Centrum Dialogu Kultur w WęgrowieKiedy ruszaliśmy na VII Rajd CDK, wszyscy byli pełni optymizmu. Niektórzy włożyli nawet szorty (a należało grube polary, o czym później)
Pierwszy przystanek - Ruchna i to co zostało z majątku hrabiowskiej rodziny Łubieńskich herbu Pomian, właścicieli Węgrowa w latach 1815-66, dobrodziejów miasta (pomoc dla pogorzelców, dotacje na nowy kościół ewangelicki, szpital na Klimowiźnie i wiele innych pozytywów). Niestety i tutaj sprawdziła się dewiza żołnierzy Armii Czerwonej: „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”; w Ruchnie niestety byli
. Obejrzeliśmy to, co pozostało po spaleniu dworu: część starego parku ze stawami oraz kilka imponujących budynków gospodarczych.
Obecnie Ruchna powinna być dumna ze znakomitej artystki ludowej, tkaczki Małgorzaty Pepłowskiej, wielokrotnie nagradzanej w Polsce i na świecie
. Artystka stworzyła klimatyczną pracownię na ulicy Akacjowej 14.
Prezentuje w niej bogactwo kultury podlaskiej: tkaniny dwuosnowowe oraz ozdoby wykonane z różnych materiałów: sztuczne kwiaty, wycinanki z opłatka i inne, opowiadając o niej z miłością i znawstwem.
Przejeżdżamy przez Kantor Stary - cienisty dębowy las i rezerwat. Dalej szerokie pola, na niebie fantastycznie skłębione chmury, a za polami Paczuski Duże, w których zginął Otto Warpechowski, jedna z barwniejszych postaci jakie kiedykolwiek zaistniały w naszych stronach. Jeszcze stoi stara chałupa, w której seria z sowieckiej pepeszy przerwała jego krótkie, ale niezwykłe życie, a w centrum wsi pomnik projektu Mirosława Starczewskiego w kształcie wieży zamku w Liwie, który Otto ocalił w czasie wojny. Cześć Twojej pamięci, wolny duchu
!
Jedziemy przez szlacheckie wsie na Zając, a tam czeka już niespodzianka - lodowata ulewa i wiatr od czoła
, które to plagi znieśliśmy z godnością, biorąc przykład z naszej dzielnej jedenastolatki- Mai, której nawet łezka nie zakręciła się w oku (brawo!
).
Na szczęście w Wyszkowie czekał nas ciepły kościół i takież przyjęcie ze strony proboszcza.
Ks. Wojciech Zadrożny jest nie tylko wzorowym gospodarzem, ale także znawcą historii powierzonego mu zabytku – ufundowanego w 1788 r. przez Aleksandra M. Ossolińskiego herbu Topór, kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Św., którego tajemnice ks. proboszcz odsłonił podczas zajmującej prelekcji we wnętrzu i wokół świątyni. Wyszków żegnał nas cieplejszą aurą i kapliczką
z XVIII w. ze świętym Florianem, który litościwie wstrzymał wylewanie wody (czyt. deszczu) ze swego wiaderka
.
Sowia Góra jak zwykle serwuje bajeczne widoki, lecz wrażenia estetyczne zakłóca widoczny na horyzoncie las wiatraków. Na szczęście nie widać ich z brzegu Liwca, nad którym tradycyjnie rozpaliliśmy ognisko
, upiekli i zjedli co nieco, patrząc na sznury płynących z prądem kajaków.
Przez łąki do szosy i Jarnic, a w nich oglądamy „pływający kościół” - usytuowany malowniczo nad Liwcem, skryty w cieniu starych lip rosnących na równie wiekowym cmentarzyku. Mieliśmy okazję obejrzeć wnętrze świątyni stojącej najpierw w Budzieszynie, ocalonej przed zniszczeniem przez carski reżim dzięki sprytowi i ofiarności wiernych, w 1819 r. rozebranej na części i spławionej w dół Liwca aż do Jarnic, gdzie stoi do dziś.
Dziedzicom majątku- Morawskim, herbu Dąbrówka, Jarnice zawdzięczają kapliczkę z piękną figurą Matki Boskiej Niepokalanej z 1859 r. odnawianą obecnie z pietyzmem przez mieszkańców.
Dalej już tylko przejazd do Węgrowa gdzie zamykamy pętlę naszej trasy. Dziękuję bardzo: za pomoc w organizacji imprezy (Rysiek Sakowski- transport, Dorota Dejnarowicz i Elwira Adamska– reklama) a wszystkim za udział i sympatyczną, koleżeńską atmosferę. Do zobaczenia na kolejnym rajdzie - jeszcze w tym roku
.
Roman Postek
Fot. Dorota Dejnarowicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz