No i doczekaliśmy się – rząd odkrył, że najlepszym lekarstwem na aferę Epsteina jest… stworzenie kolejnego zespołu analitycznego. Genialne w swojej prostocie. Amerykanie grzebią w milionach dokumentów, pół świata wstrzymuje oddech, a u nas recepta jak zawsze: powołać gremium, nadać mu dumną nazwę i otoczyć mgłą „niejawności dla dobra państwa”.
Bo przecież nie chodzi o to, żeby coś naprawdę wyjaśnić. Chodzi o to, żeby mieć kontrolę nad tym, co wolno powiedzieć ludziom. Wyciekną jakieś nazwiska? Spokojnie – najpierw przejdą przez polski filtr wrażliwości politycznej. A filtr, jak wiadomo, działa cuda: z bomby robi kapiszon, z konkretów – „brak podstaw do dalszych działań”.
Najpiękniejsze jest uzasadnienie. Podobno trzeba sprawdzić „polskie wątki”. Czyli rozumiem, że bez specjalnego zespołu nasze służby nie potrafiłyby przeczytać maila po angielsku? Potrzebny jest sztab ekspertów, delegacje, analizy, pieczątki i konferencje prasowe, na których usłyszymy, że „sprawa jest skomplikowana”. A na końcu – jak przy każdej wielkiej komisji – raport grubości cegły, którego nikt nie przeczyta.
Oczywiście cały ten cyrk nie jest za darmo. Znowu pieniądze pójdą w błoto – na etaty, ekspertyzy, posiedzenia i diety ludzi, którzy będą miesiącami udawać, że robią coś przełomowego. Podatnik zapłaci, politycy zrobią kilka poważnych min do kamer, a efekt będzie dokładnie taki jak zwykle: wielkie NIC opakowane w urzędowy bełkot.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że władza bardziej boi się nie tego, co zrobił Epstein, tylko tego, co może wypłynąć przy okazji. Bo a nuż okaże się, że jacyś „szanowani obywatele”, bywający na salonach i w telewizjach śniadaniowych, pojawiają się w dziwnych notatkach? Lepiej więc stworzyć bezpieczny bufor: najpierw zespół, potem analiza, potem „brak jednoznacznych dowodów”.
Historia uczy, że im większa afera, tym więcej powstaje w Polsce ciał do jej „badania”. Efekt zawsze ten sam: kasa znika, odpowiedzialność się rozmywa, a prawda tonie w klauzulach tajności. I tylko jedno pytanie pozostaje aktualne – czy ten zespół ma znaleźć prawdę, czy raczej elegancki sposób, żeby jej przypadkiem nie znaleźć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz