Wydawnictwo Wiązowianka - Historia Gminy Wiązowna
W dzisiejszym materiale przyjrzymy się historii niezwykle odważnej kobiety oraz jej rodziny - ludzi, którzy narażając własne życie, aktywnie walczyli z okupantem, a przy tym uratowali życie wielu prześladowanych i bezbronnych osób.
Irmina Kos urodziła się 23 maja 1920 roku na Płachcie, dawnej kolonii znajdującej się dziś w granicach Wiązowny. Była najstarszym dzieckiem Jana Kosa i Janiny z Kruków, znanych i szanowanych mieszkańców dawnej Wiązowny. Miała dwoje rodzeństwa: młodszą o rok siostrę Aurelię oraz o pięć lat młodszego brata Stanisława.
Dzieci wychowywane były twardą ręką przez Jana, który zapisał się w pamięci mieszkańców jako człowiek stanowczy z twardymi zasadami. Były żołnierz carskiej armii po odzyskaniu przez Polskę niepodległości osiadł na rodzinnym gospodarstwie, gdzie zajął się rolnictwem. Angażował się również społecznie, a w późniejszych latach także konspiracyjnie. Już w grudniu 1916 roku został członkiem komitetu założycielskiego Ochotniczej Straży Ogniowej w Wiązownie, której został naczelnikiem. Choć nie posiadał wykształcenia medycznego, był także wiejskim dentystą. Jego żona Janina w późniejszych latach należała do zarządu Koła Gospodyń Wiejskich.
Irmina rozpoczęła edukację w Wiązownie, a w 1938 roku dostała się do I Miejskiej Szkoły Rękodzielniczej przy ul. Kazimierzowskiej 60 w Warszawie. Podczas nauki w stolicy poznała o sześć lat starszego Bolesława Wiesztorta. Starszy kolega, pochodzący z odległej wsi Stańczynięta na wschodnich Kresach, z pewnością imponował młodej dziewczynie. Był wielkim patriotą, a przed wojną pracował w obstawie prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego.
Wybuch wojny przerwał jej roczną praktykę zawodową, w obliczu rosnącego zagrożenia Irmina wróciła do rodziców na Płachtę. Znajomość z Bolesławem jednak przetrwała - ostatecznie para pobrała się w 1940 roku. Po ślubie zamieszkali w wynajmowanym mieszkaniu w willi Rudolfa Degentesza przy ul. Leśnej, na granicy Wiązowny i Emowa. 26 lutego 1941 roku na świat przyszła ich córka Mirosława.
Choć mieli pod opieką niemowlę, Irmina i Bolesław rozpoczęli aktywną działalność w ruchu oporu, wstępując do Związku Walki Zbrojnej pod dowództwem podporucznika Mariana Mazowieckiego, nauczyciela z Malcanowa. Dziewczynka często przebywała pod opieką dziadków Kosów na Płachcie, dzięki czemu Wiesztortowie mogli aktywnie wspierać działalność konspiracyjną.
W 1942 roku Związek Walki Zbrojnej przemianowano na Armię Krajową, a 25 lutego w jej strukturach powołano Wojskową Służbę Kobiet. Do Armii Krajowej wstąpił Bolesław oraz młodszy brat Irminy, Stanisław. Bolesław jako wtyczka AK, dołączył do okupacyjnej policji granatowej, co znacząco zwiększyło możliwości wywiadowcze wiązowskich konspiratorów.
Do WSK wstąpiła Irmina wraz z siostrą Aurelią. Irmina, którą przyjaciele i żołnierze nazywali Lidką przyjęła pseudonim „Irma”, a Aurelia „Dzidka”. Dowódcą oddziału została Janina Pająk z Wiązowny, kierowniczka Spółdzielni Handlowej „Wiązowianka”. Do wiązowskiego oddziału nie brakowało chętnych, w szeregi wstąpiły również: Maria Koczorowska z Wiązowny, Henryka Grochal z Emowa, Stanisława Dąbała (od 1947 roku Oktabińska) z Wiązowny, Irena Radzymińska z Emowa, Regina Uławska z Golicy, Stanisława Sędek z Boryszewa, Apolonia i Pelagia Dąbała z Wiązowny, siostry Jadwiga, Krystyna, Barbara i Elżbieta Bieńkowskie oraz Karolina Zdanowska z Boguszewskich.
Kobiety przechodziły szkolenia sanitarne, uczyły się obsługi broni i materiałów wybuchowych, a także odbywały kursy łączności i tajnego kolportażu. Szkolenia odbywały się w kilku miejscach: u Kosów na Płachcie, u Koczorowskich i Bieńkowskich w Wiązownie oraz u Uławskich przy młynie w Golicy.
Choć panie nie walczyły bezpośrednio z bronią w ręku, ich rola była niezwykle ważna. Pracowały w wywiadzie, kolportowały podziemną prasę, pełniły dyżury sanitarne i udzielały pierwszej pomocy rannym, przenosiły meldunki, broń oraz rozkazy dowództwa.
Łącznikiem całego ruchu oporu była Spółdzielnia Handlowa „Wiązowianka”. Odbywały się tam zebrania konspiracyjne, na strychu znajdował się magazyn broni, a na zapleczu konstruowano koktajle Mołotowa. Sam sklep stał się także skrytką odbiorczą, gdzie przynoszono i ukrywano paczki dla żołnierzy. Odbierali je najczęściej Jan Popowski oraz Stefan Smoliński, przyjaciel Wiesztortów.
Bolesław Wiesztort, pracując w policji w latach 1942-1943, był świadkiem wielu okrucieństw. Oficjalnie jego przełożonymi byli niemieccy żandarmi odpowiedzialni za obławy na ukrywających się Żydów oraz likwidacje gett w Otwocku i Falenicy. Schwytanych rozstrzeliwano na terenach leśnych niedaleko domu Wiesztortów, przez co niektórzy zaczęli podejrzewać wiązowskich policjantów o udział w pacyfikacji żydowskiej ludności.
W rzeczywistości było jednak zupełnie inaczej. Wiesztort, Urbański, a prawdopodobnie także Kądziołka i Chodnicki, korzystając ze swoich możliwości szmuglowali Żydów z gett i kryjówek, organizowali im schronienie oraz opiekę. Wielu z nich ostatecznie udało się uratować.
Do pomocy Bolesław i Irmina namówili również jej rodziców, u których zorganizowano przejściowe skrytki. Cała rodzina Kosów, w tym Irmina, Aurelia i Stanisław, czuwała nad bezpieczeństwem ukrywanych osób. Ryzyko było ogromne, w przypadku wykrycia cała rodzina zostałaby rozstrzelana, jednak dla nich wtedy życie każdego człowieka było równie ważne.
Wiesztortowie angażowali się także w akcje swojego oddziału. Nocą z 3 na 4 kwietnia 1944 roku w lesie nazywanym przez miejscowych „Piskorzem” odbył się zrzut „Pierzyna” - spektakularna akcja, której obchody świętowane są w gminie co roku. Przygotowała ją placówka AK pod dowództwem porucznika Mariana Mazowieckiego ps. „Ludomir”.
Gdy otrzymano sygnał wszystkie drogi dojazdowe zostały zabezpieczone, a na lądowisku pozostawiono doświadczonych żołnierzy, w tym Bolesława Wiesztorta, który był bardzo ważnym ogniwem operacji. Łącznie teren osłaniało około 70 osób.
Misja zakończyła się powodzeniem. Mimo niewielkich trudności przekazano 9 zasobników oraz 6 paczek z bronią i sprzętem, a także kwotę 498 000 dolarów. Na ziemię polską zrzucono również czterech cichociemnych spadochroniarzy.
Za wywóz zasobników odpowiedzialny był 22-letni Edmund Twardowski ps. „Dąb” z Pęclina. Przewieziono je do Kącka, gdzie przygotowano schowek na posesji Benedykta Iwanowskiego. Za spadochroniarzy, którymi byli sierż. Stanisław Biedrzycki ps. „Opera”, ppor. Jan Bieżuński ps. „Orzyc”, ppor. Marian Pokładecki ps. „Zola” oraz kpt. Zygmunt Sawicki ps. „Samulik”, odpowiedzialny był Bolesław Wiesztort. Przewiózł ich do swojego domu, gdzie uczczono udaną operację i wykonano pamiątkową fotografię. Po spotkaniu u Wiesztortów spadochroniarze zostali przewiezieni na gospodarstwo Jana Kosa, gdzie spędzili noc. Do świtu nad ich bezpieczeństwem czuwało czterech żołnierzy AK, a następnego dnia Bolesław bezpiecznie przewiózł ich do Warszawy.
Wiesztortowie byli niezwykle zaufaną rodziną przez cały okres okupacji. W ich domu nawet zorganizowano radiostację, z której nadawano wiadomości do Londynu. Gdy trzyletnia Mirka z ciekawością pytała, czym są anteny na dachu ojciec odpowiadał, że to „druciki dla ptaszków, aby miały na czym siadać”.
Wyzwolenie terenów Wiązowny nastąpiło w lipcu 1944 roku, a już we wrześniu rozpoczął się nabór do Ludowego Wojska Polskiego. Zmobilizowano wielu mieszkańców, część z nich, aby uniknąć wcielenia do radzieckiej armii, próbowała dostać się do Milicji Obywatelskiej. Żołnierze Armii Krajowej byli intensywnie tropieni przez NKWD. Aby uniknąć aresztowania, pod zmienionymi nazwiskami do wojska wstąpili: dowódca Marian Mazowiecki, saper Henryk Szyperski oraz Bolesław Wiesztort. Wszyscy zostali skierowani do szkoły oficerskiej w Chełmie, jednak pod koniec 1944 roku zostali zdekonspirowani i musieli ratować się ucieczką do lasu. Z obławy uratowali się Bolesław Wiesztort i Henryk Szyperski, natomiast Marian Mazowiecki zginął w walce.
Podczas fali aresztowań zatrzymano pracowników Urzędu Gminy oraz członków zarządu „Wiązowianki”. Aresztowanych z więzienia w Rembertowie odbito w nocy z 20 na 21 maja 1945 roku, kilku z nich ponownie aresztowano i wywieziono na Syberię.
Ze względu na swoją działalność konspiracyjną Bolesław i Irmina byli powszechnie znani, a tym samym szczególnie narażeni na aresztowanie. We wrześniu 1945 roku wyjechali z Wiązowny do Bytomia, gdzie na ziemiach odzyskanych rozpoczęli nowe życie.
Bolesław pracował jako urzędnik, Irmina opiekowała się córką. Do pracy wróciła w 1952 roku, została pracownikiem administracji w Przedsiębiorstwie Robót Kolejowych w Bytomiu. Życie rodziny układało się spokojnie, po trzynastu latach Irmina ponownie zaszła w ciążę.
Niestety po latach władza przypomniała sobie o Bolesławie i jego kolegach z czasów pracy w policji w Wiązownie: Władysławie Kądziołce i Marianie Chodnickim. Wszystkich trzech oskarżono o współpracę z Niemcami, pacyfikację ludności żydowskiej oraz liczne morderstwa na terenie gminy, w tym zastrzelenie kilkuset osób z getta w Falenicy i około 70 z getta w Otwocku, a także samodzielne zabójstwa pojedynczych osób, w tym dzieci w Majdanie, Góraszce, Izabeli i Mlądzu.
W pokazowym procesie, który odbył się 8 września 1953 roku, wszystkich trzech skazano: Bolesława Wiesztorta na 7 lat więzienia, Władysława Kądziołkę na 6 lat, a Mariana Chodnickiego na 5,5 roku. Stosunkowo niskie wyroki udało się uzyskać dzięki adwokatowi, któremu udało się odnaleźć i sprowadzić zza granicy kilka uratowanych osób. Ich zeznania były jednoznaczne i świadczyły na korzyść oskarżonych. Zeznawał także ocalały Żyd z Wiązowny, Leon Lojze Posesorski. On swoje życie zawdzięczał przede wszystkim rodzinie Wojdygów, którzy ukrywali go w swoim domu przy ul. Kościelnej, ale również Kostrzyńskim, Wiesztortom i Kosom, którzy wspólnie dbali o jego bezpieczeństwo podczas okupacji.
Gdy Bolesław został aresztowany i trafił do więzienia we Wronkach, Irmina była w ósmym miesiącu ciąży. 25 października 1953 roku urodziła w Bytomiu drugą córkę, Małgorzatę. Nie mając innego wyjścia, kobieta nie mogła zrezygnować z pracy. W opiece nad maleństwem pomagała starsza córka oraz sąsiedzi. W pracy, dzięki życzliwości współpracowników, przymykano oko na trudną sytuację młodej matki.
Ostatecznie Bolesław nie odsiedział całego wyroku, w wyniku amnestii został zwolniony po niespełna czterech latach więzienia. Gdy doszedł do siebie wrócił do pracy, a Irmina poświęciła się wychowaniu córek.
W maju 1973 roku Bolesław doznał nagłego i rozległego udaru mózgu, nieprzytomny trafił do szpitala. 3 czerwca pojawiła się iskierka nadziei, na chwilę odzyskał przytomność. Niestety poprawa była tylko chwilowa, zmarł chwilę po północy 4 czerwca. Po śmierci męża Irmina otrzymała rentę, mieszkała już tylko z młodszą córką Małgorzatą. Starsza córka odnosiła w tym czasie liczne sukcesy naukowe, 15 grudnia 1969 roku obroniła doktorat, a w 1978 roku uzyskała stopień doktora habilitowanego. Była uznanym mikrobiologiem, profesorem nauk biologicznych, pracowała jako profesor zwyczajny w Instytucie Mikrobiologii na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz była członkiem prezydium Komitetu Mikrobiologii PAN. W latach 70 i 80 prowadziła także badania w kilku zagranicznych ośrodkach naukowych w Danii, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.
W późniejszych latach życia Irmina Wiesztort została członkiem stowarzyszeń kombatanckich. W 1983 roku wstąpiła do ZBoWiD, z którego wystąpiła w 1990 roku i dołączyła do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. Została również wielokrotnie odznaczona: w 1994 roku otrzymała Krzyż Armii Krajowej, w 2000 roku decyzją Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej została awansowana na stopień podporucznika, a w 2001 roku otrzymała tytuł Weterana Walk o Wolność i Niepodległość. Do końca życia pozostawała pod opieką młodszej córki, która została fizjoterapeutką.
Irmina Wiesztort zmarła 13 stycznia 2007 roku, miała 86 lat.
Podczas dokumentowania tej biografii, 8 marca w wieku 85 lat zmarła prof. Mirosława Włodarczyk - starsza córka Bolesława i Irminy. Przez wiele lat badała historię swojej rodziny, walczyła o dobre imię ojca oraz o pośmiertne unieważnienie wydanego na niego wyroku. Niestety postępująca choroba nie pozwoliła jej dokończyć tej misji.
Pamiętajmy więc - Bolesław Wiesztort nie był mordercą. Był niesłusznie skazanym bohaterem walk o wolność i niezwykle zasłużonym człowiekiem, który ryzykując życie swoje i swojej rodziny, uratował wiele istnień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz