ORP " Groźny" 351

ORP " Groźny" 351
Był moim domem przez kilka lat.

czwartek, 5 lutego 2026

Franceska Mann. Baletnica, która nie zgodziła się umrzeć w ciszy.

 Kawa z mlekiem




Miała zaledwie 23 lata. Polska baletnica Franceska Mann znalazła się wśród dziesiątek żydowskich kobiet w pomieszczeniu tuż przed komorami gazowymi w Auschwitz. To było miejsce, w którym ludzi przygotowywano do śmierci, wmawiając im, że czeka ich jedynie „zwykła procedura sanitarna”. Tam, gdzie odebranie życia było częścią bezlitosnej machiny.
Ale Franceska postanowiła jedno: nie pozwoli się zabić potulnie.
To nie legenda ani piękna opowieść zrodzona z wyobraźni. O tym wydarzeniu wspominano w raportach oraz relacjach świadków. Kiedy inne kobiety w panice, popychane krzykami strażników, w pośpiechu zdejmowały ubrania — Franceska zachowywała się inaczej. Poruszała się spokojnie, pewnie, jakby była nie w obozie śmierci, lecz na scenie. Jej opanowanie i skupienie boleśnie kontrastowały z przerażeniem dookoła.
Strażnicy szybko zwrócili na nią uwagę: młoda, piękna, z postawą profesjonalnej tancerki — przyciągała wzrok. Wiedząc, że nie ma już nic do stracenia, zaczęła wykonywać ruchy przypominające taniec. Zdejmowała z siebie ubranie powoli, jakby ten potworny moment zamieniała w występ. Jej gesty były precyzyjne i hipnotyzujące — na kilka sekund nawet esesmani stracili czujność.
I wtedy wydarzyło się coś, czego się nie spodziewali.
Gdy była już prawie naga, Franceska nagle rzuciła butem na obcasie w jednego z esesmanów. Uderzenie trafiło w twarz — krew popłynęła natychmiast. Strażnik sięgnął po broń, lecz Franceska była szybsza. Wyrwała mu pistolet i z bliskiej odległości strzeliła do stojącego obok Josefa Schillingera, jednego z najbardziej okrutnych funkcjonariuszy obozu. Dwie kule trafiły go w brzuch. Kolejny strzał ranił innego strażnika w nogę.
Dźwięk wystrzałów stał się sygnałem.
W pomieszczeniu wybuchła desperacka walka. Kobiety, które uznano już za skazane na śmierć, rzuciły się na oprawców gołymi rękami. To był wybuch gniewu, bólu i ostatniej godności.
Gdy rannych strażników wyciągnięto na zewnątrz, dowództwo obozu natychmiast wydało rozkaz stłumienia oporu. Powstanie trwało tylko kilka minut — ale na zawsze pozostało w historii Auschwitz.
Franceska Mann nie planowała zostać symbolem.
Po prostu odmówiła przyjęcia śmierci bez sprzeciwu. Jej czyn przypomina, że nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się przesądzone, człowiek wciąż ma wybór. Czasem ostatnia walka nie toczy się o życie — lecz o godność.

Brak komentarzy: