Konrad Rękas: Prawda o Sahryniu
Sprawa kłamstw na temat akcji polskiej przeciw ukraińskim nazistom w Sahryniu – ma dla mnie wymiar osobisty. Jednym z dowódców tej czysto wojskowej operacji był bowiem brat mojego dziadka – major Stanisław Basaj „Ryś”, dowódca I Hrubieszowskiego Batalionu Batalionów Chłopskich, najsilniejszej antyniemieckiej i antybanderowskiej formacji partyzanckiej w tej części Polski. Wiem zatem doskonale z przekazów rodzinnych i od żołnierzy mojego dziadka co naprawdę stało się w Sahryniu, Szychowicach i Łaskowie.
Fakty są znane i oczywiste. 10 marca 1944 r. w tych trzech miejscowościach oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich zaatakowały umocnione obozy i magazyny broni kolaboracyjnej Ukraińskiej Policji Pomocniczej, ukraińskiego Selbstschutzu/Ortschutzu, banderowskiej Ukraińskiej Narodowej Samoobrony i ukraińskich SS-manów. Walka zakończyła się zwycięstwem Polaków. Podkreślam szczególnie mocno – w Sahryniu, Szychowicach i Łaskowie nikt nie ginął za bycie Ukraińcem czy prawosławnym, a wyłącznie w walce AK i BCh z ukraińskimi formacjami zbrojnymi – Ukraińską Policją Pomocniczą i Ukraińską Narodową Samoobroną, czyli organizacją powołaną przez komendanta UPA, Romana Szuchewycza. To celem UNS i UPP było przeprowadzenie na Ziemi Zamojskiej i Chełmskiej czystki etnicznej na wzór wołyński, czego przykładem może być los wypędzonych i zabitych polskich i mieszanych mieszkańców tych trzech miejscowości. Miejscowości, z których dziś robi się „niewinne symbole polskiej agresji„. Z kolei działania polskiej partyzantki, w tym przede wszystkim dominujących na tych terenach ludowych Batalionów Chłopskich – miały na Ziemi Hrubieszowskiej i Zamojskiej charakter wybitnie defensywny, po pierwsze przeciw wysiedleniom i kolonizacji dokonywanym przez Niemców, a dwa przeciw ukraińskim nazistom – kolaborantom. Tak 75 lat temu, jak i dziś wybór był i pozostaje prosty: za nazizmem lub przeciw niemu.
Co więcej, fałszerze historii i świadomi manipulanci celowo pomijają dziś złożoność etniczną tych terenów – co przypomina nieco czarno-białe widzenie tych samych zagadnień przez ukraińskich nazistów. Dość przypomnieć, że z rodziny mieszanej pochodziła choćby żona majora Basaja, jego własny szwagier wybrał tożsamość ukraińską. Takie rodziny były zagrożone przecież nie przez AK i BCh, ale właśnie przez UNS, UPP i UPA! To polska samoobrona, wbrew współczesnym kłamstwom – broniła więc wschodniej tych różnorodności ziem, podczas gdy ukraiński nazizm kierował się wyłącznie wąskim etnonacjonalizmem. W dodatku – jednoznacznie zbrodniczym.
Nie mylmy zbrodniarzy z ofiarami
Tymczasem dziś władze Ukrainy, nie pozwalające na ekshumację ofiar zbrodni dokonanych przez ukraińskich nazistów i gloryfikujące ludobójców z UPA, UNS i SS-Hałyczyna – znalazły jednak czas, by znów zaatakować walczących z tymi bandytami polskich bohaterów. Podczas ukraińskiego spędu w Sahryniu czytany był m.in. list Poroszenki, przetłumaczony na koślawą polszczyznę, przypominającą bardzo formę obwieszczeń niemieckich władz okupacyjnych z czasów wojny (też często tłumaczonych przez ukraińskich nazistowskich kolaborantów). Pismo to kreśli z rozmachem obraz przejmującej rzezi, jakiej na niewinnej ludności Sahrynia mieli dopuścić się polscy oprawcy – co jednoznacznie wskazuje, że ghostwriterzy Poroszenki przepisali po prostu opis mordów dokonywanych przez Ukraińców i tylko zamienili miejscami sprawców i ofiary… Oczywiście też jednak, kijowski czekoladowy kacyk nie powinien mieć złudzeń – nie uda mu się kłamstwami wzbudzić współczucia ani przedstawić oprawców jako niewiniątka. Przeciwnie, gdy przyjdzie czas, by rozdeptać łeb banderowskiej gadzinie – takie Sahrynie będzie komu powtórzyć!
Jako Polacy mamy bowiem pełną świadomość, że są to sprawy bolesne, ale konieczne do dopowiedzenia. Czy mamy być dumni z polskiego odwetu przeciw Ukraińcom? Nie. Czy cieszymy się, że musiało do niego dojść? Nie. Ta część wojny na Kresach, w Małopolsce Wschodniej i na Lubelszczyźnie – miała wszystkie cechy sienkiewiczowskiej wojny domowej, najstraszniejszej z wojen. Ale odrzucając niezdrową ekscytację tragiczną KONIECZNOŚCIĄ przed którą stanęli nasi przodkowie walczący z ukraińskim nazizmem – nie możemy też odczuwać niepewności czy wahania. Tak, jak 75 lat temu Polacy musieli bronić się przed groźbą fizycznego unicestwienia – tak i dziś w takiej sytuacji nie mogłaby nam zadrżeć ręka.
„Za tę dłoń podniesioną nad Polską – kula w łeb!”.
Konrad Rękas
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz