„Kazano nam stać w drzwiach cel otwartych, twarzą zwróconą w ich ciemne wnętrze. Wywoływano nazwiska, sprowadzano więźniów na parter do holu-areny, wszystko w pośpiechu, wśród gradu przekleństw i kopnięć. Na dole rozpoczęły się przesłuchy: Jak się nazywasz, ty psie? Nim padła odpowiedź, waliło się ciało głuchym łoskotem na posadzkę, uderzone kolbą lub rękojeścią rewolweru w szczękę i ogłuszone”.
Kilkanaście dni później na czele okupacyjnej administracji w mieście stanął przysłany z Rzeszy 30-letni komisaryczny landrat, ptawnik Otto Christian von Hirschfeld – przed wojną Sturmbannführer SA.
W Inowrocławiu i jego okolicach niezwłocznie rozpoczęły się aresztowania Polaków, których ofiarą padali głównie przedstawiciele lokalnych elit politycznych, gospodarczych i intelektualnych.
Zatrzymanych umieszczano przede wszystkim w inowrocławskim więzieniu, gdzie od końca września miały miejsce zbiorowe mordy, a od października praktycznie dzień w dzień więzienie opuszczały transporty skazanych, których wieziono na egzekucję do Zajezierza w Puszczy Bydgoskiej bądź w okolice wsi Rożniaty nad Notecią.
Wywózki z października i listopada 1939 r. objęły łącznie ok. 600 osób. Landrat Hirschfeld brał aktywny udział w ustalaniu listy Polaków przeznaczonych na rozstrzelanie, jak również w samych egzekucjach.
W niedzielę 22 października udał się na polowanie wraz Hansem Ulrichem Jahnzem – właścicielem majątku ziemskiego w pobliskim Palczynie, a zarazem członkiem SS w randze Rottenführera. Po zakończonym polowaniu obaj udali się do domu Jahnza, gdzie rozpoczęli alkoholową libację.
Przed północą udali się do gmachu starostwa w Inowrocławiu, skąd zabrali ze sobą listę zawierającą nazwiska 90 Polaków przebywających w więzieniu inowrocławskim.
W więzieniu pojawli się około godziny 0:30. Hirschfeld nakazał po kolei według listy wyprowadzić więźniów. Niemieccy dozorcy wyciągali aresztowanych z cel, po czym kazali im schodzić na parter.
Tam więźniowie musieli się ustawić w rzędzie, a Hirschfeld każdego z osobna oglądał dokładnie, komenderując: „wachmistrz rozstrzelać” lub „odprowadzić”. Następnie dozorcy odprowadzali aresztowanych na tylne podwórze i tam ich rozstrzeliwali.
Część egzekucji Hirschfeld i Jahnz przeprowadzili osobiście. Jedną z ofiar, działacza związkowego Stanisława Kiełbasiewicza, Jahnz wpierw oskalpował scyzorykiem.
Łącznie zginęło tej nocy 56 Polaków, wśród których znaleźli się między innymi: przedwojenny prezydent Inowrocławia – Apolinary Jankowski, jego zastępca – Władysław Juengst, wójt gminy Inowrocław-Zachód – Mieczysław Eckert oraz liczni działacze polskich organizacji politycznych, gospodarczych i kulturalnych.
Ciała pomordowanych podczas inowrocławskiej "Krwawej niedzieli" zakopano w rowach przeciwlotniczych tuż za więzieniem. Niemcom jednak nie udało się zachować masakry w tajemnicy.
Wiedza o zbrodni przedostała się po kilku dniach na Zachód dzięki komunikatowi, jaki uczniowie i nauczyciele gimnazjum im. Jana Kasprowicza wysłali w świat za pomocą tajnej radiostacji krótkofalowej.
Za Radiem Strasburg komunikat powtarzały inne francuskie i brytyjskie rozgłośnie, a w wystąpieniu na forum Izby Gmin Winston Churchill.
Międzynarodowy rozgłos nadany sprawie, jak również całkowicie samowolny charakter tej masakry, zmusiły niemieckie władze do osądzenia Hirschfelda i Jahnza.
Wyrokiem Sądu Specjalnego w Poznaniu z 23 lipca 1940 r. Hirschfeld został uznany winnym i skazany na 15 lat ciężkiego więzienia. Ten sam sąd uniewinnił Hansa Ulricha Jahnza, uznając, iż wykonywał on jedynie rozkazy swego przełożonego.
Otto Christian von Hirschfeld zmarł w niejasnych okolicznościach. Hans Ulrich Jahnz niemal do końca wojny mieszkał w swym majątku w Palczynie, będąc postrachem polskiej ludności. W 1945 r. został schwytany i rozstrzelany przez czerwonoarmistów.
19 października 1945 r., dokonano ekshumacji, a dwa dni później, odbył się uroczysty pogrzeb ofiar.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz