ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

wtorek, 3 lutego 2026

Ostatni obywatel Związku Radzieckiego. Gdy wrócił na Ziemię, wylądował w innym świecie.



Nazywał się Siergiej Krikalow i gdy w 1991 roku wyruszał w kosmos, robił to jako obywatel Związku Radzieckiego. Kiedy wrócił, jego kraj już nie istniał.

Wystartował z kosmodromu Bajkonur w kierunku stacji Mir, perły radzieckiej myśli inżynieryjnej. Jego misja miała trwać pięć miesięcy i w tym czasie gdy on unosił się nad planetą, świat, który znał, zaczął się rozpadać.

Moskwa płonęła od napięć politycznych.
Kolejne republiki ogłaszały niepodległość.
A pewnego dnia z Ziemi przekazano mu taką wiadomość:
„Państwo, które wysłało cię w kosmos, przestało istnieć. Nie mamy pieniędzy, by sprowadzić cię z powrotem”.

Siergiej stał się ostatnim obywatelem ZSRR, który nie miał jak wrócić do domu. Jego ciało słabło, kości traciły wapń, a promieniowanie zwiększało ryzyko nowotworu. Mógł odlecieć: była kapsuła ratunkowa, ale gdyby jej użył, stacja Mir zostałaby opuszczona, skazana na upadek na Ziemię.

Więc został.
Sam.
Wypełniając swój obowiązek wobec kraju, który już nie istniał.

Tymczasem na Ziemi inflacja pożerała oszczędności ludzi, a rosyjski rząd sprzedawał miejsca na stacji Mir innym państwom, by przetrwać.
Japonia. Austria. Niemcy.
Kosmos stał się biznesem.
A Siergiej jego mimowolnym strażnikiem.

Minęło 311 dni.
Gdy w końcu wrócił, 25 marca 1992 roku, wylądował na kazachskich stepach, już niebędących częścią ZSRR.
Z kapsuły wyszedł chwiejnym krokiem mężczyzna w skafandrze z literami CCCP, trzymając w dłoniach radziecką flagę.
Jego rodzinne miasto, Leningrad, nosiło już nazwę Petersburg.
Jego pensja 600 rubli wystarczała ledwie na kilogram kiełbasy.
Jego świat się zmienił.

Ale on pozostał taki sam: zdyscyplinowany, opanowany, nieprzekupny.
Dwa lata później otrzymał tytuł Bohatera Rosji.
Potem został pierwszym rosyjskim kosmonautą, który poleciał z NASA,
a następnie pierwszym człowiekiem, który odbył lot na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

Brak komentarzy: