Kalendarium...
17 marca 1979 roku to data, która przeszła do czarnej karty historii polskiej żeglugi.
W tym oto dniu, w okolicach wyspy Bornholm doszło do silnego przechyłu polskiej jednostki wielozadaniowej o nazwie „Koronowo”. Statku nie udało się uratować. Do dzisiaj leży na dnie Morza Bałtyckiego.
18 sierpnia 1978 roku na nabrzeżach Stoczni Gdańskiej zgromadziła się 80-osobowa delegacja z grodu nad Brdą. Wśród nich byli m.in. przedstawiciele władz, TMZK, uczniowie koronowskich szkół, harcerze, mieszkańcy Koronowa. Nie zabrakło też przedstawicieli stoczni. Matka chrzestna statku Alojza Kopalko wypowiedziała słowa:
- Płyń po morzach i oceanach, głoś sławę polskiej bandery, sław imię polskiego morza. Nadaję ci imię „Koronowo”.
Statek wybudowany w gdyńskiej stoczni był jednostką wielozadaniową. W pełni nowoczesny okręt miał 13,8 m szerokości i 84 m długości. Silnik o mocy 2500 KM pozwalał na rozwinięcie prędkości do 12,4 węzła. Konstruktorem był mgr. inż. Henryk Kujawa. MS przekazano do eksploatacji w drugim tygodniu sierpnia 1978 roku. Drugiego września rozpoczął się dziewiczy rejs do belgijskiej Gandawy, po której „Koronowo” powróciło do Gdańska. 22 stycznia 1979 roku obowiązki dowódcy objął Wojciech Oziemski.
Według publikacji już podczas pierwszych prac można było dostrzec nieporozumienia wśród załogi. W ostatniej fazie stwierdzono również, że przyjmowane na pokład drewno jest lżejsze niż wynikałoby to z deklaracji. 15 marca o godzinie 16:30 potwierdza się formalnie, że statek przyjął 3557 metrów sześciennych tarcicy sosnowo-świerkowo. 16 marca 1979 roku o godzinie 16;20 „Koronowo” odbiło od Nabrzeża Rudowego w Basenie Zawadzkiego i tym samym frachtowiec wyruszył w swoją szesnastą podróż. Statek obrał kurs na Bornholm. Dalsze wydarzenia opisuje I oficer Edward Musiał:
- Rejs przebiegał spokojnie. Wachtę objąłem jak zwykle o 4 rano, wiał dość silny wiatr. Przechyły wahały się w granicach 10-15 stopni, ale to przecież normalne. Nic absolutnie nie zapowiadało wydarzeń, które za chwile miały się rozegrać. Byliśmy o 4 mile od Bornholmu na wysokości latarni morskiej Hamer Ode, kiedy o godz. 7.15 przyszła ta fala. Statek zakołysał się i gwałtownie przechylił na lewą burtę. Część marynarzy alarm zastał w czasie snu. Po chwili już z wprawą, jaką można wypracować, ratowali statek i ładunek. Wówczas jeszcze nikt nie myślał o sobie. Statek jednak nie wracał do normalnej pozycji. Kapitan nakazał zrzucić ładunek z pokładu.
Pakiety drewna przymocowane były stalowymi linami. Nie pomogły topory, którymi usiłowano zwolnic ładunek. Przechył statku pogłębił się. Woda zaczęła dostawać się do ładowni. W każdej chwili statek mógł się przewrócić. Życie załogi było w niebezpieczeństwie. W tej sytuacji kapitan podjął decyzję o opuszczeniu przez załogę pokładu MS Koronowo. Statek powoli zanurzał się w wodzie, w końcu zginął z powierzchni morza - jak się później okazało na zawsze.
19 marca zapadła decyzja, aby prawie nowy statek wydobyć. Wtedy jeszcze na wodzie unosił się kadłub statku. Na miejscu pojawił się holownik „Posejdon”, jednostki „Huragan” i „Lech”, statki ratownicze „Cyklon” i „Rosomak”. Oprócz tego w akcji brały udział: „Koral”, „Witiaź”, holownik „Kapitan Fedołow” oraz niewielki „Sztorm 2”. Niestety marcowe wichury skutecznie uniemożliwiały prace ekipy ratunkowej. Próby ratowania statku trwały aż do 14 kwietnia. Wtedy to też Jerzy Ludwicki podjął ostateczną decyzję o zakończeniu wszelkich działań.
https://foto.karta.org.pl/nasze-zbiory/kolekcje/ok_1052_jasiecki_maciej,72334,zdjecie.html
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz