Wisława Szymborska
"Życie Literackie", 1 maja 1955
"Gdzie nie ma dogmatu - tam nie powinno być schematycznego świętowania. I dlatego święto pierwszomajowe może nasuwać i nasuwa coraz to nowe myśli i skojarzenia.
Nosiliśmy, niesiemy i nosić będziemy na transparentach pochodów coraz żywsze i coraz liczniejszymi przykładami udowodnione hasło przyjaźni polsko-radzieckiej. Hasło na transparentach - myśli i uczucia w nas samych.
1 maja 1955. Minione cztery miesiące tego roku dały sposobność do takiego choćby ciągu skojarzeń: pięćdziesięciolecie rewolucji 1905, wzmożenie walki o pełną realizację leninowskich zasad życia partyjnego i państwowego, dziesięciolecie zawarcia polsko-radzieckiego przymierza. Zagadnienia wybrane spośród wielu.
Słyszeliśmy niedawno w Warszawie, Nowej Hucie i Krakowie – serdeczne wypowiedzi towarzysza Chruszczowa. Odpowiadaliśmy równie serdecznie. I tak się toczył dialog o tradycjach i wspólnych walk rewolucyjnych i wspólnym walk z faszyzmem, o wspaniałym rozkwicie naszego kraju, o żołnierskiej i robotniczej pomocy Kraju Rad. Wszystko to bezpośrednio w związku z dziesięć już lat trwającym przymierzem – ale w podtekście tego bilansu żyją wspomnienia i obrachunki znacznie szerszego okresu.
Piękne zawołanie: „Za waszą wolność i naszą” – dawno już pobratało rosyjskich i polskich demokratów. W pełnym głosem mas ludowych zagrzmiało ono po raz pierwszy w 1905, w dni owej „generalnej próby” zwycięskiej rewolucji socjalistycznej.
Oto święto 1 maja, zanotowane przez jednego z uczestników tej historycznej próby: krwawe starcia z oddziałami carskimi. Znowu zabici. Znowu aresztowani. Znowu zesłani. Wrogowie i sprzymierzeńcy klasy robotniczej znowu stoją naprzeciw siebie w nieubłaganym ostrym świetle dnia. W ulotkach kolportowanych wówczas przez SDKPiL, pod bojowymi hasłami czytamy takie zdanie: „...My, zbratani jednością z proletariatem rosyjskim, torujemy wraz z nim swoją krwią, swymi trupami drogę wolności republikańskiej...”
Wtedy też toczył się serdeczny, przyjacielski dialog. Słowom polskich rewolucjonistów towarzyszą słowa samego Włodzimierza Iljicza. Warto przypomnieć obszerniejsze fragmenty owych wypowiedzi Lenina: „...W miejscowościach najbardziej rozwiniętych pod względem przemysłowym, gdzie robotnicy są politycznie najlepiej wyrobieni, gdzie z uciskiem ekonomicznym i ogólnopolitycznym łączy się ucisk narodowy – policja i wojsko caratu zachowują się szczególnie wyzywająco, wręcz prowokują robotników. A robotnicy, nawet nie przygotowani do walki, nawet ograniczający się początkowo wyłącznie do obrony, pokazują nam – jak proletariat Łodzi – nie tylko nowe wzory rewolucyjnego entuzjazmu i bohaterstwa, lecz i wyższe formy walki...” I dalej zwraca się do robotników rosyjskich: „...Spójrzcie na centralny okręg przemysłowy... Robotnikom tamtejszym daleko jeszcze do bohaterskiego proletariatu bohaterskiej Polski, lecz rząd carski szybko oświeca ich, zmusza do szybkiego «doganiania Polski»...”
Podsumowaniem ówczesnego dialogu polskich i rosyjskich rewolucjonistów stał się ogłoszony po wybuchu Rewolucji Październikowej dekret Rady Komisarzy Ludowych, podkreślający dobitnie „niezaprzeczone prawo narodu polskiego do niepodległości i jedności...”
Miałam niedawno sposobność uczestniczyć w uroczystości nadania tytułu obywatela honorowego miasta Krakowa marszałkowi Koniewowi, którego oddziały wyzwoliły nasze miasto. Dziesięć lat temu przeżywałam wejście tych oddziałów – stalinowskich czerwonoarmistów Pierwszego Frontu Ukraińskiego. Tak więc i dla mnie osobiście podsumował się jakiś zasób przeżyć z pierwszego dziesiątka lat owocowania naszego przymierza ze Związkiem Radzieckim. Z okresu, w którym tak dowodnie doświadczaliśmy żołnierskiej i robotniczej przyjaźni pierwszego kraju socjalistycznego – którego synowie, ocaliwszy nas od zagłady, pomagają w dźwiganiu na nieznane dotąd u nas wyżyny naszej gospodarki narodowej. Którego partia daje przykład partii naszej klasy robotniczej w doskonaleniu metod działania i wychowywania. Żołnierska i robotnicza przyjaźń sprawia również to, że nie czujemy się samotni wobec wszelkich wrogich awanturniczych kalkulacji.
Różne bywają pomniki przyjaźni. Można taki pomnik widzieć pod postacią Krakowa, uchronionego od wojennej zagłady – można go widzieć pod postacią Nowej Huty, budowanej przy pomocy przyjaciół. Nie trudno o tym myśleć w mieście, którego ulicami kroczył kiedyś w pierwszomajowym pochodzie – Włodzimierz Iljicz Lenin."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz