W PRL dało się zostać miliarderem... i to legalnie.
Założe się, że nie znacie historii najbogatszego polaka za PRL-u
Ignacy Soszyński to historia o tym, jak nie poddawać się, nawet gdy system robi wszystko, żeby cię zniszczyć.
Jego pierwsza firma w Poznaniu. Znacjonalizowana.
Kolejne w Łodzi, Warszawie i Poznaniu. Znacjonalizowane.
Zakłady na Ochocie w Warszawie? Znacjonalizowany.
Większość ludzi poddałaby się po pierwszym razie.
Soszyński zaczynał za każdym razem od nowa.
Po kolejnej nacjonalizacji wyjechał do Paryża gdzie studiował chemię zapachową. Założył kolejne firmy we Francji i Maroku gdzie zbudował międzynarodowe imperium perfumeryjne.
W latach 70tych Maroko znacjonalizowało przemysł.
Soszyński sprzedał wszystko i wrócił do Polski.
Założył siódmą firmę: Inter-Fragrances w Poznaniu.
W PRL-u, gdzie brakowało podstawowych towarów, jego perfumy stały się hitem. Ludzie pragnęli namiastki luksusu, nawet w kraju kartek.
Sukces był astronomiczny.
Władza go tolerowała, bo przynosił dewizy. Eksport perfum dawał państwu twarde waluty, których desperacko potrzebowano.
Ale tolerancja miała granice...
W latach 80. przychody firm Soszyńskiego były obsceniczne jak na PRL. Miliardy złotych w kraju, miliony dolarów za granicą. W biedniejącym państwie, gdzie ludzie stali w kolejkach po podstawowe produkty, jego sukces był policzkiem dla władzy.
System zaczął się przyglądać. W 1985 roku znaleźli pretekst: przekroczenie mocy produkcyjnych. Aresztowano go w wieku 70 lat, tym razem miał dość.
Soszyński spędził ostatnie lata na emigracji w Hanowerze, bogaty ale z dala od własnej ojczyzny.
Bawi mnie kiedy ktoś mówi, że w biznesie czegoś się nie da.
Znam ludzi którzy budują firmy bez kapitału, bez znajomosci języka i nawet z pełnym paraliżem ciała.
Na świecie istnieją dwa typy ludzi- ci, którzy tworzą możliwości mimo przeszkód i ci, którzy tworzą przeszkody mimo ogromnego potencjału.
Którym jesteś ty?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz