940 roku, nie zdradzając nikogo. Twierdził, że znał Maksymowa („Weczirnego”) jako „Bohdana” i że ten proponował mu pracę w OUN, ale Dmytro zdecydowanie odmówił i nie podjął się żadnej pracy [1, ark. 30].
Ljuba Komar, która również wówczas była sądzona w procesie 59, później opisała, jak przebiegały te „konfrontacje”: „W więzieniu na Zamarstynowie agenci NKWD wprowadzili Maksymowa do pokoju… Jak bardzo się zmienił! Wydłużona, opuchnięta, szara twarz, pokryta rzadkim zarostem. Postawa zgarbiona, niedbała… Dzieliło nas kilka kroków. Widziałam, że oczy obecnych śledczych były zwrócone na mnie, że bacznie obserwowali, jakie wrażenie zrobi na mnie to spotkanie” [5, 13-14]. Ljuba zaprzeczyła, jakoby znała mężczyznę, którego przyprowadzono do gabinetu śledczego. Maksimow dokładnie opowiedział o niej wszystko, co wiedział, podał informacje o tym, kiedy i gdzie się z nią spotykał.
„Słuchałem, a każde jego słowo przeszywało moją duszę niewypowiedzianym bólem. Ileż ten człowiek musiał wycierpieć! Jakie tortury NKWD wobec niego zastosowało, żeby zamienić go w bezwolny automat!” Wszyscy więźniowie wiedzieli, że Maksimow się załamał i wydaje swoich przyjaciół, opowiadając o nich wszystko, co wiedział, próbując w ten sposób się wykupić. Chociaż Maksimow przekonywał wszystkich: „Nie musicie tego robić, lepiej się przyznać, bo oni już i tak wszystko wiedzą. Wszystko rozkonspirowane, ludzi już nie ma, wszystko przepadło”. Ale w odpowiedzi słyszał albo wybuch śmiechu, albo jego słowa napotkały na mur milczenia.
Ostatnie wrażenie z tego tragicznego spotkania zanotowała Ljuba Komar: „...Uczucia bólu, obrazy i pogardy przeplatały się w mojej duszy. Już go nie słuchałam. To już nie był on, Maksymow, wybitny prowidnyk, inteligentny, zdolny chłopiec, w którym organizacja pokładała swoje nadzieje. Przede mną stał człowiek złamany, okaleczony, bez duszy... Śledczy mówili, on też mówił, śledczy krzyczeli i przeklinali. Ja milczałam. Potem go wyprowadzili. Nie patrzyłam w jego stronę. Nie miałam sił” [5, 51].
Kolejne niebezpieczeństwo czyhało na więźniów w celach. Umiejętnie wprowadzano tam „stukaczy”, którzy mieli wszystko wywęszyć i donieść śledczemu lub nakłonić do ukorzenia się i przyznania się do winy. Jeden z takich raportów zachował się w wielotomowych aktach sprawy i dotyczył Dmytra Kljaczkiwśkiego:
„Przewodniczący sądu obwodowego
Raport
Cela 87, 23.10.1940 r.
W celi siedzi Kljaczkowśkyj, Ukrainiec ze Stanisławowa, około 30 lat. W celi prawie nie mówi o tym, za co został aresztowany.
Po ostatnim przesłuchaniu zachowuje się niespokojnie i dużo myśli, ponieważ Rubinskyj podczas konfrontacji ujawnił jego przynależność do OUN.
Kljaczkowśkyj obawia się tak jakby aresztowania jeszcze kogoś ze Stanisławowa, w rozmowie ze mną powiedział: „Będzie gorzej, jeśli inni będą mnie sypać”.
Następnie mówi, że nie zamierza nic mówić podczas śledztwa i nie przyznaje się do swojej działalności w OUN. Kljaczkowśkyj mówi, że za wszelką cenę musi wytrzymać do wiosny, a wtedy wie, że wybuchnie wojna niemiecko-radziecka i wszyscy Ukraińcy wyjdą na wolność.
Źródło: „Jasnyj”
Przyjął starszy śledczy jednostki NKWD młodszy instruktor polityczny Pimenow" [1, ark. 25].
Dwa dni przed Świętym Chrztu Wodą w 1941 r. rozpoczął się zamknięty proces sądowy nad
„antyradziecką grupą członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów” w budynku obwodowego NKWD przy ulicy Pełczyńskiej we Lwowem, który trwał do 19 stycznia.
Prokurator, który występował przed podsądnymi, na początku wychwalał zasługi radzieckiej władzy i ojca narodów Stalina, a kiedy przeszedł do charakteryzowania oskarżonych, to głośno krzycząc, przeklinał, machając rękami, wskazując na nich jak na złoczyńców, pienił się z wściekłości. Następnie odczytał akt oskarżenia z żądaniem kary śmierci 42 więźniów politycznych, wśród których był także Dmytro Kljaczkowśkyj. W ostatnim słowie żaden ze skazanych
nie prosił radziecki wymiar sprawiedliwości o ułaskawienie i każdy z dumą przyznawał się do przynależności do OUN.
Nieco później 10 dziewcząt i 11 chłopców spośród skazanych na śmierć zostało ułaskawionych i otrzymało nowy wyrok – 10 lat więzienia i 5 lat zesłania. Skazanych na rozstrzelanie, ale ułaskawionych, pierwszego dnia wojny przewieziono z Brygidek (więzienie we Lwowie) do więzienia w Berdyczowie – 11 chłopców: Dmytro Kljaczkiwśkyj, Teodozij Krupa, Ołeh Łewyćkyj, Bohdan Kunyćkyj, Mychajło Pecuch, Petro Szengera, Dmytro Sljuzar, Bohdan Honczaruk, Roman Horbal, Iwan Bułka i Wołodymyr Komar oraz 5 dziewcząt: Anna Bodnar, Olga Wołoszyn, Hałyna Stoljar, Natalka Wynnykiw i Ljuba Komar [5,68-69].
W dniu 6.07.1941 roku, gdy front zbliżał się do Berdyczowa, NKWD podpaliło więzienie i obrzuciło cele granatami. Chłopcy pod dowództwem Dmytra Kljaczkiwśkiego wyważyli drzwi poszczególnych cel i wydostali się na dziedziniec więzienia. Tam ochrona więzienia ostrzelała ich z karabinu maszynowego. Zginęło kilka osób. Jeden z uczestników tych wydarzeń, członek OUN, Roman Tychonowycz Horbal, urodzony w 1919 r., który wpadł w ręce NKWD po raz drugi na początku 1945 r., powiedział, że 22.06.1941 r. został przewieziony do więzienia w Berdyczowie wraz z członkami OUN skazanymi w procesie – Bohdanem Mykołajowyczem Kunyćkim, byłym kierownikiem sekcji młodzieżowej organizacji OUN obwodu stanisławowskiego, i Dmytrem Kljaczkiwśkim, byłym kierownikiem młodzieżowej organizacji OUN obwodu stanisławowskiego, który później stał się znany jako „Kłym Sawur”, oraz 8 innymi skazańcami.
Wszyscy oni uciekli z więzienia w Berdyczowie 6.07.1941 roku i później dotarli do Lwowa, gdzie włączyli się w pracę organizacyjną [6, 168-169]. Dmytro Kljaczkiwśkyj w najbardziej krytycznym momencie przewodził podziemiu OUN na Wołyniu i Polesiu, wnosząc wiele wysiłku na rzecz jego rozbudowy i utworzenia Ukraińskiej Powstańczej Armii. Początkowo prowadził walkę antyniemiecką, a od 1944 roku stanął na czele oporu Wołynian przeciwko radzieckiemu reżimowi totalitarnemu, pamiętając o „szczerym uścisku” władzy radzieckiej w 1941 roku.
Czekiści długo nie mogli trafić na ślad odważnego dowódcy, ale w lutym 1945 roku specjalna grupa złożona z 40 żołnierzy 233. samodzielnego batalionu strzeleckiego NKWD z oficerem operacyjnym wydziału rejonowego NKWD lejtnantem Szatajewem (według innych źródeł – Szatjajew – autor) zdołała ustalić miejsce pobytu „Kłyma Sawura”. Jeden z raportów NKWD opisuje przebieg operacji likwidacji dowódcy UPA-Północ D. Kljaczkiwśkiego w następujący sposób.
Pierwszy dzień operacji zakończył się rozbiciem grupy bandyckiej watażki „Uzbeka” liczącej 22 ludzi, jak się później okazało, była to osobista ochrona „Klima Savura”. Drugi dzień również przyszedł z niewielkimi rezultaty, a główny cel operacji nie został osiągnięty. Kontynuując wytrwałe i skrupulatne poszukiwania, w dniu 12.02.1945 roku pododdział 233. samodzielnego batalionu strzeleckiego pod dowództwem szefa sztabu batalionu, starszego lejtnanta Chabibulina, wykrył w masywie leśnym zgaszone ognisko, co wzbudziło podejrzenia o obecności powstańców w tym rejonie.
Pododdział kontynuował poszukiwania jeszcze uważniej. Wykryto ślady jednego człowieka (zgodnie z taktyką partyzancką, ukraińscy bojownicy podziemia szli zawsze stawiając stopę w ślad idącego przed nim, co uniemożliwiało ustalenie ich liczebności – red.). Posuwając się wzdłuż tropu, uczestnicy pościgu zauważył ruch nieznanych osób w krzakach. Starszy lejtnant Chabibulin postanowił otoczyć krzaki, w tym celu podzielił oddział na trzy grupy i dał jednej grupie zadanie pójścia z lewej strony, drugiej z prawej, a z trzecią ruszył prosto w kierunku krzaków.
Gdy grupa się zbliżyła, została ostrzelana z broni automatycznej, a chwilę później zauważono trzech nieznanych mężczyzn uciekających i oddających strzały. W wyniku pościgu wszyscy trzej zostali zabici. Jak się później okazało, wśród zabitych był naczelny dowódca UPA „Kłym Sawur” i dwie nieznane osoby. U zabitych znaleziono 3 automaty, 5 magazynków do automatów, 2 pistolety, 150 sztuk amunicji oraz torbę polową z dokumentami UPA i mapami. Wszystko to wydarzyło się o godzinie 14:30 [7].
Dmytro Kljaczkiwśkyj złożył swoje życie na ołtarzu przyszłej niepodległości Ukrainy. Miejscowa ludność zachowała pamięć o dzielnym dowódcy UPA-Północ w pieśniach. W dniu 9.07.1995 roku w Zbarażu, w jego małej ojczyźnie, wzniesiono pomnik. Później, w 2002 roku, wzniesiono pomnik Dmytra Kljaczkiwśkiego w Równem, na miejscu masowych egzekucji, w pobliżu byłego więzienia rówieńskiego. Jak informuje list SBU, ciało dowódcy UPA prawdopodobnie spoczywa w bezimiennym grobie na cmentarzu Hrabnyk w Równem.
Źródła i literatura:
1. Archiwum Zarządu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w obwodzie lwowskim,
spr. P-33843, t. 2.
2. Kremjanczanka N. Matka miała trzech synów. – Tarnopol, 1999. – 200 s.
3. Litanjuk K. O lepszy los Ukrainy // Neskoreni. – 1992. – nr 4 (7). – Maj.
4. Kentij A. Ukraińska Powstańcza Armia w latach 1942–1943. – Kijów, 1999. – 250 s.
5. Komar Ł. Proces 59-ciu. - Newark, New Jersey, 1991. – 90 s.
6. Ukraina w przeszłości. - Kijów; Ł., 1995. – Wydanie 7.
7. Marczuk I. Ostatnia walka „Kłyma Sawura” // Wołyń. – 2002. – 14 października.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz