ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 5 września 2019

Kampania polska roku 1939.


Część VIII.
Była ciemna noc z 4 na 5 września 1939 roku. Od Gdyni biła łuna pożarów wznieconych przez ciągłe bombardowania Luftwaffe. Na całym polskim wybrzeżu słychać było echo wystrzałów.
Kapitan mar. Aleksander Grochowski, dowódca okrętu podwodnego ORP Ryś, dał rozkaz do wynurzenia. Gdy wyszedł na kiosk, owiała go ciepła nocna bryza. Przed dziobem ukazał się helski port, który przywitał załogę polskiej jednostki smutnym widokiem leżącego na prawej burcie niszczyciela ORP Wicher i dogorywającego w ogniu stawiacza min ORP Gryf. Z dna basenu portowego sterczały też maszty pozostałych jednostek, zatopionych w wyniku wielkich niemieckich nalotów trwających w ciągu poprzednich dni.
Ryś zawinął na Hel tylko na kilkanaście godzin, w celu prowizorycznych napraw uszkodzeń wynikłych z powodu ataku bombami głębinowymi w dniu 4 września. Po szybkim remoncie, okręt wyszedł ponownie w morze, pozostawiając za sobą broniących półwyspu żołnierzy i marynarzy.
Po stracie Wichru i Gryfa jedynymi polskimi okrętami zdolnymi do działań na Zatoce Gdańskiej były tzw. „ptaszki” - małe, ale dość nowoczesne trałowce. 3 września utworzono z nich dywizjon, którym dowodził komandor ppor. Zdzisław Buczkowski. W jego skład wchodziły OORP Czajka, Rybitwa, oraz Jaskółka. Jednostki te miały za zadanie wsparcie oddziałów polskich, walczących pod dowództwem pułkownika Stanisława Dąbka w Gdyni i na Oksywiu.
12 września, pod naporem sił niemieckich, polscy żołnierze zaczęli wycofywać się na Kępę Oksywską. Będąc w stałym kontakcie z kontradmirałem Unrugiem, pułkownik Dąbek błagał o jakiekolwiek wsparcie. Na pomoc zostały wysłane „ptaszki” komandora Buczkowskiego.
Gdy niemieckie oddziały nacierały na szosie prowadzącej z Mrzezina do Pierwoszyna, likwidując coraz to kolejne gniazda polskiej obrony, komandor rozkazał podejść okrętom jak najbliżej brzegu. Jaskółka, Czajka i Rybitwa szły maksymalną prędkością, szykiem torowym, pozostawiając za sobą na błękitnych wodach Zatoki Puckiej spieniony kilwater. Pogoda była pochmurna, a od strony lądu wiał lekki wiatr. Przed południem, około 2 mile morskie od cypla w Rewie, Buczkowski rozkazał zająć swoim jednostkom pozycje do ostrzału. Nagle zobaczył w lornetce zgrupowanie nieprzyjaciela. Okręty od razu otworzyły gwałtowny ogień ze swoich dział kalibru 75mm. Ostrzał wywołał w szeregach wojsk niemieckich spore zamieszanie i osłabienie impetu natarcia, co dało Polakom trochę czasu na przegrupowanie sił.
W nocy z 12 na 13 września „ptaszki” postawiły też zaporę minową na morzu od Jastarni do Helu, liczącą około 60 min.
14 września nad ranem okręty komandora Buczkowskiego podeszły w okolice Mechelinek, aby tym razem wesprzeć ogniem pododdziały 2. Morskiego Pułku Strzelców. Po krótkim ostrzale, jednostki wykonały ostry zwrot i w obawie przed niemiecką artylerią i lotnictwem, wracały pełną parą na półwysep.
Gdy przed południem trałowce wróciły do portu w Jastarni, a załogi udały się na posiłek, nagle usłyszano przeraźliwy gwizd nurkujących samolotów, a chwilę potem potworne wybuchy bomb i nieustanny grzechot broni pokładowej, zmieszany z terkotem polskiej artylerii przeciwlotniczej strzelającej ze wszystkich luf. Marynarze wiedzeni pierwotnym instynktem, biegli ile sił w nogach do najbliższych prowizorycznych schronów. Wokół był słyszalny błagalny płacz śmiertelnie rannych żołnierzy, zmieszany z krzykiem przerażonych kobiet i dzieci.
Po zakończeniu pierwszego nalotu od razu nastąpił drugi, jeszcze silniejszy. Jaskółka została trafiona bombą za pomostem, a wybuch amunicji wywołał pożar, którego nie udało się ugasić i okręt eksplodował. Czapla trafiona w dziób, szybko osiadła na dnie basenu portowego. Atak przetrwały Czajka i Żuraw, które jednak odniosły ciężkie uszkodzenia wymagające poważnych napraw.
W dniu 14 września polska flota na Bałtyku praktycznie przestała istnieć.
Tymczasem broniąc się zażarcie, w niektórych miejscach do upadłego, obrońcy Oksywia stopniowo tracili teren i w dniu 19 września w rękach polskich znajdował się tylko wąski skrawek wybrzeża od Oksywia do Pierwoszyna.
Polacy ciągle kontratakowali, a walka toczyła się o każdy metr ziemi.
Pułkownik Dąbek z grupą oficerów swego sztabu przebywał w schronie niedaleko Babich Dołów. Wszyscy byli przygnębieni, ponieważ wiedzieli, że koniec walk zbliża się nieubłagalnie.
Po południu bosmat Januszkiewicz pod ciągłym niemieckim ostrzałem naprawił podwodny kabel telefoniczny łączący Oksywie z Helem i Dąbek zatelefonował do admirała Unruga, aby zdać mu ostatni raport. Gdy kontradmirał odebrał terkoczący telefon, usłyszał: „Czołem! Panie admirale, zadanie swoje spełniłem. Policzone są nasze chwile. Na wyróżnienie zasługuje komandor Jabłoński, major Zaucha, major Jabłonowski i inni dowódcy batalionów. Wielu żołnierzy i marynarzy zasługuje również na wyróżnienie, nazwisk ich nie znam. Dziękuje panu admirałowi za marynarzy, walczyli jak lwy. Czy pan admirał nie ma do mnie żalu za Oksywie?”
Unrug odpowiedział: „Panie pułkowniku, podziwiamy waszą waleczność. Honor został uratowany. Czołem, panie pułkowniku!”.
Po tej rozmowie Dąbek wezwał swój sztab, aby wszyscy chwycili za karabiny i poszli walczyć.
Do samego końca żołnierzy wspierał ksiądz komandor Jan Miegoń, pomagając rannym i udzielając sakramentu ostatniego namaszczenia (po kapitulacji trafił do oflagu, a następnie do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie w 1942 razem z wieloma innymi polskimi księżmi został zamordowany).
O godzinie 16:00 Dąbek wyprowadził swoich żołnierzy na północny, gęsto zalesiony stok jaru Babiego Dołu i tam zorganizował ostatnią redutę.
W tym czasie, do walki włączyła się niemiecka artyleria, niszcząc ostatnie polskie stanowiska obrony.
Około godziny 17:00 pułkownik wezwał swojego zastępcę. Wydał mu rozkaz zaprzestania walki po jego śmierci. Nagle, w niewielkiej odległości od Dąbka rozerwał się pocisk z moździerza, który ranił go odłamkami. Chwilę później strzałem z pistoletu odebrał sobie życie.
Walki na Kępie Oksywskiej dobiegły końca.
Z tą chwilą ostatnim bastionem na polskim wybrzeżu pozostał Hel.
Fot. Trałowiec ORP Czapla zatopiony w porcie w Jastarni. Fotografia pochodzi ze strony Polish Navy in colour.
Zachęcam do polecenia i udostępniania "Burzliwych mórz" znajomym!

Brak komentarzy: