Tłumaczenie z języka angielski
W okupowanym mieście Stanisławów noc z 8 na 9 sierpnia 1941 roku rozpoczęła się od okrutnej iluzji normalności. Gestapo, pod dowództwem Hansa Kruegera, nakazało ukraińskiej policji pomocniczej wezwać polskich nauczycieli i profesjonalistów na rzekome spotkanie organizacyjne przed nowym rokiem szkolnym. Policjanci byli uprzejmi i uspokajający, co stanowiło część oszustwa.
Do rana aresztowano ponad dwieście pięćdziesiąt osób z polskiej inteligencji, w tym nauczycieli, lekarzy, księży i urzędników państwowych. Węgierskie wojska stacjonujące w pobliżu odmówiły udziału w mordowaniu cywilów i zostały zastąpione przez jednostki niemieckie i ukraińskie. Listy aresztowań zostały częściowo przygotowane przez Iwana Rybczyna, profesora miejscowego ukraińskiego liceum.
Przez kilka dni aresztowani Polacy byli przetrzymywani w więzieniu Gestapo. Ich rodziny przynosiły jedzenie i odzież, a początkowo nawet дозволяły krótkie wizyty. Gdy wizyty ustały, rodziny nadal miały nadzieję, ponieważ nadzieja była wszystkim, co im pozostało.
W nocy z 14 na 15 sierpnia więźniowie zostali załadowani na ciężarówki i wywiezieni w ciemność Czarnego Lasu, niedaleko wsi Pawełcze. Tam, w deszczu i chłodzie, zostali rozstrzelani i pochowani w masowych grobach. Przeżył tylko jeden człowiek, polski leśniczy z Sołotwiny, który zdołał uciec przez las, gdy za nim rozbrzmiewały strzały.
Rodziny nie wiedziały nic. Gdy nadszedł wrzesień, delegacja żon i matek udała się do biura Gestapo, desperacko szukając odpowiedzi. Hans Krueger okłamał je. Powiedział, że ich bliscy żyją, a śledztwo wciąż trwa. Gestapo przyjmowało paczki z jedzeniem i ciepłą odzieżą od rodzin, ale jedzenie rzucano psom, a ubrania zatrzymywali strażnicy więzienni.
Przez miesiące, a potem lata, rodziny czekały. Pisały listy, modliły się i szukały, nigdy nie dowiedziawszy się, że ci, których kochali, spoczywali w nieoznaczonych grobach.
Tego rodzaju cisza nie była niczym niezwykłym w okupowanej Polsce. To był okrutny rytm życia pod dwoma totalitarnymi reżimami. W strefach niemieckiej i sowieckiej całe rodziny znikały z dnia na dzień, zabierane do więzień, deportowane do obozów lub mordowane w lasach. Matki trzymały się plotek, żony zapalały świece za mężczyzn, którzy nigdy nie wrócili, a dzieci dorastały w przekonaniu, że być może pewnego dnia ich ojcowie wciąż wrócą do domu.
Po wojnie Hans Krueger zbudował karierę jako polityk w Niemczech Zachodnich. Żył swobodnie aż do 1967 roku, kiedy to został ostatecznie skazany za inne zbrodnie wojenne. Nigdy nie został skazany za morderstwa w Czarnym Lesie ani za masakrę profesorów lwowskich, choć jego udział w obu był dobrze znany. Polska domagała się jego ekstradycji, ale Niemcy odmówiły.
Dopiero w 1988 roku odkryto groby w Czarnym Lesie. Odkrycie to było możliwe dzięki wytrwałości rodzin ofiar i cichej pomocy miejscowych mieszkańców, którzy wciąż pamiętali, gdzie kiedyś naruszono ziemię.
Dla Polaków rana niewiedzy nigdy się nie zagoiła. Dla wielu rodzin wojna nie zakończyła się w 1945 roku. Trwała w brakujących nazwiskach, nieodpowiedzianych modlitwach i echu kłamstw wypowiadanych do tych, którzy czekali.
Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić ofiarom, jest zapomnienie.
Zdjęcie #1 Hans Kruger.
Zdjęcie #2. Ukrainische Hilfspolizei/
Ukraińska Policja Pomocnicza.
Oceń to tłumaczenie:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz