ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 5 marca 2026

BUDZIK CZASU część 21. Przywózcy z Przywózk, o których już co nie co kiedyś było.

 Miech, Mordzik i inni, czyli na litewskim polu bitew wojny domowej (1431-1439) pierwszej połowy XV wieku 

W poprzedniej części, przy okazji opowieści o rodzie Krasnodębskich i rozlicznych przykładach niezbyt pokojowego współistnienia tych familiantów oraz ich sąsiadów i nie rzadko skomplikowanych relacji nacechowanych arogancją, poczuciem wyższości, chciwością ba wręcz żądzą i agresją w dość rozpiętej skali i to w przedziale od miłujmy się do pozabijajmy... Mowa była o potomkach i już w którymś z kolejnych pokoleń, pierwszych rycerzy, którzy przybli pod Sokołów Podlaski i osiedli na nadaniach wielkoksiążęcych, to do nich nawiązaliśmy na koniec tamtej, wcześniejszej opowieści zastanawiając się, ba wskazując skąd w ich genach mogły się wziąć wszystkie te cechy, które następnie wymieszały się jak we wrzącym garnku a na wierzch wypłynęły te najmocniejsze, czyli odwaga, porywczość, krewkość i skłonność do awaturnictwa i pieniactwa. I jak Krasnodębscy byli dobrym przykładem tego co działo się w całej naszej okolicy przez kolejnych trzysta lat, tak dobrym przykładem genezy tego zjawiska, które rozlało się potem szeroką falą w regionie będzie inny ród i jego początki, ale też pochodzący z parafii Sokołów. W tym celu przemieścimy się teraz z Krasnodębów w kierunku zachodnim, za Wojewódki, bo jest tam taka całkiem spora wieś o której, a raczej o pochodzącym stąd szlacheckim rodzie gniazdowym, co zważywszy na odległość czasową pół tysiąca lat na jedno wychodzi. Chodzi oczywiście o Przywózki i Przywóskich (tych przez z i u też, bo to ci sami). Ich początki, ba nawet klejnot rycerski i skąd do nas przybyli na pocz. XV w. praktycznie nic konkretnego nie wiemy i chociaż nazwa "Przewoska" stara się nas naprowadzić na trop, podobnie jak przydomek "Miech" ...ten zaś aż chce się przypiąć do słynnych Miechowitów, może być przypadkowy i zbieżny. Wszystko więc dla nas współcześnie stanowi zagadkę, nawet najstarszy znany źródłowo ich przedstawiciel rycerz Jakub, który występuje i już przed 1424 r. jako ślad w dokumentach z tej epoki.  Uchwyćmy się zatem Jakuba de Przywoska i jego synów, trzech? A może sześciu nawet? A to z przyczyny wzięcia przez nich czynnego udziału w charakterze pancernych maszyn do zabijania, delikatnie mówiąc wypełniania przez nich rycerskich powinności w wielkiej wojnie domowej na Litwie jaka miała miejsce w latach 1431 - 1439 po śmierci w.ks litewskiego Witolda, pomiędzy Świdrygiełłą a Zygmuntem Kiejstutowiczem, w szczególności chodzi nam o dwie bitwy w których uczestniczyli nasi pierwsi Przywóscy oraz szereg innego naszego rycerstwa z okolic Sokołowa czyli Ziemi Drohickiej i to raczej tłumnie a nie zdawkowo posiłkując tego drugiego księcia z przyczyn konkretnych. W odróżnieniu od tego pierwszego lubił on rycerstwo polskie i doceniał. Mamy zaś o tym informacje, gdyż Ci Przywóscy nie omieszkali się potem tym w sądach pochwalić i potrafili to wykorzystać jako atut co widać wyraźnie w przychylności owego sadu dla nich przy wyrokowaniu. Tak więc Jakub Przywóski i jego synowie stanęli do walki przynajmniej dwukrotnie pod Oszmianą 1432 roku i pod Wiłłkomierzem 1435 roku (w innych poźniejszych potyczkach też, ale to nie dotyczyło już tej wojny domowej). Zatem nasi Przywóscy i nasze okoliczne rycerstwo przyczyniło się w znacznej mierze do wygrania tej wojny na korzyść sił chcących kontynuować związek Polski i Litwy. O skuteczności i sprawności bojowej naszych miał się boleśnie przekonać sam obalony wielki książę Świdrygiełło w nieustającej serii porażek militarnych już pod Łuckiem 1431, a potem pod Oszmianą 1432 r. i pomimo poparcia jakie uzyskał od wrogich Polsce sąsiadów klęsce niemal całkowitej  w bitwie pod Wiłkomierzem 1435, gdzie armia polsko - litewska liczącą 9 tys. żołnierzy pokonała połączone siły litewsko - ruskie z domieszką Tatarów i głównym sojusznikiem oddziałami doborowymi Zakonu Krzyżackiego z Inflant w sumie ponad 11 tys. żołnierzy, a życiem udział w tej wyprawie przypłacił sam wielki mistrz Franke von Kerskorff. Kto się przyczynił do ich klęski, a wiadomo nasi rycerze i to bynajmniej niemało, czyli protoplaści potomków gniazdowej szlachty późniejszego województwa podlaskiego, ziemi drohickiej, strony przedbużnej też. O czym świadczy przecież jasno wypowiedź czynnych uczestników tego konfliktu, a synów Jakuba de Przywoska, czyli naszych Przywóskich w sądzie ziemskim w Drohiczynie w poł. XV w. 
I chociaż wojna domowa na Litwie wygasła, a w 1440 r. na tron wielkoksiążęcy wstąpił syn Jagiełły Kazimierz Jagiellończyk, to nie był to jak wiemy koniec zmagań wojennych, w których wzięło udział nasze, miejscowe rycerstwo, a jedynie początek. Ku własnej chwale i chwale swojego księcia oraz jego następców. 
Reasumując nasi przodkowie od samego pojawienia się u nas nie byli grzeczni i dobrze ułożeni, a wręcz coś przeciwnego, a geny ich były tak silne, że rzutowały na potomnych długo jeszcze i potem. I jeszcze jedna uwaga końcowa. To dzięki naszemu rycerstwu i ich potomków, czyli szlachty gniazdowej, ich odwadze,  męstwu i wysiłkom poniekąd, ten skrawek pięknej ziemi w okolicach Sokołowa Podlaskiego to dziś Polska, a nie np. Białoruś.

Tekst Dariusz M. Kosieradzki 
Foto Patrycja D. Kosieradzka

Brak komentarzy: