ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

niedziela, 7 września 2025

Z kart historii regionu ...



04. 09. 1904 r. w Gródku nad Bugiem przyszedł na świat Stanisław Romaniuk, uczeń Progimnazjum w Sokołowie, uczestnik wojny z 1920 r., jezuita.

Stanisław Romaniuk pochodził z biednej rodziny chłopskiej. Po ukończeniu szkoły powszechnej wstąpił w progi nowo powstałego progimnazjum sokołowskiego założonego przez ks. Andrzeja Mazurkiewicza. Nie posiadając odpowiednich środków, lecz chcąc zdobywać tak cenioną przez siebie wiedzę, zamieszkał na stancji. Brak funduszy sprawił, że Stanisław Romaniuk kontynuował naukę w bardzo niesprzyjających warunkach, słabo się przy tym odżywiając. Te wspomniane niedostatki miały z czasem wpłynąć na jego wątłą budowę i słabą formę. Słaby fizycznie był za to bardzo silny duchem. Mając 16 lat, jako harcerz wziął udział w wojnie bolszewickiej stając w obronie zagrożonej upadkiem Polski. Będąc wzorem dla otoczenia, budował kolegów głęboką pobożnością i oddaniem sprawie. Za swojego patrona obrał św. Stanisława Kostkę (podobno stale nosił przy sobie podobiznę świętego w kształcie rozetki). Nie był najbardziej uzdolnionym uczniem niemniej wszelkie braki uzupełniał pilnością i zaangażowaniem. Mimo trudnych warunków materialnych (bywało, że zmuszony był w czasie mrozów i niepogody iść 20 km do Gródka po środki utrzymania) udało mu się zdać do kl. 6. Niestety, nadwątlone siły a także zapalenie płuc, którego się z czasem nabawił nie pozwoliły mu na kontynuowanie nauki. Powrót do domu i półroczna kuracja skutkowały, co prawda powrotem sił niemniej Stanisław nie wrócił już do Sokołowa. Podczas choroby zaszła w nim pewna zmiana. Głos Boży, które zdaje się słyszał będąc ciężko chorym sprawił, że jego nowym celem stał się Kraków. W mieście tym przebywała jego ciocia Zofia Winczaruk. Przy jej wsparciu i pomocy materialnej idąc za łaską powołania, której doświadczył, Stanisław Romaniuk został przyjęty do liceum biskupiego. W nowej szkole nie pozostał jednak długo. Wkrótce po przyjęciu szkolne progi zostały zamienione na furtę klasztorną zakonu jezuitów. Przyjęty do zgromadzenia został następnie wysłany do nowicjatu w Kaliszu. W październiku 1923 r. udaje mu się przywdziać suknię jezuicką i rozpocząć wspólne nowicjuszom Towarzystwa Jezusowego ćwiczenia duchowe. Miły w obejściu szybko zjednał sobie grono przyjaciół. Za jego barwne opowiadania czy to z czasów szkolnych czy wojny bolszewickiej, kochali go wszyscy. Niestety w grudniu 1923 r. w trakcie trwania 30-dniowych rekolekcji adwentowych zdrowie ponownie zaczęło niedomagać. Lekka poprawa, jaka nastąpiła w okolicach Bożego Narodzenia była jedynie preludium do mającej wkrótce nadejść tragedii. Wiosna 1924 r. odnawiająca się choroba piersiowa złożyła młodego nowicjusza na łoże boleści, z którego nie miał się już podnieść. Nie pozostawał sam, nie pozostawał też bez opieki. Przyjaciel kaliskich jezuitów, dr. Dreszer odwiedzał chorego co tydzień. Brat Stanisław mógł także liczyć na modlitwę i pomoc całego zgromadzenia. Podobno współbracia zakonni prześcigali się w niesieniu usług, zabawiając kochanego Stanisława pobożnymi rozmowami. Stanisław Romaniuk pomimo cierpień do końca swoich dni pozostał cichy, zrównoważony, wielce uduchowiony, ale i odrobinę uparty. Z rodzinnego Gródka, co raz przychodziły listy z naleganiem, aby opuścił klasztor i wrócił do domu, gdzie na świeżym powietrzu jak wierzyli, odzyska zdrowie. Nie posłuchał. Na dwa tygodnie przed śmiercią do Kalisza przyjechała nawet jego zrozpaczona matka. Ze łzami w oczach błagała syna, aby z nią pojechał. Stanisław mimo wielkiego osłabienia odrzucił tę prośbę i pożegnał swą matkę. Jak wspominał jezuita ks. Czesław Sejbuk, to pożegnanie było czułe ale stanowcze. Śmierć brata Stanisława Romaniuka miała miejsce 19. 08. 1924 r. Wspomniany ks. Czesław, przyjaciel zmarłego w liście skierowanym do naszej lokalnej, podlaskiej prasy tak opisał tamte chwile „Niebawem jak przystało na wiernego naśladowcę św. Stanisława uleciał w górne krainy, gdzie szczęścia bezmiar. 475 Mszy św. odprawionych i 600 wysłuchanych za jego duszę poszło za nim do Pana”.

Brak komentarzy: