ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 15 marca 2026

JAK ZSRR (znowu) OKRADŁ POLSKĘ 75 lat temu...

 

Kilka dni temu minęła rocznica konferencji w Jałcie, którą już opisywałem w zeszłym roku. Jak wielu z Was wie, w ramach jej postanowień Polska została przesunięta na zachód i oparta o linię Odry i Nysy, a na wschodzie oparta o tzw. Linię Curzona na rzece Bug. Są w Polsce ludzie, którzy - o zgrozo! - do dzisiaj są wdzięczni Józefowi Stalinowi za nowe granice. Piszą "może i zbrodniarz, ale dał nam dobre granice". Przerażające. Ci sami ludzie jednak nie zdają sobie kompletnie sprawy z rabunkowej, wręcz kolonialnej polityki jaką wobec Polski prowadził Związek Radziecki. Przez dziesięć lat po wojnie Polska musiała wydobywać i oddawać ZSRR niemal za darmo węgiel ze śląskich kopalni. Sowieci płacili tylko 1,12 dolara za tonę, co pokrywało co najwyżej transport do granicy. Był to upust 90 % wartości surowca. Szacuje się, że Sowieci ukradli Polsce 54 miliony ton węgla! Sami policzcie, ile pieniędzy na tym straciliśmy. Co gorsza, wydobycie węgla było bardzo utrudnione, bo Sowieci w 1945 roku deportowali przymusowo dziesiątki tysięcy śląskich górników jako tzw. żywe reparacje (!) - czyli po prostu niewolników do sowieckich kopalni na Uralu i w Donbasie. Szacuje się, że wywieziono ich co najmniej 60 000. Opisuje to m. in. mój przyjaciel, Mateusz Paszenda. Dodajmy do tego masową grabież przemysłu i mienia na terenach Polski, gdy sowieckie "trofiejnyje otriady" demontowały absolutnie wszystko i wywoziły do ZSRR: od zakładów przemysłowych, przez tory kolejowe, kończąc na statkach, samochodach i zwierzętach gospodarskich. Sowieci przypominali absolutną szarańczę. Jednak jest sprawa, o której prawie nikt nie pamięta. Jak wspomniałem, polska granica wschodnia oparta była o Bug. Jej najdalej wysuniętym na wschód punktem było tzw. kolano, oparte o trójkąt rzek: Bugu, Sołokiji i Huczwy. Nazywano to Zagłębiem Sokalskim od miasta Sokal. Przez kilka lat po wojnie absolutnie nic się tam nie działo. Jednak w 1950 roku polscy geolodzy w regionie tym odnaleźli bogate złoża węgla kamiennego. Już w latach 30. sugerowano, że na terenie tym znajdują się pokłady węgla i tam właśnie II Rzeczpospolita planowała rozbudowę kopalni, ale dalsze badania geologiczne przerwała wojna. Niedługo po tym odkryciu, Związek Radziecki natychmiast wyraził zgodę na dokonanie zmian terytorialnych. Dotąd bowiem rząd komunistycznej Polski zabiegał o odzyskanie kawałka Bieszczad w celu wybudowania zbiornika retencyjnego na terenie wschodniego dorzecza Górnego Sanu, aby uniknąć powtórki powodzi, w rodzaju tej, jaka zdarzyła się w 1934 roku (co też już opisywałem). Prośba była to cokolwiek zasadna, jednak rozmowy toczyły się bardzo długo i bez powodzenia. Dopiero na jesieni 1950 roku przyspieszyły, a w zamian za fragment Bieszczad Sowieci zażądali właśnie... kolana Bugu. Oczywiście nie ma sensu dopatrywać się tutaj jedynie zbiegów okoliczności, że krótko po odnalezieniu złóż węgla na tym terenie Sowieci zgodzili się na cesję terytorialną i zażądali akurat tego fragmentu Polski, choć do dyspozycji mieli aż 1200 km granicy z Polską. Jego wagę wzmacniał fakt, że przebiegała przezeń strategicznie ważna linia kolejowa, łącząca Kowel i Włodzimierz Wołyński z Rawą Ruską i Lwowem. To oznaczało, że Sowieci musieli - teoretycznie - płacić za tranzyt, albo jeździć naokoło. Do tego na terenie tym znajdowały się żyzne gleby rolne, czyli czarnoziemy, idealne dla rolnictwa (to tak a propos bajań o tych Kresach, na których rzekomo nic nie było). Na mocy umowy z 15 lutego 1951 roku Polska zrzekła się czterech gmin: Krystynopol, Bełz, Chorobrów i Uhnów, oraz części trzech kolejnych: Waręż, Dołhobyczów i Tarnoszyn. Powierzchnia przekazywanego terenu wynosiła 480 kilometrów kwadratowych z kilkoma miejscowościami średniej wielkości - Bełzem, Krystynopolem i Sokalem. W zamian Sowieci przekazywali podobny powierzchniowo teren przedwojennego powiatu leskiego z jedną większą miejscowością - Ustrzykami Dolnymi. Choć polska delegacja nieśmiało sugerowała przejęcie innego terenu, Sowieci zażądali 150 mln dolarów dopłaty do takiej transakcji. Cała operacja utrzymywana była w ścisłej tajemnicy. O zawarciu takiej umowy poinformowano polskie społeczeństwo dopiero 22 maja 1951 roku, na cztery dni przed ratyfikowaniem umowy, która wchodziła w życie 14 czerwca. Samej wymiany dokonano 26 października 1951 r. * * * Historia "wymiany granicznej" jest doskonałym zobrazowaniem powiedzenia "wymienił stryjek siekierkę na kijek". I dowodzi tego, że gdyby Stalin w 1945 roku wiedział o istnieniu tzw. zagłębia miedziowego na Dolnym Śląsku (które to złoża odkryto na szczęście dopiero pod koniec lat 50.), to Polska nigdy by go nie otrzymała. W zamian za bardzo bogate w węgiel złoża Polska otrzymała... pustynię. Dosłownie. Od stycznia 1951 roku, wiedząc o rychłej wymianie terenów, sowieckie władze w Bieszczadach nakazały mieszkańcom stawić się z piłami i siekierami w lesie. Dzień w dzień i noc w noc Sowieci na potęgę wycinali lasy, szczególnie starodrzew: buków, jodeł, świerków. Na oślep i na potęgę. Bywało i tak, że z przeładowanych wozów konnych spadały w wąwozy całe bele drewna, które potem porzucano. Spadło? Trudno! Wszystko zwożono na stacje kolejowe i wywożono do ZSRR. Michał Iwanko ze Stebnika wspominał: ''Gdzie nadstawić ucha, zewsząd niósł się odgłos rąbanych drzew. Od świtu do nocy mężczyźni i kobiety pracowali siekierami, toporami, dwuosobowymi piłami ręcznymi. W krótkim czasie pobliskie lasy bardzo się przerzedziły.'' Jednocześnie sowieccy leśnicy i wojskowi rozpoczęli dosłownie eksterminację wszelkiej zwierzyny. Odławiano absolutnie wszystkie zwierzęta - dziki, sarny, jelenie, zające. Termin przekazania terenów przekładano trzykrotnie bo, jak złośliwie mówili Polacy, Sowieci muszą najeść się polskich zajęcy. Punktem kulminacyjnym była tzw. akcja H-T - przymusowe przesiedlanie ludności. Zagłębie Sokalskie musiało opuścić 14 151 Polaków, tracąc większość dobytku. Przerzucano ich byle jak na tereny tzw. ziem odzyskanych - często już do dokumentnie zrujnowanych i rozszabrowanych pustostanów. Kolejna to, zapomniana tragedia Polaków, pozbawionych swych małych ojczyzn. Gdy w październiku 1951 roku polscy kolejarze i leśnicy przybyli na teren Ustrzyk, byli wstrząśnięci. Zamiast lasów, po horyzont sterczały tylko kikuty drzew do wysokości jednego metra. Nie widziano śladu żadnej zwierzyny. Panowała absolutna cisza. Przypominało to krajobraz po jakimś kataklizmie, jak po wielkim pożarze, czy wybuchu bomby atomowej. Budynki były ograbione z absolutnie wszystkiego: maszyn przemysłowych, sprzętu rolniczego, mebli. Zabrano zwierzęta gospodarskie i pojazdy. Sowieci wywieźli wszystko. Klęskę tego wszystkiego pogłębiał fakt, że bolszewicy, niczym jakieś upiorne wampiry, od 1944 roku wyssały do cna całe znajdujące się na tym terenie złoża ropy naftowej. Polacy nie dostali nic. Polska musiała więc ponieść ogromne koszty ponownego zalesiania terenu i odtwarzania przetrzebionego ekosystemu. Musiało minąć ponad dziesięć lat, zanim jelenie zostały wprowadzone na listę gatunków łownych. Mało kto bowiem pamięta, że największymi niszczycielem środowiska w historii był właśnie Związek Radziecki. Tymczasem na kolanie Bugu Sowieci postawili ogromną ilość kopalni węgla, które po krótkim czasie zaczęły wydobywać 15 milionów ton węgla kamiennego rocznie. Dla porównania powiem, że całe przedwojenne polskie wydobycie węgla w 1936 roku wynosiło 30 milionów ton rocznie. Maleńkie "kolano Bugu" dawało połowę tego, co cały Śląsk przed wojną. Odcięcie Sokalszczyzny kosztowało Polskę dziesiątki miliardów dolarów. Węgiel tam wydobywany mógł z powodzeniem przez dekady wspierać polski przemysł i finansować odbudowę kraju. Żeby szyderstwo było jeszcze bardziej widoczne, to dodam, że Sowieci w zamian za tę pustynię zażądali od Polaków... zapłaty w wysokości stu kilkudziesięciu milionów rubli (po skrajnie niekorzystnym kursie 1:1 do złotego). Za "inwestycje" poczynione w tym regionie... W zamian za te horrendalne koszty, Polska dostała zaporę na Solinie (którą sama musiała sobie wybudować) i ładne widoczki. W sam raz na turystyczny wyjazd, żeby oddać się refleksji o tym, jak Sowieci nas rozkradli. * * * Odcięcie kolana Bugu było największą i najgorszą zmianą graniczną Polski - ale nie jedyną. Stalin bowiem bardzo instrumentalnie podchodził do kwestii granic i nie uważał ich bynajmniej za wieczne. Opisywałem Wam już (link poniżej), że pierwotnie polska granica północna miała opierać się na linii rzek Pisa i Pregoła w dawnych Prusach Wschodnich, wraz z przyznaniem Polsce całej Mierzei Wiślanej i prawa do żeglugi po Zalewie Wiślanym. Jednak w październiku 1945 roku wojska 3. Frontu Białoruskiego... przesunęły granicę o 35-40 km na południe. W grudniu 1945 roku Stalin narysował dwie kreski na mapie, które przecinały Mierzeję Wiślaną i odcinały Elbląg od żeglugi morskiej. Z nikim tego nie konsultował - postawił Polaków przed faktem dokonanym. Ponadto zakazał żeglugi po Zalewie Wiślanym statkom innych bander, niż polska. Do 1958 roku granica polsko-sowiecka na Warmii pozostawała de facto nieuregulowana. Elbląg stracił zaś kompletnie znaczenie jako portowe miasto, a Zalew Wiślany szybko ochrzczono Martwym. Innym problemem granicznym, jaki wytworzył Stalin, było maksymalne odchylenie na zachód strefy wód terytorialnych ZSRR w rejonie Królewca (Kaliningradu), co zmuszało statki płynące do polskich portów trzymania się bardzo blisko brzegu (5 mil morskich), o ile nie chciały mieć problemów z przekroczeniem sowieckiej granicy morskiej. Trwało to aż do 1977 roku! Na przełomie listopada i grudnia 1952 roku Związek Radziecki przedstawił propozycję kolejnej "wymiany terytorialnej": w zamian za okolice Chyrowa i Dobromila, Sowieci planowali przejąć 1300 kilometrów kwadratowych Lubelszczyzny z miastami Hrubieszów i Horodło. Interesowały ich potencjalne złoża węgla kamiennego w tym rejonie. Tak, jak w przypadku kolana Bugu, Polska otrzymałaby praktycznie bezwartościowe tereny. Istniejące w rejonie Chyrowa i Dobromila złoża ropy naftowej zostały przez Sowietów całkowicie wyeksploatowane. I także i w tym wypadku można się spodziewać, że Sowieci rozgrabiliby majątek, a drzewostan przetrzebili. Na szczęście dla Polski i mieszkańców Lubelszczyzny, 5 marca 1953 roku umarł Stalin, a w ZSRR zaczęła się walka o władzę. O propozycji "wymiany" szybko zapomniano i już do niej nie wracano. Cała ta historia pokazuje tylko, że Związek Radziecki był państwem iście bandyckim, a jakiekolwiek wyrażanie wdzięczności Stalinowi i jego krwawej szajce w Polsce powinno być piętnowane na każdym kroku. Polacy nie zdają sobie sprawy, że w latach 1944-1956 Sowieci grabili i eksploatowali Polskę równie bandycko, jak Niemcy pod okupacją. I jakimś straszliwym szyderstwem bowiem było to, że Polacy musieli targować się z łobuzami spod czerwonej szmaty o tereny, które przecież były ich własne - odebrane kaprysem tego samego Stalina w 1945 roku." za II wojna światowa w kolorze - Andrzej Matowski Koloryzacja Kolor na froncie.

Brak komentarzy: