Na początku kwietnia w kotle grupa korpusu Zorna, która przygotowywała się do „Unternehmen Fallreep”, pod dowództwem, specjalnie w tym celu przerzuconego drogą lotniczą, generała Hansa Zorna, zajmowała pozycje, aby „wyjść naprzeciw” grupie Seydlitza. Do akcji wycofano z frontów w kotle wszystkie oddziały, z których można było zrezygnować. Zgrupowanie tworzyło osiem batalionów, wydzielonych w tym celu z 12., 30., 32. i 290. Dywizji Piechoty, całość wsparta została przez części dywizji SS „Totenkopf”.
Po zajęciu pozycji wyjściowych rzeczywisty atak rozpoczął się 17 kwietnia. Grupa Zorn, często opóźniana godzinami przez ciężki ostrzał sowieckiej artylerii, przedzierała się na zachód przez las i bagna. W tym terenie Niemcy musieli często brodzić w zimnej wodzie sięgającej powyżej pasa. Ciężka broń była transportowana za pomocą improwizowanych tratw. Gdy 20 kwietnia zgrupowanie dotarło w rejon Łować i można było utworzyć pierwsze połączenie promowe z zachodnim brzegiem, straty były tak duże, że bataliony liczyły średnio 80 żołnierzy, zostały zredukowane do siły słabych kompanii. 28 kwietnia zabezpieczono połączenie lądowe wzdłuż trasy Ramszewo-Wasilewszczyzna. Po uzyskaniu 12-kilometrowego i szerokiego na 4 km wyłomu w pierścieniu sowieckiego okrążenia „twierdza” oficjalnie stała się „przyczółkiem diemiańskim”. Nie oznaczało to jednak, że problemy Grupy Armii Północ się skończyły ani że krytyczna sytuacja Niemców w „kotle” uległa poprawie. Front, który należało kontrolować, ponownie się wydłużył. Gdy tylko połączenie lądowe zostało utworzone, Armia Czerwona rozpoczęła serię wściekłych ataków na ten „przesmyk”. Szlak dla transportu lądowego był tak zły i tak zagrożony, że Niemcy nadal musieli dostarczać większość zaopatrzenia drogą lotniczą. Wszystkie zaangażowane sztaby dowódcze doszły do wniosku, że opuszczenie przyczółka jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem w perspektywie dalszej strategii.
4 maja Grupa Armii wystąpiła o wycofanie 2 Korpusu Armii z pozycji Łować, jednak tego samego dnia rozkazem Führera zadecydowano o utrzymaniu za wszelką cenę szerokiego łuku między Chołmem a Wałdajem. Rozpoczęła się wyczerpująca walka pozycyjna, przerywana pojedynczymi dniami, w których dochodziło do zrywów na większą skalę. Żołnierze po obu stronach spędzili miesiące w plątaninie okopów i bunkrów ziemnych niczym z czasów wielkiej wojny. Często przeciwstawne pozycje dzieliła od siebie odległość rzutu granatem. Codzienność kształtowały prace okopowe oraz mniejsze wypady zwiadowcze i szturmowe. Charakterystycznym dla niemieckiego dowództwa stał się chroniczny brak sił, który skutkował walką z szeroko rozciągniętymi formacjami. Nie całe dywizje, ale grupy bojowe zebrane naprędce do kupy, były rzucane w zagrożone punkty zapalne. Takie prowadzenie wojny i łatanie dziur na koszt osłabiania innych pozycji stało się od końca 1942 roku stałym elementem walk na froncie wschodnim.
Podczas gdy Dowództwo II Korpusu Armijnego kierowało swoją uwagę na bezpieczne połączenie lądowe poprzez poszerzenie wyłomu w radzieckim okrążeniu, wysiłki Frontu Północno-Zachodniego skupiły się na jego zlikwidowaniu i ostatecznym wyeliminowaniu całego przyczółka. Latem 1942 roku Armii Czerwonej kilkakrotnie udało się wtargnąć na mokradła, które tylko częściowo zostały oczyszczone w ramach operacji „Schlingpflanze”. Po tych incydentach wojska niemieckie stojące na wysuniętej linii frontu z trudem były w stanie samodzielnie prowadzić działania zaczepne.
Tak więc aż do końca września trwało poszerzenie wyłomu do dwunastu kilometrów i to dzięki potężnemu wsparciu lotniczemu w ramach „Unternehmen Michael”. Wreszcie można było dotrzeć do „przyczółka” bez kontaktu z wrogiem. Do listopada 1942 roku obok drogi wybudowano 70-kilometrową linię lekkiej kolei, przez którą można było stosunkowo łatwo zaopatrzyć II Korpus Armii.
W tym czasie szykowała się już kolejna sowiecka ofensywa zimowa, która koncentrowała się na Stalingradzie i Demiańsku. Nowy głównodowodzący Frontu Północno-Zachodniego, marszałek Siemion Timoszenko, planował przeciąć niemiecki przesmyk kleszczowym atakiem 11. i 27. Armii od północy i 1. Armii od południa. Zimowa bitwa o Demyansk rozpoczęła się 28 listopada potężnym przygotowaniem artyleryjskim. II i X Korpusy Armii nie miały prawie nic do odparcia sowieckich ataków. Rosjanom udało się znów zwężyć korytarz w niektórych miejscach do zaledwie czterech kilometrów. Dopiero trzy dywizje oddelegowane z 18. Armii mogły ustabilizować sytuację do 15 grudnia 1942 roku.
W związku z klęską Stalingradu i trudną sytuacją na „przyczółku” Grupa Armii Północ i Naczelne Dowództwo Armii od połowy stycznia 1943 roku przygotowywały ewakuację z rejonu Demiańska. Teraz gdy zwycięstwo nad Związkiem Radzieckim stało się mało realne, przyczółek diemiański również stracił znaczenie dla przyszłych niemieckich ofensyw. 31 stycznia 1943 roku Hitler w końcu uległ perswazjom szefa Sztabu Generalnego Armii, generała Kurta Zeitzlera i zatwierdził odwrót za Łować, tak jak postulował to już rok wcześniej feldmarszałek Wilhelm von Leeb. Ostatnia faza walk o Diemiańsk rozpoczęła się 1 lutego 1943 roku. Wysunięte niemieckie pozycje w tym rejonie miały zostać opuszczone w ciągu 70 dni. W tym celu przygotowano sieć drogową skierowaną promieniście w stronę wyłomu w kotle, a wszystkie materiały, które nie były bezpośrednio potrzebne żołnierzom, miały zostać odtransportowane lekką koleją. Jednak informacje o kolejnej rosyjskiej ofensywie zmieniły te plany. Termin ewakuacji został skrócony najpierw do 40, a potem do 20 dni. W połowie tych przygotowań 15 lutego wybuchła sowiecka operacja „Gwiazda Polarna”. Sześć dywizji strzeleckich przeprowadziło poważne ataki na korytarz w okrążeniu. Ewakuacja została więc przyspieszona. Od 17 lutego po południu, etapami zaczęto opuszczać pozycje na przyczółku. Wzmocnione tylne straże zabezpieczały starą główną linię frontu, dzięki czemu większość 32. i 329. Dywizji Piechoty mogła w nocy 18 lutego niezauważona oderwać się od wroga. Dopiero 19 lutego sowiecki zwiad zauważył, że Niemcy opuszczają swoje pozycje w kierunku na zachód. Armia Czerwona natychmiast podjęła pościg. Rozgorzały zacięte walki na tyłach cofających się oddziałów. Sam Diemiańsk został ewakuowany i podpalony 20 lutego. W nocy 22 lutego „przyczółek” został zupełnie oczyszczony. Części 30. i 126. Dywizji Piechoty oraz 8. Jäger-Division utrzymywały „Robja-Stellung” w rejonie Starej Russy do 27 lutego, zanim również i one wycofały się na nową główną linię frontu.
Jeszcze przed rokiem, niemieckie pozycje dumnie nazwane „Festung Demyansk”, zostały opuszczone w ciągu dziesięciu dni. Front Grupy Armii Północ skrócił się o 200 kilometrów. Po wyczerpującej 14-miesięcznej walce sowiecki Front Północno-Zachodni triumfował. Przyczółek diemiański został zlikwidowany. Jednak ceną za to były zdobyte przez Armię Czerwoną tylko 1000 km² ziemi zaoranej przez bomby i granaty, w których prawie wszystkie wioski zostały zrównane z ziemią.
*Na fotografii:
1. Niemiecki patrol na bagnach w okolicy Starej Russy.
2. Radziecki atak w ramach ofensywy "Gwiazda Polarna". Rejon Leningradu 1943 rok.
3. Niemiecki oddział piechoty w trakcie odwrotu z przyczółku diemiańskiego.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz