Zasługą Jana Kowalewskiego było złamanie w 1919 r. bolszewickich szyfrów, dzięki czemu Polacy mogli zawczasu poznać ruchy wrogich wojsk, a w konsekwencji – zaplanować własne posunięcia i zyskać przewagę nad przeciwnikiem.
W lecie 1919 r. 27-letni porucznik Jan Kowalewski otrzymał proste zadanie: miał posegregować bolszewickie depesze radiowe i powysyłać je do odpowiednich komórek. Komunikatów nikt wcześniej nie odczytał, ponieważ zostały zaszyfrowane, a w polskim wojsku nie istniała komórka deszyfrująca. Kowalewski, który biegle mówił po rosyjsku, zaczął bliżej przyglądać się ciągom cyfr. „Jedynym źródłem moich informacji o szyfrach były nowelki Edgara Allana Poego” – wspominał po latach. Dzięki lekturze wiedział, że najsłabszym ogniwem każdego szyfru jest powtarzalność. Idąc tym tropem, Kowalewski ostatecznie odczytał treść depesz Armii Czerwonej.
Niedługo po tym sukcesie, porucznikowi powierzono zorganizowanie Biura Szyfrów, w skład którego weszli wybitni matematycy: m.in. Wacław Sierpiński, Stanisław Leśniewski i Stefan Mazurkiewicz. W ciągu kilku miesięcy złamali ponad sto kluczy szyfrowych, stosowanych przez wroga. Równocześnie Kowalewski zainicjował rozbudowę radiowych stacji nasłuchowych, połączonych bezpośrednio ze Sztabem Generalnym. Dzięki temu w lecie 1920 r. polscy kryptolodzy odczytywali bolszewickie komunikaty szybciej niż ich adresaci!
Miało to oczywiście kluczowe znaczenie dla przebiegu bitwy warszawskiej i ogółem wojny polsko-bolszewickiej. Józef Piłsudski zawczasu znał plany Rosjan i wiedział, gdzie, kiedy i w jakim kierunku uderzą. Do końca 1920 roku w Biurze Szyfrów odczytano ok. 4000 szyfrogramów, a zatrudnieni tam specjaliści zyskali doświadczenie, które w przyszłości zaowocowało kolejnym sukcesem – złamaniem kodu Enigmy. W latach 20. Kowalewski poleciał do Tokio, gdzie, na prośbę japońskich władz wojskowych, prowadził kursy z kryptoanalizy dla oficerów radiowywiadu. Zmarł w 1965 roku w Londynie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz