Defilada trwała dwie godziny, zgromadziła setki osób i wywołała wiele wzruszających scen:
„Szliśmy radośni i podnieceni, a na drodze, którą maszerowaliśmy, zaczęły rozgrywać się niezwykłe, wzruszające sceny. Spotykanych po drodze ludzi, kiedy po chwilowym osłupieniu zorientowali się, kogo mają przed sobą, ogarniał szał radości. Kobiety i dziewczęta wybiegały z domów ze smakołykami i kwiatami, często porywając całe doniczki i usiłując je nam wręczyć. Niektóre starsze płakały, gładziły żołnierzy po twarzach i błogosławiły na drogę. Wielu ludzi pytało, podobnie jak niedawno niektórzy spośród nas: »Czy już się zaczęło? Czy idziecie prać komunistów?«” – relacjonował Antoni Biegun „Sztubak”
Komuniści, przestraszeni, zabarykadowali się na posterunkach i nie przeszkadzali. I nigdy nie darowali kapitanowi Flamemu tego upokorzenia. Już kilka miesięcy później, gdy żołnierze „Bartka” ujawnili się, komuniści opracowali plan „Lawina”, aby ich wymordować. Ponad 100 żołnierzy zostało ściągniętych do Cieszyna pod pretekstem ewakuacji z Polski, a następnie podstępnie zamordowanych we śnie ładunkami wybuchowymi i granatami. Sam kapitan Flame został 1 grudnia 1947 roku zamordowany strzałem w plecy przez milicjanta, już po ujawnieniu się w ramach tzw. amnestii. Morderca, Rudolf Dadak, nie poniósł odpowiedzialności za ten czyn.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz