ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

poniedziałek, 2 marca 2026

Krasnodęby Sypytki, Kasmy oraz Rafały

 Dariusz Kosieradzki

BUDZIK CZASU i Krasnodębscy część 20. Zajazdy, porwania i inne zamieszania. Mociumpanie? Ty kacerzu! Ty chamie!...czyli Komorniczaki, Kochanki, Serwatki i kto komu zalał więcej Sadła za skórę. Krasnodęby Sypytki, Kasmy, Rafały oraz ich najbliższa okolica
Użyte w tytule określenia na niektórych z przedstawicieli rodu Krasnodębskich zamieszkałych pod Sokołowem Podlaskim i tutaj głównie posiadających swoje dobra szlacheckie, czyli Krasnodęby Sypytki, Kasmy oraz Rafały, jak też w bliższych im lub dalszych wsiach, to oczywiście tzw. przezwy, przydomki, których kiedyś chętnie używano, a które wręcz były nieodzowne, gdy ród rozradzał się i dzielił na niezliczone linie i gałęzie stając się bardzo liczny. Pozwalało to na dodatkową identyfikację bliższą, kto i czyim jest potomkiem, skąd pochodzi konkretnie, ba czasem określało to też status rodziny, jak w przypadku Krasnodębskich Komorniczaków, to byli potomkowie jednego z Krasnodębskich, który piastował urząd komornika ziemskiego drohickiego. Co do przydomku Sadło, ten pojawia w zapisach już w poł. XVI w., bo takowego używał Jan Sadło Krasnodębski 1546 i jego syn Aleksander 1552, a potem jego dzieci w osobach Adama i Stanisława. Być może jest to przydomek wskazujący na cechy fizyczne protoplasty, więc mógł być on gruby i to bardzo otyły, choć nie należy wykluczyć że chodziło w tym określeniu o zasobność i majątek, który wyróżniał go od najbliższych sasiadów na korzyść. W przypadku przydomku Kochanki sprawa też do końca nie jest jasna, ale tu możemy przypuszczać, co ma i oddźwięk w tradycji rodzinnej Krasnodębskich, która wskazuje na to iż przezwa ta powstała w dość niecodzienny sposób, a mianowicie jest pokłosiem wydarzeń jakie miały miejsce w 2 poł. XVI w. i dotyczą one porwania Anny przez Kacpra Krasnodębskiego. O czym będzie szerzej, niżej. Tu zaś tylko nadmienimy, że jednym z przedstawicieli Krasnodębskich Kochanków był Antoni, syn Kazimierza (ur. 1723, zm. 04.04.1793) który pochodził z sąsiednich Brodaczy i zostawił po sobie potomstwo. Zresztą wówczas właścicielem części tej samej wsi był kolejny Antoni Krasnodębski ale Komorniczak, często mylony z tym pierwszym, bo i urodzony w tym samym roku co tamten tj. 1723 i zmarły w tym samym tj. 1793 tyle że kilkanaście dni później 15 kwietnia (!) Bez dodatkowych przydomków z perspektywy czasu byli by oni obaj nie do odróżnienia. Jeśli zaś chodzi o przydomek Serwatka (czyli już widać po znaczeniu tego słowa, ktoś ważniejszy i znacznejszy od pozostałych np. sąsiadów lub familiantów dalszych). Serwatką Krasnodębskim był np. Wojciech (1707 - 1777) z Rafał i stamtąd też drugi tj. Kazimierz zm. 1763, obaj pozostawili po sobie potomków męskich.
W 2 poł. XVI w. pośród Krasnodębskich oprócz zaczynającego się rysować wyraźnie podziału na biedniejszych i bogatszych doszedł jeszcze aspekt religijny, a to za przyczyną magnatów Kiszków właścicieli m.in Klucza ziemskiego Węgrów Sokołów, którzy w swoich dobrach poparli z całą mocą reformację wspierając protestantów i nie przebierając w środkach zajęli przekazując go jako zbór tamtejszy kościół parafialny w 1562 r. To za ich przykładem poszło wielu z miejscowej szlachty w tym i cześć Krasnodębskich, reszta zaś nie, co naturalnie doprowadziło do eskalacji pomiędzy nimi. Dobrym tego przykładem są wydarzenia jakie osobiście dotknęły katolika Piotra Krasnodębskiego, dziedzica na częściach Sypytek i Rafał, któremu Adam z Remiszewa dokonując zajazdu zbrojnego zajął dzierżawy w tych ostatnich dobrach i został pozwany przez Piotra przed sąd w 1584 r. Nie był to bynajmniej koniec kłopotów owego szlachcica Piotra, a jedynie początek, gdyż kilka lat później doszło do rzeczy niebywałej, a o wszystkim wiemy z kolejnego pozwu skierowanego w 1589 r. do sądów i biskupich i świeckich. O co poszło? Niebagatelka! Piotrowi porwano żonę, a matkę jego dzieci, niejaką Annę córkę Grzegorza Błońskiego, dokonał tego zuchwale i w biały dzień Kacper Krasnodębski dziedzic na części Bachorzy, a ów był "kacerzem", tak katolicy nazywali protestantów, Piotr jak już wiemy wręcz przeciwnie rzymskim katolikiem. Mało tego, Kacper po uprowadzeniu żony Piotra Anny wziął z nią następnie ślub w Sokołowie, w dawnym kościele parafialnym a teraz zborze, którego udzielił mu rozwiązując poprzednie małżeństwo Anny mistrz heretycki. Ale żeby to było możliwe Anna musiała przecież powiedzieć "tak" inaczej nic mimo chęci by z tego nie wyszło. Na nic się potem zdały wyroki sadów biskupów łuckich, bowiem Kacper i Anna znajdowali się pod ochroną i opieką nikogo innego jak starosty żmudzkiego i brzeskiego, kasztelana wileńskiego i podczszego litewskiego, samego Jana Kiszki, zagorzałego zwolenika arianizmu, a po jego śmierci najprawdopodobniej podobnej udzielili mu jego spadkobiercy Radziwiłłowie, więc Kacper jawnie sobie kpił z tych nieprzychylnych mu wyroków. Wróćmy jeszcze przy tej okazji do przydomku Kochanki, co to niby potomkowie Kacpra i Anny mieli nosić. A czy nie bliżej prawdy będziemy, kiedy raczej przerzucimy tę przezwę bezpośrednio na dzieci owszem i kochanki Kacpra Anny ale z pierwszego jej małżeństwa z Piorem? Chyba bliżej.
Na koniec jeszcze ciekawostka dla odmiany z XVII w., że w kwestiach niektórych nic a nic się przez sto lat nie zmieniło w okolicy. Przykład. Proszę bardzo. W 1680 r. Paweł Krasnodębski dziedzic na częściach Kasm i Remiszewa najechał dobra sasiadów tj. braci Macieja i Tomasza Krasnodębskich znajdujące się w Sypytkach i Rafałach, ciekawe czy dodatkowo nie sprowokowany, bo potem w pozwie tych braci był dodatkowy zarzut pod jego adresem, gminnego pochodzenia, czyli że z chłopów on i chamów, co było wszak dla szlachcica wówczas najgorszą potwarzą i obelgą jaką ten sobie mógł wyobrazić. Mszcząc się Paweł nie tylko że pobił poddanych Macieja i Tomasza ale też wykosił wszystek... pola i łąki i wyciął większość drzew w należącym do braci lesie. Oj działo się przyznacie sami, działo gorąca krew i te awanturnicze geny odziedziczone po przybyłych tu na początku XV w. przodkach, w których taki element awanturniczy połączony z odwagą i okrucieństwem przeważał, a przelew krwi zdawał się zwyczajnością. A byli to przodkowie co stawali w niejednej bitwie, jakie miały wtedy na Litwie miejsce, czy to podczas wojny domowej, czy też w obronie jej integralności przed zakusami sasiadów. O nich i tych najciekawszych bitwach tamtych czasów z udziałem naszych przodków, bowiem zamierzamy wam opowiedzieć w następnej cześci Budzika Czasu.
Tekst Dariusz M. Kosieradzki
Foto Patrycja D. Kosieradzkam




Brak komentarzy: