ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

środa, 26 lutego 2020

Waterloo

26.02.1815 r.

Po ucieczce z Elby Napoleon Bonaparte jeszcze raz sięgnął po władzę. Jego sto dni zakończyło się jednak ostateczną klęską pod Waterloo i upadkiem cesarstwa.

1 marca 1815 r. około godziny 2 w nocy w zatoce Juan na Riwierze Francuskiej zacumował statek płynący z wyspy Elba na Morzu Śródziemnym. Z jego pokładu zszedł niewysoki, szczupły, odświętnie ubrany człowiek, któremu towarzyszyło około 800 wojskowych. Napoleon Bonaparte, cesarz Francuzów, który prawie rok wcześniej został zdetronizowany i osiadł na Elbie, postanowił powrócić do ogarniętego chaosem kraju i ponownie przejąć władzę. Jego oddział rozbił pierwszy obóz w gaju oliwnym, aby zażyć wypoczynku po nużącej podróży. 21 godzin później wypoczęty Bonaparte wyruszył na czele garstki żołnierzy w stronę Paryża. Mogło się wydawać, że klęska Napoleona jest tylko kwestią czasu, gdyż jego oddział był zbyt mały, by cokolwiek znaczyć w starciu zbrojnym z przeważającymi siłami wroga. Jednak z każdym dniem siły Bonapartego rosły. 4 marca na czele bez mała 1000 żołnierzy dotarł do miejscowości Digne w Prowansji, aby kolejnego dnia stanąć w Gap u podnóża Alp. Kazał tam wydrukować proklamację, którą podyktował tydzień wcześniej na pokładzie statku. Wynikało z niej, że unieważnia swoją detronizację i ponownie staje się cesarzem.

Zakręty historii:

Cesarz Francuzów uciekł z Elby 26 lutego 1815 r., gdy trwały jeszcze obrady kongresu wiedeńskiego mającego ustalić porządek w ponapoleońskiej Europie. Gdziekolwiek stanął Bonaparte, przyłączali się do niego żołnierze z jego dawnych jednostek, uciekinierzy, weterani, ochotnicy, a w końcu przypadkowi obywatele, którzy nie chcieli burbońskiej Francji zależnej od obcych mocarstw. 7 marca na błoniach nad Wielkim Jeziorem Laffrey Napoleonowi zastąpił drogę batalion piechoty. Sprawa rozstrzygnęła się bez jednego wystrzału, bo piechurzy przeszli pod komendę monarchy. Tego samego dnia oddział Napoleona dotarł do Grenoble. Na ulice wyległy tłumy mieszczan, które witały cesarza owacjami. Również władze cywilne, kościelne i wojskowe natychmiast opowiedziały się po stronie Bonapartego. Trzy dni później Napoleon, mając już 18 tys. żołnierzy i 300 dział, zajął Lyon, gdzie ogłosił się najwyższą władzą we Francji. Tydzień później dotarł do Chalons en Champagne, gdzie naprzeciw wyszedł mu były wierny dowódca Michel Ney. On i jego wojska natychmiast przyłączyły się do cesarza. Trzy dni później przy wiwatach tłumów wszyscy dotarli do Paryża, skąd zaledwie 20 godzin wcześniej uciekł król Ludwik XVIII. Napoleon zakwaterował się w pałacu Tuileries. Wszystko szło po jego myśli. Wydawało się, że zrzucił z siebie odium lipskiej klęski i znowu pokona sprzymierzone armie. Zanim doszło do konfrontacji zbrojnej, 22 kwietnia w swojej siedzibie w Tuileries cesarz ogłosił nową konstytucję (nazwaną później Aktem Dodatkowym), gwarantującą wolność wyznania, wolność słowa i wolności obywatelskie. Co paradoksalne, autorem dokumentu był liberalny demokrata Henri Benjamin Constant de Rebecque, który przez poprzednie lata był nieprzejednanym wrogiem Bonapartego (jednak na krótko poparł cesarza, właśnie po jego ucieczce z Elby). W tej sytuacji stało się jasne, że kongres wiedeński został zwołany przedwcześnie, abdykacja Bonapartego sprzed roku jest nieważna, a przyszłość jego samego i Francji rozstrzygnie się na polu bitwy. Tak się też stało.

W ciągu tych kilku tygodni Bonaparte nadludzkim wysiłkiem zebrał 80-tysięczną armię i ruszył na jej czele w stronę Brukseli (wówczas na terytorium Zjednoczonych Niderlandów), gdzie stały armie koalicji antyfrancuskiej: angielska dowodzona przez księcia Arthura Wellesleya Wellingtona i pruska pod wodzą Gebharda von Blüchera. Potencjały wojsk były wyrównane. Armie sprzymierzonych liczyły 50 tys. piechoty, 12,5 tys. kawalerii i 216 dział. Napoleon wiódł 49 tys. piechurów, niemal 16 tys. kawalerzystów i 246 armat.

Wydawało się, że szczęście znów będzie sprzyjać cesarzowi, tym bardziej że 16 czerwca Napoleon niemal z marszu pokonał wojska koalicji pod Quatre Bras i Ligny. Po tej ostatniej bitwie wysłał armię pod dowództwem marszałka Emanuela de Grouchy'ego w pościg za uciekającym wojskiem pruskim. Liczył, że rozbici Prusacy nie zbiorą się ponownie i nie połączą z Anglikami, a w tym czasie on pokona Wellingtona. Napoleon miał podstawy do optymizmu. Zwrócił uwagę, że jego przeciwnik, który nie dorównywał mu ani talentem, ani doświadczeniem, rozlokował swoje wojska bardzo niekorzystnie. Nie wiedział jednak, że chytry feldmarszałek pruski postanowił w kluczowym momencie przyjść z pomocą swoim angielskim sojusznikom i zmylić de Grouchy'ego.

Gebhard von Blücher w dzień poprzedzający bitwę wymienił przez kurierów kilka listów z księciem Wellingtonem i zorientował się, że armia francuska jest podzielona na główne siły pod dowództwem Napoleona i właśnie armię Grouchy'ego. Von Blücher podzielił więc także swoją, dopiero co rozbitą armię. 20-tysięczny korpus pod dowództwem generała Thielmanna wysłał przeciwko Grouchy'emu, aby ten nie wrócił i nie wsparł Napoleona. 18 czerwca około godziny 11 na polach pod Waterloo Francuzi zaatakowali. Wellington przegrywał. Do zdesperowanych oficerów krzyczał: „Niech giną, niech umierają, ale niech walczą". Z rozpaczliwej sytuacji wyciągnęły Wellingtona posiłki, które przysłał feldmarszałek von Blücher. Prusacy wsparli prawe skrzydło armii angielskiej, Wellington przerzucił więc swoje siły do centrum oraz na lewe skrzydło i zorganizował kontratak. Napoleon próbował ściągnąć na pole bitwy de Grouchy'ego, ale goniec z jego listem szedł aż 6 godzin i gdy marszałek zorientował się w sytuacji, nie mógł już dołączyć, by wesprzeć Napoleona. Wojska francuskie pod naporem ogromnej przewagi wroga przegrały bitwę i musiały się wycofać.

22 czerwca Napoleon po raz drugi podpisał akt swojej abdykacji i podjął próbę wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Anglicy, którzy obawiali się, że znowu może uciec, zablokowali francuskie porty. Bonaparte poddał się, a kilka miesięcy później jako więzień rządu w Londynie znalazł się na Wyspie Świętej Heleny. Do Paryża wrócił Ludwik XVIII. Kongres wiedeński dokończył swoje obrady. Tak ostatecznie dobiegła końca epoka napoleońska. Cesarz upadł, ale jego legenda pozostała. Ona żyje do dziś.

Brak komentarzy: