Wówczas nikt nie rozpatrywał samotności w kontekście świadomego wyboru. Zakładano raczej, że z osobą nieżonatą/niezamężną` jest coś nie w porządku.
Samotność implikowała wykluczenie (tudzież poważne ograniczenie) ekonomiczne oraz towarzyskie.
Od razu śpieszę z wyjaśnieniem, że nie chodzi mi tutaj o samotność wdowy czy wdowca. Ci bowiem, o ile mieli dzieci, wypełnili swoją społeczną rolę.
Starej panny czy starego kawalera nikt nie nazwałby dzieckiem a dorosły zakłada przecież własną rodzinę. Zatem status kulturowy takich osób był niejasny.
Nie wypełniając użytecznej roli społecznej, nie uczestniczyli w pełni w życiu swego środowiska. Pozostawali w stanie nieznośnego zawieszenia. Rodzina broniła się przed przekazaniem dóbr niezamężnym/nieżonatym dzieciom z obawy o brak ciągłości dziedziczenia. Osoby samotne, szczególnie panny, były uzależnione od pomocy innych.
Notabene kiedyś poświęciłem osobny wpis starym samotnym kobietom i roli, którą pełniły.
Społeczność lokalna potrafiła w dosadny a często bardzo niewybredny sposób dać do zrozumienia osobom pozostającym poza małżeństwem, że to już najwyższy czas trafić przed ołtarz.
Zapusty a szczególnie ostatki były czasem intensywnych zabaw oraz swoistą giełdą matrymonialną.
Jedną z zabaw (kto się bawił ten się bawił) było ciągnięcie przez pannę bądź kawalera, drewnianego klocka za sobą. Najstarszy opis tej praktyki pochodzi z 1560 roku, gdzie tekst wskazuje, że jest to obyczaj o wiele starszy.
Ciągnięciu za sobą drewnianego klocka towarzyszyły niewybredne komentarze oraz docinki.
Być może słyszeliście również o podobnej praktyce przyczepiania pannom do odzieży śledziowych główek, kurzych łapek, etc. Aby pozbyć się tego poniżającego balastu należało się wykupić.
Istniała również, z dzisiejszego punktu widzenia, bardzo kontrowersyjna zabawa a mianowicie tzw. jarmark dziew.
Zbierano się w karczmie, gdzie kawalerowie odgrywali rolę kupców a dziewczęta bydła na sprzedaż. Dziewczyny wychodziły po kolei na środek, gdzie w atmosferze komentarzy wszelakich, prezentowały się zgromadzonej publiczności niczym na targu. Jeśli dziewczyna miała powodzenie to adorator szybko składał datek na jej wykup. Jeśli nie to wówczas przeciągano wycenę oraz niewybrednie sobie żartowano.
Starym pannom malowano czasem sadzą na drzwiach sprośne rysunki. Ustawiano stylizowane kukły pod domem, hałasowano pod oknami.
Stary kawaler generalnie miał trochę lżej, ale z niego także robiono sobie niewybredne żarty. Bo co z niego za chłop skoro wykonuje zajęcia (np pranie czy gotowanie) tradycyjnie przypisywane kobietom.
Słowem podsumowania, łatwo w tym miejscu przyjąć postawę prezentyzmu i uznać tego typu "figle" za rozrywkę tępej hołoty, ale pamiętajmy, że pozostawanie poza stanem małżeńskim, co się wiązało z niezałożeniem rodziny, odbierane było przez wspólnotę (bo przecież rodzina jakoś tam chroniła swoich nawet jeśli nie uwzględniano ich w testamencie przy podziale majątku) jako zagrożenie ekonomiczne oraz kulturowe dla funkcjonowania tejże.
fot: Słowacja, ciągnięcie belki, domena publiczna
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz