Mój słoń delikatnie stąpał naprzód, a jego miękkie stopy bezdźwięcznie wzbijały tumany pyłu. Poruszaliśmy się przez busz pewnymi, kołyszącymi się ruchami charakterystycznymi tylko dla słoni. Podobnie jak skały, słonie wydają się o wiele większe oglądane z góry, niż z dołu: z grzbietu słonia ziemia wygląda na bardzo twardą i odległą. Mój słoń jednak nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów i wkrótce dostosowałem się do jego rytmicznego stąpania. Cieszyłem się, że jadę na słoniu afrykańskim, o którym mówi się, w przeciwieństwie do indyjskiego, że nie można go zmusić do żadnej pracy, jest nieposłuszny i niebezpieczny.
Tak właśnie należy zwiedzać Afrykę. Z grzbietu słonia wszystko doskonale widać bez zapachu benzyny i hałasu silnika. Co ważniejsze, mieściliśmy się nawet na najwęższych ścieżkach: dla większości zwierząt mieliśmy zaś postać i zapach słonia, a nie ludzi. Zawiodły tylko zwierzęta. W związku z tym, że wyruszyliśmy na safari zbyt późno, widziałem tylko kilka antylop - a szkoda.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz