wydarzenia.interia.pl/felietony/news Wiktor Świetlik trafnie pisze o niepokojach w Wlk. Brytanii: Od kilku dni na ulicach brytyjskich miast trwają nieraz gwałtowne protesty, a także dochodzi do walk pomiędzy grupami bojówek. Na szczęście jest rozwiązanie, które podchwyciła duża część świata politycznego i medialnego, także w Polsce. Wystarczy tych protestujących nazwać "faszystami, radykałami, chuliganami". W ten sposób sprawa się rozwiązuje. A jeśli demonstracje i zamieszki będą się rozszerzać, to będzie oznaczało, że faszystów jest coraz więcej, więc jeszcze bardziej należy przyspieszyć proces wzmacniania multikulturalnego charakteru społeczeństwa, by siłę tę osłabić. Zaś każdy, kto choćby wyrazi wątpliwość, czy tego rodzaju działanie nie jest prostą drogą do wojny domowej, staje się człowiekiem stojącym po stronie "faszystów i fanatyków".Celnie podsumował to Jeremy Clarkson, pisząc o tym, że zaniepokojony losami swojego kraju tynkarz, murarz lub rzeźnik, idąc na demonstrację lub wyrażając głośno swoje poglądy, nagle zamienia się w "skrajnie prawicowego ekstremistę". Którym zresztą nie jest.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz