Jeszcze tego samego dnia dobiera sobie skład osobowy.
Będą to: Hermann Seehaver, Edward Rux, Walter Hahnfeldt, Karl Franke, Alfred Karau, Ehrenfried Keller, Egon Karau, Kurt Ziemer, Hubert Jahr, Hubert Janowitz i Heinz Schleif i jeszcze paru innych.
Rolnicy, fryzjer, robotnicy...
Działają bezprawnie – dopiero 26.09.1939 r. rozkazem Reichsfuhrera SS Heinricha Himlera powstanie Selbstschutz.
Lecz grupa Schulza ma to gdzieś.
W Górce Klasztornej tworzą swój własny, prywatny obóz koncentracyjny oraz miejsce do codziennego chlania wódy.
Zaczęli od duchowieństwa.
Najpierw zawlekli tam 5 księży i 25 zakonników.
Heinrich Bromber powiesi tam brata Bernarda Jabłońskiego tylko za to, ze ten pomagał innym przy wybieraniu ziemniaków.
W chwili śmierci brat Bernard miał 17 lat...
Potem zaczną tu przywozić księży z okolicznych parafii oraz siostry zakonne.
W dalszej kolejności – tych, których mieli na listach, a następnie Żydów.
To tu, w ręce Schulza trafi Anna Jaworska z Liszkowej.
Była Powstańcem Wielkopolskim, zasłużoną polską działaczką.
Niemcy na zemstę czekali 20 lat...
Pamiętliwi - wlewali jej wrzątek do ust, a mężowi wybili wszystkie zęby.
Potem – zawieźli Ich do Górki Klasztornej.
Anne Jaworskiej przywiązano do nóg liny i dwóm grupom Żydów, po pięciu w każdej, nakazano ciągnąć je w przeciwnych kierunkach.
Żydom obiecano, że w ten sposób uratują życie.
Kobieta została rozerwana żywcem.
Zadowolony Schulz kopnął strzępy skrwawionego ciała do dołu.
Następnie nakazał rozstrzelać pomagających mu w kaźni Żydów.
„Jezus, Maryja, co wy ze mną robicie!” - to były ostatnie słowa pani Anny.
Tego samego dnia – 23.11.1939 r. - pijany Schulz rozkazał zabić wszystkich przetrzymywanych w Górce Klasztornej.
Kobiety przed śmiercią zostały zgwałcone.
Z życiem uszedł jedynie Jan Topór.
Łącznie ofiarą mordów dokonywanych przez Selbstschutz w październiku i listopadzie 1939 r. padło około 200 mieszkańców Łobżenicy i okolicznych miejscowości, w tym około 60 duchownych katolickich.
Mordy dokonywane przez sąsiadów...
Wieść o „czynach” Schulza i jego ludzi szybko dotarła do niemieckiej prokuratury okręgowej w Bydgoszczy.
Paradoksalnie – Schulz nie został oskarżony o zbrodnie, ale o „kontakty cielesne” z podrasą.
W więzieniu przesiedział do końca wojny.
Po wojnie ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Szczecinie.
Ożenił się z Polką i kreował się nawet na ofiarę faszyzmu.
Przypadkowo rozpoznany przez pana Warpińskiego, został aresztowany i skazany na karę śmierci przez powieszenie (1953 r.).
Wyrok wykonano 22.02.1954 r.
Dwaj jego najwięksi „pomagierzy” - Werner Köpenick i Hermann Seehaver – zamieszkali po wojnie w RFN.
Żaden z nich nie został postawiony przed sądem.
Ani żaden z Selbstschutzu z Łobżenicy.
I na koniec cytat:
„Tam nas więziono i traktowano jak niewolników niemieckich. Pod kontrolą silnie uzbrojonych wojsk polskich przeprowadzono nas do obozu koncentracyjnego w Pile.” - Joachim Skrentny "Pamiętnik Autochtona".
Czas mija i zaciera ślady.
Kto był katem?
Kto Ofiarą?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz